Stanisław Barańczak- Prawdziwy Poeta

Dzisiaj rano dotarła do mnie smutna wiadomość. W nocy, w swoim domu na przedmieściach Bostonu zmarł Stanisław Barańczak, nasz wspaniały poeta i niepowtarzalny tłumacz poezji anglojęzycznej, m.in. Szekspira, Boba Dylana, Lewisa Carrola, Johna Keatsa, Whitmana, Hopkinsa, Emily Dickinson, Thomasa Hardy’ego, Josifa Brodskiego /też „na wygnaniu”/ i wielu innych. Miał 68 lat. Poniżej, w skrócie przez życie i twórczość… choć muszę przyznać, że wygląda to dosyć bezczelnie z mojej strony… Sorry, miałam dobre intencje…

  • Już w czasie studiów na filologii polskiej UAM w Poznaniu był kierownikiem artystycznym Teatru Ósmego Dnia.
  • Debiutował tomem poezji „Korekta twarzy” w 1968 roku.
  • Uważany jest za współtwórcę Nowej Fali.
  • Współtworzył miesięcznik „Nurt”.
  • W 1975 podpisał „List 59”.
  • Za członkostwo w Komitecie Obrony Robotników /KOR/ dotkliwie represjonowany: skazany na więzienie w zawieszeniu, usunięcie z uczelni i zakaz publikacji.
  • W latach 80-ych był aktywistą wielkopolskiej Solidarności
  • W 1981 roku wyjechał do USA z wykładami o literaturze polskiej i już tam został
  • Na wydziale slawistyki uniwersytetu Harvard wykładał literaturę polską
  • Pracował w zespole „Zeszytów Literackich
  • Przez 5 lat był redaktorem naczelnym nowojorskiego „The Polish Rewiev”
  • Na przestrzeni ostatnich lat walczył z Parkinsonem

Dla mnie Mister Barańczak zawsze był i jest Kimś Wyjątkowym. Według mnie jest On uosobieniem prawdziwego poety. Pamiętam, jak w czasie stanu wojennego, jego wiersze docierały do mnie z ogromną siłą, pomimo niewyraźnych odbitek na powielaczu.

Dzisiaj chciałabym przypomnieć kilka pierwszych z brzegu wierszy Mister Barańczaka. Chcę przez to powiedzieć, że napisał całe mnóstwo mocnych wierszy, po które można sięgać w dowolnej kolejności…

Mirabelka

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

xxx

Mieszkać kątem u siebie (cztery kąty a
szpieg piąty, sufit, z góry przejrzy moje
sny), we własnych czterech
cienkich ścianach (każda z nich pusta,
a podłoga szósta oddolnie napiętnuje
każdy mój krok), na własnych śmieciach,
do własnej śmierci (masz jamę w betonie,
więc pomyśl o siódmym,
o zgonie,
ósmy cudzie świata, człowieku)

xxx

 Spójrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne

oczy potrąconego przypadkowo
przechodnia z podniesionym kołnierzem; w stężałe
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
dalekobieżnych pociągów; w krótkowzroczne
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit;
w oczy pośpiesznie obmywane rankiem
z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane
za dnia z łez nieposłusznych, pośpiesznie
zakrywane monetami, bo śmierć także jest
nieposłuszna, zbyt śpiesznie gna w ślepy zaułek
oczodołów; więc dajmy z siebie wszystko
na własność tym spojrzeniom, stańmy na wysokości
oczu, jak napis kredą na murze, odważmy się  spojrzeć
prawdzie w te szare oczy, których z nas nie spuszcza,
które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
a choćby się pod nami nigdy nie ugięły
nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić

Stanisław Barańczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *