All Them Witches pochodzą z Nashville w stanie Tennessee. Nagrali dotąd 4 longplaye. Wtoczyli się na kamienisty rynek muzyczny ze swym „bagnistym bluesem z psychodelty” w 2012r debiutanckim albumem „Our Mother Electricity”, co ciekawe za sprawą niemieckiej wytwórni płytowej Elektrohash Schallplatten. Spodobały mi się ich niejednoznaczne powiązania i brudne brzmienie instrumentów szarpanych. Kupili mnie tym od razu. Panowie z ATW uczciwie odrobili lekcje z historii blues rocka, w którym są mocno osadzeni. Pomimo wyraźnych wpływów J.B. Lenoira, Tadeusza Nalepy i Led Zeppelin, nie sposób odmówić im oryginalności. Poruszają się tak swobodnie w rockowych przestrzeniach, że pomimo ciężkiego ładunku emocjonalnego, płynę z tą muzyką lekko i swobodnie. Muzycy grają z takim zaangażowaniem, że wymiatają wszystkie pajęczyny i zaległości. Materiał na płycie jest tak ułożony, że z utworu na utwór buduje się napięcie i ciekawość, co dalej? Po sesji muzycznej z ATW czuję się oczyszczona i nawet podbudowana. Mam się zdecydowanie lepiej. Po całym upiornie upalnym dniu, wreszcie przyjemny chłodek zza okna i dźwięki psychodelicznego bluesa koją moje zmysły. Tła dopełnia cykanie świerszczy. Istny trans. Czegóż chcieć więcej?
Zagadka: z jakim utworem kojarzy Wam się początek szóstego w kolejności numeru Until It Unwinds? Swoją drogą kompozycja to niesamowita, najdłuższa na płycie, brzmi jak jam session z the Doors. Za nią dla rozluźnienia Easy z melodyjnym motywem na basie. Family Song For The Leaving to zaskakująca ballada. Ale tuż za nią czai się istne wariactwo „Prawej ręki” z przepiękną solówką gitary, która brzmi tak soczyście, że wyciska siódme poty. Ponownie hipnotyzuje chórek z początku płyty.
Mirabelka
link do oficjalnej strony zespołu, gdzie zrobi się bardzo koncertowo: