Page i Coverdale

Wczoraj minęło 25 lat od wydania efektów współpracy gitarzysty eLZet oraz wokalisty Głębokiej Purpury i Białego WęŻa, w postaci krążka z bitą godziną mocnego rockowego grania. Dominują w nim smaki świeżego imbiru, zielonego pieprzu, cynamonu i mięty. Miejscami czuję się, jakbym mięła w dłoniach pokrzywę /utwór Pride and Joy/, innym razem czuję goryczkę mniszka lekarskiego i zapach ciepłej ziemi parującej po deszczu… Kto nie wierzy, niech spróbuje.

Piszę to w czasie, gdy zima rozgościła się na dobre, a jeszcze przedwczoraj tak pięknie płonęło ognisku w ogródku pełnym marzeń. Tymczasem dzisiaj śnieg przykrył wszystkie niedogodności i znów trzeba będzie wszystko zaczynać od początku.

Mirabelka

Stephen Hawking

Zmarł Steven Hawking… To człowiek, którego podziwiałam za nieustanne forsowanie granic i przekraczanie własnych ograniczeń… Czułam w Nim bratnią duszę w tym zimnym wszechświecie… Potrafił go oswoić jak mało kto…

Mirabelka

Tulia

Że zima, mróz i akumulator trzeba na noc zabierać do domu? Że „w moich żyłach płynie krew zimniejsza, niż stal”? Popatrzcie na te dziewczyny, co w samych bluzeczkach i kozaczkach, zatopione w śniegu tak pięknie śpiewają… Od razu robi się cieplej!

… a wersja hitu Depeszów Enjoy The Silence, wprost powaliła mnie!!!

Mirabelka

Smak

Dzisiaj przyczołgał się do mnie blues z zamierzchłej Serbii. Zespół Smak, połowa lat 70-ch, to se ne wrati. Tamte klimaty: szczere ciuchy i fryzury, odruchowe życie, autentyczne relacje… i czas, którego tyle było przed nami, że aż przytłaczał nas swymi możliwościami. Dzisiaj mogę co najwyżej obejrzeć stare filmy i zdjęcia. Czy wspominanie jest jedyną formą ocalenia od zapomnienia?

Zespół Smak odkurzam dziś z archiwów swej pamięci. Powoli, delikatnie, warstwa po warstwie… rozsmakowuję się, aby starczyło na dłużej. Upewniam się, że blues jest ponad wszelkimi podziałami i ma charakter uniwersalny!!! To pocieszające i utwierdzające mnie w przekonaniu, że żadna muzyka nie może istnieć tylko na wyłączność jakiejś nacji czy części świata.

Mirabelka

Black Bonzo

Takie nastroje, to ja rozumiem! Ulegam im bez zbytniej zachęty. Wystarczy parę dźwięków i mogę tak płynąć, dryfować, świat smakować… Zasłuchać, zapisać się, zapatrzeć… Uwielbiam ten stan, gdy czuję się U SIEBIE!

Mirabelka

Captain Crimson

Wiedziona nauczką przesilenia, spowodowanego złudną perfekcją, chęcią udoskonalenia każdego wpisu do granic niemożliwości, teraz będzie krócej i  konkretniej. Mam nadzieję, że bez szkody dla jakości. Będzie prościej i mniej recenzencko; uporządkowanie dat, nazwisk, stylów, etc. zostawiam osobom, które specjalizują się w tej dziedzinie. Jest parę świetnych blogów, gdzie znajdziecie analizę słuchanych muzyk pod kątem bardziej technicznym i że tak powiem chronologicznym. Będę Was do nich odsyłać.

Natomiast w tym miejscu będę zamieszczać bardziej własne przemyślenia na temat słuchanej muzyki. Potraktujcie moje wpisy jako inspirację do dalszych poszukiwań.

Właśnie odkryłam Captain Crimson, kolejny zespół ze Szwecji. Oooooh, yeeeeees!- zawył chór długowłosych pobratymców z kilofami ruszających na wdzięczne skałki. Zapraszam Was na wykopaliska, może znajdziecie coś dla siebie! Moją szczególną uwagę przyciąga utwór Money. Zaraz po nim, w Driffting przyjmijcie pozdrowienia od harmonijki. Ale koniecznie CAŁOŚĆ!

A miałam pisać o Black Bonzo… i znowu się nie udało…

Mirabelka

Three Seasons

Help! Zakochałam się w muzyce tworzonej przez Three Seasons na nowo!!! Mam wszystkie objawy uzależnienia  z przemożnym głodem i nienasyceniem! Jestem w ciągu słuchania wszystkiego, co nagrali TS! Nie mogę przestać, a taka przyjemna zima za oknem!

Trio powstało w 2009 roku w Szwecji. Oczywiście, że w Szwecji… mruknął chór za oknem…

Swoją drogą dawno mnie nie było na tych stronach. Gdzie gościłam? W objęciach codzienności, przepełnionej pracą zawodową, a właściwie jej skutkami. Zmęczenie rzucało mnie w sen, który jest dla mnie panaceum na wszystko. Nawet nie miałam siły pisać Dziennika W Uśpieniu… Ale teraz się obudziłam! Present! Nie wiem na jak długo, ale wróciłam.

Hello, is anybody out there?

mój wcześniejszy post about:

http://no-comments.pl/uncategorized/three-seasons/

Mirabelka

Buddy Guy- forever!


To on, pod koniec lat 50-ch wymyślił sprzężenie zwrotne, ale właściciel wytwórni Chess nie pozwolił na jego rozpowszechnianie, z powodu zbyt dużego „hałasu”… /dopiero przy Cream doceniono i rozpowszechniono je/. Tak bywa często z pionierskimi wynalazkami. Przerastają swoją epokę.

Słucham Buddy Guya, na żywo, zaledwie sprzed paru miesięcy. Wciąż w doskonałej formie, w nieśmiertelnych spodniach- ogrodniczkach i koszuli w grochy. Damn, skończył przecież 81 lat! Wciąż świetny technicznie, uśmiechnięty i w autentycznym kontakcie z publicznością. Kapitalny koncert, w sam raz do rodzinnego świątecznego oglądania… Należy podkreślić, że to na nim wzorowali się: Hendrix, Clapton, Beck, Richards, S.R. Vaughan… A wszystko zaczęło się na małej farmie w Luizjanie, gdzie wychowywał się pośród licznego rodzeństwa, bez energii elektrycznej… Miał świetnych rodziców, którzy wyczuli jego talent i wspierali go na miarę swych możliwości. Kupili mu bilet w jedną stronę, by szukał szczęścia w mecce bluesa, Chicago. Miał 21 lat i kręcił się z gitarą pod znanym klubem 708. Był głodny i zdesperowany, by wracać do domu, gdy zauważył go Otis Rush i poczęstował kanapką z salami. Zaraz potem, Mudy Waters usłyszawszy próbkę jego umiejętności, wpadł w zachwyt: „jak to możliwe, żeby ktoś, kto gra jak ty chodził głodny?”. Potem już poszło. 24.12.2017- niedziela, fragmn. dziennika W Uśpieniu

Gdy słyszę: Budy Guy, to mi się wyświetla: wirtuoz, mistrz budowania napięcia jak w dobrym thillerze, z żywym kontaktem ze słuchaczami,  inteligentna improwizacja, radość z grania, lekkość, przyjemność, frajda, nieokiełznany sposób grania, wymykający się wszelkim klasyfikacjom, prawdziwy przyjaciel i oprowadzacz po bluesie, żywa legenda…

Mirabelka

ostatni album sprzed 2 lat

wartościowy artykuł:

http://muzyka.onet.pl/rock/ostatni-z-ojcow-buddy-guy-konczy-80-lat/tzw5ml

Jeff Healey

Znalezione obrazy dla zapytania jeff healey

Jeff Healey– odkryłam go całkiem niedawno, aż wstyd przyznać. Umieściłam w „szkicach”, w nadziei, aż przyjdzie natchnienie i odpowiedni czas. Ale przecież nie ma na co czekać, bo nie znikną codzienne obowiązki, a i nowej muzyki tyle do przesłuchania. Nie mówiąc o „starej”! Ten kanadyjski muzyk zaskakuje mnie swą determinacją w życiu  i zaraża radością z grania i przeżywania muzyki. Co ciekawe, na gitarze zaczął wymiatać już jako trzylatek. Grał w charakterystyczny sposób, najczęściej w pozycji siedzącej, trzymając instrument płasko na kolanach. Całe życie zmagał się nowotworem. Najpierw zaatakował mu oczy, przez co stracił wzrok, a pod koniec życia w 2008 roku płuca. Świetne to granie, zarówno pod względem technicznym, jak i emocjonalnym.

Mirabelka

.

History

Jarekus Singleton

Dzisiejsze poszukiwania czegoś, co by mnie ożywiło i nastroiło pozytywnie, doprowadziły mnie nad meandry Misipisi, gdzie koncertuje Jarekus Singleton. Na początku targały mną sprzeczne uczucia. Wizerunek Jarekusa z gitarką – atrapą /?/ jakby wyciętą z kartonu, nie wyglądał poważnie. Przywołał w pamięci lekcje plastyki w podstawówce, gdzie wycinaliśmy szablony pod witraże z bibułki… No ale to tylko pierwsze wrażenie. Gdy zaczęłam słuchać i słyszeć, co ma do przekazania muzyk, doceniłam jego młodzieńczy /rocznik ’84/ zapał i kunszt. Posłuchajcie tylko i sami oceńcie, ale szczerze.

Jarekus zaczął grać na gitarze basowej w wieku dziewięciu lat, ale był czas, że wolał koszykówkę. Niestety, a właściwie jak się okazało stety, kontuzja kostki wykluczyła go z poważnego myślenia o karierze sportowej. Dzięki temu mógł skierować swą energię twórczą na doskonalenie umiejętności muzycznych.

Mirabelka

Steve Winwood – Błękitnooka Dusza

Znalezione obrazy dla zapytania steve winwood S.W. w hotelu w Amsterdamie, lata 70-te, foto: Barry Schultz

 
Fascynuje mnie Steve Winwood nie od dziś. Ten artysta o niebieskookiej duszy  jest obecny na rockowej scenie od ponad pół wieku! Pociąg do muzyki odziedziczył po ojcu, który grał na klarnecie i saksofonie.  Nic dziwnego, że mając 4 lata już wymiatał na fortepianie, a jako nastolatek, w rodzimym Birmingham wspierał występujących tam bluesmanów: J.L. Hookera, B. Diddleya, H. Wolfa czy M. Watersa, ucząc się od najlepszych. Współtworzył zespoły takie jak: Spencer Davis Group, Traffic, Blind Faith,  które stały się legendą. Czy trzeba czegoś więcej? Z kim on nie grał? Że z Claptonem, Pettym, Lynnem, BB Kingiem, Harrisonem, Gilmourem, Faithfull, Capaldim… długo by wymieniać, ale czy ktoś pamięta, że udzielał się na organach Hammonda w Voodoo Chile na płycie  Electric Ladyland,  oraz w  chórkach w The Cry of Love, na pośmiertnym albumie Hendrixa?
Dla mnie Winwood to przykład artysty kompletnego, spełnionego, no comments. 18 maja przyszłego roku stuknie mu 70-tka i wciąż jest obecny muzycznie na przyzwoitym poziomie. Słuchajmy więc, uczmy się, inspirujmy i cieszmy tą muzyką!!!
nagranie z lipca tego roku, może nie najlepsze technicznie, ale potwierdzające wciąż przynależność Steviego do blue-eyed soul

poniżej świetny, naprawdę warty obejrzenia film BBC

https://youtu.be/jaJOGwMMWq4

Kapitalna płyta, tutaj na dodatek w wersji deluxe, ze świetnymi wersjami koncertowymi! Doskonałe: Every Mothers Son, dokumentujące talent saksofonowy nieodżałowanego  Chrisa Wooda.

Mirabelka

Rare Pink Floyd/ Wcześni Flojdzi

Lubicie  Pink Floydów i ciekawostki z nimi związane? Fascynują Was czasy swingującego Londynu? Oto dokument brytyjskiej telewizji, oddający klimat tamtego szalonego, twórczego okresu. Floydzi u bram świtu, dopiero wdrażający się w improwizację i przeczuwający własny geniusz Syd Barrett. Oni jeszcze wtedy wszyscy żyli: Mason, Barrett, Wright… /z czterech obecnych wówczas muzyków ostał się „do sich por”  tylko Waters…/ Żył też Hendrix, Janis, nawet bracia Allman!  Lennon z aprobującym uśmiechem odwraca się do nas w pozłacanym mundurku Sierżanta Pieprza ok. 24 minuty. Miga pomiędzy Piękna Marianna, tak zmysłowo uwieczniona w songach Cohena.  To było centrum lat 60-ch, gdy jakże charakterystycznie wykluwała się z gryfów gitar odlotowa psychodelia. Jeszcze się nie zaćpali, nie zapili i nie pozabijali. Z dzisiejszej perspektywy, jakże wyraźnie to słyszę; te prapoczątki progresji, którą tylu po nich podchwyciło i wciąż rzeźbi, tworzy i ulepsza! Cudowna, życiodajna, muzodajna inspiracjo trwaj!!! Polecam z całego rockowego serca dla szperaczy, poszukiwaczy i koneserów!

Mirabelka

Voo Voo z Alim i Farganą Qasimow

Porusza mnie mugam. To tradycyjna, o charakterze sakralnym, muzyka azerbejdżańska. Jej skomplikowana struktura opiera się na improwizacji, co szczególnie zyskuje w moich oczach, a raczej uszach. Formy, w ramach których wokaliści mogą się poruszać, oraz sposoby wykonywania pieśni przekazywane są przez mistrzów. Fargana miała to szczęście, że mieszkała z mistrzem pod jednym dachem. Alim Asimov jest jej ojcem.

” Mugam przyszedł na świat wraz z powietrzem, wodą, ogniem i ludzkością, to duchowy pokarm ludzkości – tłumaczy Alim Qasimow – Jest jak filtr, który oczyszcza duszę, wymywa grzechy i złe myśli z naszego umysłu. Aby śpiewać mugam, trzeba w środku płonąć, poświęcić się”.

Od kilku tygodni wracam do swoich korzeni, jakimi są np. VOO VOO. Ten ważny dla mnie zespół , w ostatnich latach jakby nieco odsuwany na meandry świadomości,  dziś znów wraca do centrum uwagi. O czym to świadczy? Jaki to znak? Będę się temu przyglądać i słuchać, słuchać, słuchać… Nazbierało się tego sporo przez te… ponad 30 lat.

Poniżej, ciekawostka: głos Jeffa Buckleya spotkał się z głosem Alego Asimowa, czyli zachód nawiązał dialog ze wschodem. Jak to brzmi, posłuchajcie. Może jakość pozostawia wiele do życzenia, ale ważny to dokument ze względów historycznych.

Mirabelka