Mathilde Renault

Tego słucham od wczoraj i dobrze mi z tym. Głos  Mathilde ma właściwości terapeutyczne. Przyjemnie koi i chłodzi przegrzany obwód. Gruntuje w rzeczywistości. Swojej rzeczywistości, gdzie wszytko ma sens, bo jest w zgodzie ze sobą i ze światem.

Polecam jak nie wiem co.

Mirabelka

King Crimson w nowej odsłonie

Jeśli lubicie, a może nawet kochacie King Crimson… i jesteście otwarci na wszelkie odważne interpretacje, musicie koniecznie zapoznać się z propozycją małżeństwa Deborah i Pat Mastelotto! Zmysłowe aranżacje, kobieca ulotność… magia. Mnie na początku zatkało i zmieszało zarazem… We wtorkowych Pejzażach Dźwiękiem Malowanych usłyszałam fragmenty i zastrzygłam uszami, ale trochę czasu minęło, zanim dojrzałam do pełnej całości… Bardzo.
A Romantic’s Guide To King Crimson dostępny jest na bandcampie.

Mercurials

Muzyka na te czasy. Zespół Mercurials ex-Sweven z Nowej Akwitanii we Francji.
Cała epka godna odsłuchania, ze szczególnym wskazaniem na cudną psychodeliczną trąbkę w drugim utworze There Died A Myriad! Brawa za trąbkę dla Laure Fréjacques.
Słuchajcie Lepszy Punkt Słyszenia w Rockserwis.fm (piątki o 21-ej), a poznacie więcej ciekawej muzyki. https://youtu.be/NKbJr3g_5H0
 Mirabelka

Niedzielski Projekt

Niedzielski Projekt i Chryzantemy… Magiczny utwór… gęsty, tajemniczy, transowy, przywołujący zapach zapomnianego atramentu… Zaskakujący jak dziecięca wyliczanka… Wyraźnie słyszę inspiracje Letowem i Czojem. Czy to zamierzone obejrzenie się przez ramię na ścianę wschodnią?

Bardzo dobra cała płyta. Chce mi się do niej wracać, a to dużo znaczy. 

Mirabelka

Black Country, New Road

Do wczoraj byłam nieświadoma istnienia tej grupy młodych ludzi z Londynu. Aż usłyszałam ich w Muzycznym Rollercoasterze i pozostaję pod wrażeniem. Dziś wiem niewiele więcej ponad to, że właśnie wydali swój pierwszy album a ich muzyka wprawia mnie w nieustający stan zaciekawienia. Jest mroczno i karmazynowo, bardzo bardzo przyjemnie, a czasem nawet dziwnie. Perkusja w centrum zdarzeń nadaje rytm serca, saksofon zawodzi żałobnie, a wokalista wyraźnie zafascynowany Morrisonem, Dawidem Byrnem i Peterem Hammillem śpiewa swą pieśń i po swojemu nazywa świat. Ta muzyka daje powiew świeżości i  zapowiada odrodzenie wyobraźni muzycznej, dzięki swym walorom improwizacyjnym.

Mirabelka

Dim Gray

Udany debiut z Norwegii. Płyta „Flown” ukazała się 12 czerwca i zawiera 52 minuty muzycznych opowieści nawiązujących klimatem do Radiohead, Stevena Wilsona czy Sigur Rose. Trzeba zmierzyć się z progresywnymi ścianami dźwięku pośród baśniowego lasu, usłanego paprociami.

Mirabelka

Taraban

Taraban- trio z Krakowa! Coś pięknego w swych długich pociągnięciach stonerowo pustynnych. Przyprószone miedzianymi opiłkami złota. Jasny męski wokal, cudowny feeling i hałas taki, jaki lubię!  Który nie męczy i nie straszy.

Mirabelka

 

Wichrowe wzgórza…

Od kiedy usłyszałam tę wersję w audycji Dr Czaszki  nie mogę się od niej opędzić.  To był debiut brazylijskiej kapeli Angra.

1992 rok.

Co porabialiście wtedy? Za czym tęskniliście?

Jest jakaś  magia czasu zaklęta w tym klipie. Porusza we mnie tęsknotę i  nienasycenie… Wokalista Andre Matos już się zabrał z tego świata, nie dożywszy nawet 50-tki. Wczoraj minął rok…

A ja miałam od  miesiąca ten post w szkicach… Nie wychodzi mi to pisanie na blogu.

Wolę robić zdjęcia.

Mirabelka

Los Natas

Nie znam zbyt wiele muzyki rockowej z Argentyny. Może najwyższy czas nadrobić zaległości. Na grupę Los Natas z Buenos Aires natknęłam się przez przypadek i od razu zaciekawiła moje ucho. Wygląda na to, że już niestety ten skład  jest zamkniętą historią, od 2012 roku. W okresie swej działalności na przestrzeni 18 lat LN nagrał 8 albumów, nie licząc kompilacji. Ja zaczynam od albumu z 1999 roku będącego właśnie kompilacją. Warto wybrać się w tę muzyczną podróż pełną stonerowo-desertowych dźwięków, przywołujących stare dobre brzmienia znane z Pink Floyd, The Doors, czy Hawkwind, ale też nieoczekiwanie… Archive. Te solidne podstawy zobowiązują. W przypadku tego ostatniego, ciekawe, kto od kogo się inspirował?

Mirabelka

Hibiscus Biscuit

Debiut  z Sydney! Klimaty psychodeliczno- progresywne, z elementami paniki, wspomnień sweet sixties i wczesnych Floydów. Mam nieodparte wrażenie, jakbym w pewnym momencie słyszała wariacje na temat See Emily Play… W innym znów miejscu poczułam jak przemieszcza się duch Morrisona… Bardzo pachnie Doorsami ta muzyka… Słyszę jak niespiesznie zsuwają się opuszki palców z Manzarowskiego klawikordu…  A temu wszystkiemu przygląda się ze zmarszczonym czołem i błąkającym uśmiechem Hendrix…  Żeby było jasne: nie przeszkadza mi to wcale! Ten cudowny pogłos vintage! Nie przepadam za słodyczami, ale takie jak te, z hibiskusem… to ja z wielką chęcią.

Mirabelka