Jeff Healey

Znalezione obrazy dla zapytania jeff healey

Jeff Healey– odkryłam go całkiem niedawno, aż wstyd przyznać. Umieściłam w „szkicach”, w nadziei, aż przyjdzie natchnienie i odpowiedni czas. Ale przecież nie ma na co czekać, bo nie znikną codzienne obowiązki, a i nowej muzyki tyle do przesłuchania. Nie mówiąc o „starej”! Ten kanadyjski muzyk zaskakuje mnie swą determinacją w życiu  i zaraża radością z grania i przeżywania muzyki. Co ciekawe, na gitarze zaczął wymiatać już jako trzylatek. Grał w charakterystyczny sposób, najczęściej w pozycji siedzącej, trzymając instrument płasko na kolanach. Całe życie zmagał się nowotworem. Najpierw zaatakował mu oczy, przez co stracił wzrok, a pod koniec życia w 2008 roku płuca. Świetne to granie, zarówno pod względem technicznym, jak i emocjonalnym.

Mirabelka

.

History

Jarekus Singleton

Dzisiejsze poszukiwania czegoś, co by mnie ożywiło i nastroiło pozytywnie, doprowadziły mnie nad meandry Misipisi, gdzie koncertuje Jarekus Singleton. Na początku targały mną sprzeczne uczucia. Wizerunek Jarekusa z gitarką – atrapą /?/ jakby wyciętą z kartonu, nie wyglądał poważnie. Przywołał w pamięci lekcje plastyki w podstawówce, gdzie wycinaliśmy szablony pod witraże z bibułki… No ale to tylko pierwsze wrażenie. Gdy zaczęłam słuchać i słyszeć, co ma do przekazania muzyk, doceniłam jego młodzieńczy /rocznik ’84/ zapał i kunszt. Posłuchajcie tylko i sami oceńcie, ale szczerze.

Jarekus zaczął grać na gitarze basowej w wieku dziewięciu lat, ale był czas, że wolał koszykówkę. Niestety, a właściwie jak się okazało stety, kontuzja kostki wykluczyła go z poważnego myślenia o karierze sportowej. Dzięki temu mógł skierować swą energię twórczą na doskonalenie umiejętności muzycznych.

Mirabelka

Steve Winwood – Błękitnooka Dusza

Znalezione obrazy dla zapytania steve winwood S.W. w hotelu w Amsterdamie, lata 70-te, foto: Barry Schultz

 
Fascynuje mnie Steve Winwood nie od dziś. Ten artysta o niebieskookiej duszy  jest obecny na rockowej scenie od ponad pół wieku! Pociąg do muzyki odziedziczył po ojcu, który grał na klarnecie i saksofonie.  Nic dziwnego, że mając 4 lata już wymiatał na fortepianie, a jako nastolatek, w rodzimym Birmingham wspierał występujących tam bluesmanów: J.L. Hookera, B. Diddleya, H. Wolfa czy M. Watersa, ucząc się od najlepszych. Współtworzył zespoły takie jak: Spencer Davis Group, Traffic, Blind Faith,  które stały się legendą. Czy trzeba czegoś więcej? Z kim on nie grał? Że z Claptonem, Pettym, Lynnem, BB Kingiem, Harrisonem, Gilmourem, Faithfull, Capaldim… długo by wymieniać, ale czy ktoś pamięta, że udzielał się na organach Hammonda w Voodoo Chile na płycie  Electric Ladyland,  oraz w  chórkach w The Cry of Love, na pośmiertnym albumie Hendrixa?
Dla mnie Winwood to przykład artysty kompletnego, spełnionego, no comments. 18 maja przyszłego roku stuknie mu 70-tka i wciąż jest obecny na przyzwoitym poziomie. Słuchajmy więc, uczmy się, inspirujmy i cieszmy tą muzyką!!!
nagranie z lipca tego roku, może nie najlepsze technicznie, ale potwierdzające wciąż przynależność Steviego do blue-eyed soul

poniżej świetny, naprawdę ważny obejrzenia film BBC

https://youtu.be/jaJOGwMMWq4

Kapitalna płyta, tutaj na dodatek w wersji deluxe, ze świetnymi wersjami koncertowymi! Doskonałe: Every Mothers Son, dokumentujące talent saksofonowy Chrisa Wooda.

Mirabelka

Rare Pink Floyd/ Wcześni Flojdzi

Lubicie  Pink Floydów i ciekawostki z nimi związane? Fascynują Was czasy swingującego Londynu? Oto dokument brytyjskiej telewizji, oddający klimat tamtego szalonego, twórczego okresu. Floydzi u bram świtu, dopiero wdrażający się w improwizację i przeczuwający własny geniusz Syd Barrett. Oni jeszcze wtedy wszyscy żyli: Mason, Barrett, Wright… /z czterech obecnych wówczas muzyków ostał się „do sich por”  tylko Waters…/ Żył też Hendrix, Janis, nawet bracia Allman!  Lennon z aprobującym uśmiechem odwraca się do nas w pozłacanym mundurku Sierżanta Pieprza ok. 24 minuty. Miga pomiędzy Piękna Marianna, tak zmysłowo uwieczniona w songach Cohena.  To było centrum lat 60-ch, gdy jakże charakterystycznie wykluwała się z gryfów gitar odlotowa psychodelia. Jeszcze się nie zaćpali, nie zapili i nie pozabijali. Z dzisiejszej perspektywy, jakże wyraźnie to słyszę; te prapoczątki progresji, którą tylu po nich podchwyciło i wciąż rzeźbi, tworzy i ulepsza! Cudowna, życiodajna, muzodajna inspiracjo trwaj!!! Polecam z całego rockowego serca dla szperaczy, poszukiwaczy i koneserów!

Mirabelka

Voo Voo z Alim i Farganą Qasimow

Porusza mnie mugam. To tradycyjna, o charakterze sakralnym, muzyka azerbejdżańska. Jej skomplikowana struktura opiera się na improwizacji, co szczególnie zyskuje w moich oczach, a raczej uszach. Formy, w ramach których wokaliści mogą się poruszać, oraz sposoby wykonywania pieśni przekazywane są przez mistrzów. Fargana miała to szczęście, że mieszkała z mistrzem pod jednym dachem. Alim Asimov jest jej ojcem.

” Mugam przyszedł na świat wraz z powietrzem, wodą, ogniem i ludzkością, to duchowy pokarm ludzkości – tłumaczy Alim Qasimow – Jest jak filtr, który oczyszcza duszę, wymywa grzechy i złe myśli z naszego umysłu. Aby śpiewać mugam, trzeba w środku płonąć, poświęcić się”.

Od kilku tygodni wracam do swoich korzeni, jakimi są np. VOO VOO. Ten ważny dla mnie zespół , w ostatnich latach jakby nieco odsuwany na meandry świadomości,  dziś znów wraca do centrum uwagi. O czym to świadczy? Jaki to znak? Będę się temu przyglądać i słuchać, słuchać, słuchać… Nazbierało się tego sporo przez te… ponad 30 lat.

Poniżej, ciekawostka: głos Jeffa Buckleya spotkał się z głosem Alego Asimowa, czyli zachód nawiązał dialog ze wschodem. Jak to brzmi, posłuchajcie. Może jakość pozostawia wiele do życzenia, ale ważny to dokument ze względów historycznych.

Mirabelka

 

† Tom Petty

Tom Petty, /1950-2017/, pośród znamienitych przyjaciół, do których dołączył 2 października. Przez wiele lat wraz ze swymi kompanami z Heartbreakers łamał nasze serca, teraz jego zostało złamane po raz ostatni.

Powyższa wersja przejmującego hitu Harrisona zaskoczyła mnie swą doskonałością. Jest tutaj wszystko, co powinno być, na dodatek na najwyższym poziomie: rząd łkających gitar, z powalającą solówką Stevie Winwooda, słoneczne wokale Jeffa Lynna i Toma Petty, wzruszające zaangażowanie w pracę Dhaniego /syna Harrisona/… oraz bonus na zakończenie w postaci  rasowego, męskiego rocka w wykonaniu Prince’a!

Mirabelka

J.D. Simo

J. D. Simo– to muzyk, który bez kompleksów rozwija dialog z Hendrixem, braćmi Allman, Santaną, Mudy Watersem, Elmorem Jamesem, czy Morrisonem.

„Pewien czas temu odkryłam człowieka żyjącego muzyką, którą potrafi wspaniale dzielić się z innymi. Przynajmniej ze mną. To J.D. Simo, 32 letni gitarzysta. Dorastał w Chicago, ale w 2010 roku zakotwiczył w Nashville. Pierwszą gitarę zbałamucił w wieku 5 lat. Od tego czasu zarabia na tym, co kocha, grając mnóstwo koncertów i nagrywając płyty. Właśnie ukazał się jego ósmy album. Ale ja, póki co, zachwycam się poprzednim, sprzed 2 lat: Let Love Show The Way. Simo gra na nim tak, jakby terminował w zaświatach u Hendrixa. Jakby wychowywał się na zapleczu wielkich koncertów przełomu lat 60/70. Jego umiejętności i klimat jaki tworzy, dają poważne podstawy, by sądzić, że Doorsi podrzucali go sobie na przemian z Zepelinami, a wakacje spędzał w Delcie Missisipi. Już pierwsze dźwięki na tej płycie sprawiają, że przenoszę się cztery dekady wstecz, gdzie tylko patrzeć, jak zza kulis wyłoni się Jim Morrison, skandując umęczonym głosem: back on trough to the other side! A za nim potargany Hendrix wyrwie gitarę Mudy Watersowi, przygrywającemu właśnie Got My Mojo Workin’. Tyle wspomnień i uczuć porusza we mnie ta muzyka…”

fragment z dziennika W uśpieniu.

Ciekawostką jest, że powyższy album powstał w legendarnym studio nagraniowym w Macon,  mieszczącym się blisko Ga’s Big House, domu zespołu The Allman Brothers. To nie wszystko. Simo zagrał na 6-strunowej gitarze, tej samej, którą wyczarował pierwsze dwa albumy Duane Allman oraz Clapton Layllę. Został tym samym niejako namaszczony przez mistrzów.

Mirabelka

recenzja najnowszego krążka dokonana przez Nieocenionego Bizona:

http://muzycznyzbawicielswiata.blogspot.com/2017/10/simo-rise-shine-2017.html#more

Utro

Utro– to kapelka założona w Rostowie przez Władysława Parshina (znanego również z Motoramy)  w 2010 roku.  Słucham ich debiutanckiej płyty i chłonę ten wyselekcjonowany rosyjski chłód. Zespół znany jest z minimalistycznego podejścia do muzyki, bez zbędnych ozdobników czy popisów. Brzmienie ma chropowate, z napadami paniki i  egzystencjalnego bezsensu. Te klimaty znam dobrze z Joy Division , New Order, D.A.F. Na  naszym rodzimym podwórku grało tak Madame, Made in Poland, czy Variete.  Jeszcze wczesna Republika.  Wczesna Siekiera. Jutro płynie na fali  wczorajszej cierpkiej cold wave,  zabarwionej punkiem.  Od 2015 roku wyrzucili gitary, zawierzając elektronice, co akurat mniej mi się podoba. Dlatego nie wyczekuję ich nowego albumu, który ma się ukazać niebawem. Wystarczy mi ten pierwszy. Ale Trzeci wysłucham z ciekawości.

Czasem wydaje mi się, jakby Parshin wzorował się na wokaliście zespołu Holy Toy i De Press. Posłuchajcie tylko utworu Słońce z 2015r. Czyż nie słychać w nim charakterystycznych „góralskich” zaśpiewów Dziubka?

Mirabelka

Wicked Heads

Wicked  Heads narodzili się w 2013 roku w Krakowie, choć brzmią jakby wychowali się na innym kontynencie. Stylowi, osadzeni  w country/ folk /bluesie, a zarazem splamieni alternatywą, pasują do miasteczka Twin Peaks. Wygrali kilka konkursów bluesowych, a teraz wyszła ich debiutancka płyta pt. Superheroes.

Świetnie to wszystko wymyślone i posklejane.

Dla mnie muzyka WH jest jak aromatyczna kawa Americana w małej kafejce na Chmielnej, która rozgrzewała mnie w pewne wrześniowe popołudnie, gdy czekałam na warsztaty NVC z Ewą Rambalą. Było to w czasach, gdy nikt nie przeczuwał, że pojawi się tak odjechana polska muza!

Mirabelka

Robert Plant- 2017

Jest już nowy Robert Plant! Płyta Carry Fire ukaże się dopiero w październiku, ale przecieki w sieci krążą od paru tygodni.  Zresztą, nowy-stary, cóż to za różnica! Co z tego, że 20. sierpnia stuknęło mu 69! Są tacy muzycy, którzy pomimo upływu lat i wynikających z tego, jakby tu powiedzieć… hmmm… przeobrażeń, nie schodzą poniżej pewnego poziomu i wciąż zaciekawiają moje ucho. Podobnie odbieram niedawną płytę Rogera Watersa  jest dla mnie jak znajome pukanie do drzwi. Może nie są to rzeczy porażająco odkrywcze, ale na przyzwoitym poziomie. Tak jak rozmowa z dawno nie widzianym przyjacielem, porusza we mnie znajome obszary z nową energią i nastawieniem. Chylę głowę za całokształt, za pozytywne przesłanie, że można się tak starzeć z muzyką na ustach, która dociera do naszych serc. W przypadku Mister Planta, czuję się z nim cały czas w kontakcie, bez communication breakdown!

link do artykułu w Rzeczpospolitej,  z 2014 roku, porządkujący kalendarium:

http://www.rp.pl/artykul/1137061-Byly-wokalista–Led-Zeppelin-Robert-Plant-wyda-8-wrzesnia-solowy-album.html#ap-4

Tak pisałam o Robercie Plancie półtora roku temu:

Robert Plant orientalnie

Mirabelka

 

Breslev Brothers

Breslev Brothers

Przyśnił mi się dzisiaj taki sen. Jest pełnia księżyca, a wokół życzliwi ludzie. Zjednoczeni w jakimś obrzędzie. Ciepła, spokojna noc. Przestrzeń wypełniają znajome, nieziemskie dźwięki, wymyślone dawno temu przez Pink Floyd. Historia jakby zatoczyła koło. Znalazłam się wewnątrz magicznego wydarzenia. Zobaczcie!

Mirabelka

Paul Butterfield

Znalezione obrazy dla zapytania paul butterfield

Pomimo, że obraz czarno-biały i szwankuje w wielu miejscach, a i dźwięk pozostawia wiele do życzenia, chłonę ten koncert wzruszona i szczęśliwa. Jakże jestem spragniona takiej muzyki! Prawdziwej i autentycznej, jaką może być tylko blues, w takim wymiarze. Zciuchrany, błąkający się po niebezpiecznych zaułkach Chicago blues. Sprawiający, że życie w Puławach staje się bardziej znośne. Oblepiony błotem, upstrzony muchami i drobnymi żyjątkami znad delty Misipisi /thank’s Tom Sawyer!/.  Zawracający Wisłę kijem. Raz wyjący w pysku wilka, a raz skamlący jak bezbronna owca, tak samo przeszywający duszę na wskroś.

Podobny obraz

obraz: Alfred Wierusz- Kowalski

Poniżej krótki filmik o sensie bluesa, wzajemnym przenikaniu się dusz, niepomnych na wiek metrykalny. W rolach głównych nestor bluesa Delty M. Son House i młody gniewny gitary- Mike Bloomfield. Obaj już od dawna nie żyją, nie żyje też Paul Butterfield /w maju minęła 30 rocznica jego śmierci, dacie wiarę?/, o którym z taką estymą wypowiada się M.B. Paul Butterfield lubił chadzać własnymi drogami. Zmarł w wieku niespełna 45 lat, wskutek przedawkowania heroiny. Ale spokojnie, nie był ćpunem. Z tego, co wyczytałam, cierpiał na silne dolegliwości bólowe z powodu choroby jelit. Przeszedł kilka operacji, niestety mało skutecznych. Heroina uśmierzyła jego ból nad wyraz skutecznie.
Mirabelka

Three Seasons

Znalezione obrazy dla zapytania three seasons band

Słucham drugiego albumu szwedzkiego zespołu Three Seasons, sprzed 5 lat i pozwalam tym jakże znajomym dźwiękom /mimo, że słyszę je po raz pierwszy/,  zbliżyć się do mnie naprawdę blisko. To niesamowite jak można ulec takiej pokusie! Trudno uwierzyć, że grupę tworzy tylko trzech muzyków. Sartez Faraj, wcześniej w składzie legendarnego Siena Root, barwą głosu przypomina mi  Roda Stewarda, ale takiego zamierzchłego, bo z czasów współpracy z  Beckiem i The Faces.  Band ma świetne brzmienie, mocno osadzone w starych dobrych klimatach z czasów eksplozji rocka przełomu 60/70. Ale tak naprawdę, nie ma to większego znaczenia, bo muzycy TS tworzą SWOJĄ muzę, której kapitalnie się słucha i pisze przy niej. Hawk!

Mirabelka

Ēirikura

Eirikura –  za tą tajemniczą nazwą kryje się gromada muzyków z Kaliningradu oraz irlandzka poetka Johanna Doyle, wplatające swe wiersze w  dziwną zaiste muzę.

Eirikura to projekt muzyczny opiewający tajemnice natury, wciąż nieodgadnione dla nas maluczkich. W języku pruskim, angielskim oraz irlandzkim. Z użyciem bogatego instrumentarium; czego tu nie ma! Gitary, skrzypce, altówka, wiolonczela, flet, obój, perkusja, trąbka. bandura, cytra, psałterium, piła… To muzyka z tych niejednorodnych i  nieoczywistych, których łaknie moja dusza… Brzmienie elektroniki miesza się tu z folkowymi klimatami, z pogranicza medytacji. Dominują chłody poranków, dające ukojenie i powodujące spowolnienie w tym zwariowanym, przyspieszającym świecie. Dźwięki te wyciszają moje rockowe serce,  po ostatnich przejściach, rozbujane mocnym gitarowym graniem, spod znaku Sienna Root i Gin Lady!

Mirabelka

http://artrock.pl/recenzje/53915/irikura_reflection_of_a_higher_realm.html

Wywiad z bardzo fajnymi ludźmi, twórcami Wrotycz Records, którzy wydawanie takich płyt, jak powyższa, traktują jako swoje hobby:

Father Kong

Father KongThe Sunny, Dirty Days,  to świetnie zaaranżowana mieszanka elektroniki i jazzu przedzierająca się przez warmińsko – mazurskie lasy na moje zagracone muzykami wszelkimi podwórko. Po dwóch latach hibernacji,  materiał doczekał się szerszej prezentacji /album ukazał się 13.06.2017r./ FK podbił moje gorące rockowe serce zimną olsztyńską nutą, urozmaiconą dęciakami i kapitalnymi wokalami. Polecam najchłodniej jak potrafię!

Mirabelka