Wichrowe wzgórza…

Od kiedy usłyszałam tę wersję w audycji Dr Czaszki  nie mogę się od niej opędzić.  To był debiut brazylijskiej kapeli Angra.

1992 rok.

Co porabialiście wtedy? Za czym tęskniliście?

Jest jakaś  magia czasu zaklęta w tym klipie. Porusza we mnie tęsknotę i  nienasycenie… Wokalista Andre Matos już się zabrał z tego świata, nie dożywszy nawet 50-tki. Wczoraj minął rok…

A ja miałam od  miesiąca ten post w szkicach… Nie wychodzi mi to pisanie na blogu.

Wolę robić zdjęcia.

Mirabelka

Los Natas

Nie znam zbyt wiele muzyki rockowej z Argentyny. Może najwyższy czas nadrobić zaległości. Na grupę Los Natas z Buenos Aires natknęłam się przez przypadek i od razu zaciekawiła moje ucho. Wygląda na to, że już niestety ten skład  jest zamkniętą historią, od 2012 roku. W okresie swej działalności na przestrzeni 18 lat LN nagrał 8 albumów, nie licząc kompilacji. Ja zaczynam od albumu z 1999 roku będącego właśnie kompilacją. Warto wybrać się w tę muzyczną podróż pełną stonerowo-desertowych dźwięków, przywołujących stare dobre brzmienia znane z Pink Floyd, The Doors, czy Hawkwind, ale też nieoczekiwanie… Archive. Te solidne podstawy zobowiązują. W przypadku tego ostatniego, ciekawe, kto od kogo się inspirował?

Mirabelka

Hibiscus Biscuit

Debiut  z Sydney! Klimaty psychodeliczno- progresywne, z elementami paniki, wspomnień sweet sixties i wczesnych Floydów. Mam nieodparte wrażenie, jakbym w pewnym momencie słyszała wariacje na temat See Emily Play… W innym znów miejscu poczułam jak przemieszcza się duch Morrisona… Bardzo pachnie Doorsami ta muzyka… Słyszę jak niespiesznie zsuwają się opuszki palców z Manzarowskiego klawikordu…  A temu wszystkiemu przygląda się ze zmarszczonym czołem i błąkającym uśmiechem Hendrix…  Żeby było jasne: nie przeszkadza mi to wcale! Ten cudowny pogłos vintage! Nie przepadam za słodyczami, ale takie jak te, z hibiskusem… to ja z wielką chęcią.

Mirabelka

The Third Mind

Ukazuje się tak dużo dobrego grania, że nie nadążam ze słuchaniem, a co dopiero z napisaniem czegoś!

Zatem spróbuję nadrobić zaległości poprzez choćby zasygnalizowanie ciekawostek.

Najpierw zespół The Third Mind z Los Angeles. 14 lutego 2020r ukazała się ich debiutancka płyta z coverami. Mnie najbardziej przypadła do gustu  interpretacja East-West The Paul Butterfield Band z 1968 roku! Jak dla mnie, to kapitalne połączenie starego, klasycznego żelastwa z nowym sznytem. Przecudowna wprost zardzewiała harmonijka przeszywa mnie na wskroś!

Mirabelka

Journey in Satchidananda

Introducing The Third Mind: Dave Alvin; Victor Krummenacher; David Immerglück; Michael Jerome. Hear the first single, “Journey in Satchidananda” and pre-order ‘The Third Mind’ (out 2/14/20): https://lnk.to/thethirdmind

Opublikowany przez The Third Mind Poniedziałek, 18 listopada 2019

o historii powstania albumu można przeczytać poniżej:

https://www.troubadour.com/e/the-third-mind-feat-dave-alvin-91480898831/

 

Kingston Wall

Znalazłam muzykę w sam raz na dzisiaj. Progresywna psychodelia z Finlandii, z ponad 30-letnim stażem. Trochę takie nieuczesane granie, niespieszne, bez presji i poukładania, jak ja dzisiaj. Mam ten komfort, że mogę zdalnie z domu. Dzięki Olga za podrzucenie! Dosłuchajcie koniecznie do końca, bo będzie coś  zaskakującego, uroczo wplecionego znanego szansonisty z Francji!

Mirabelka

 

 

 

Amesoeurs

Amesoeurs– to mega super ciekawe granie odzwierciedlające ciemną stronę naszych czasów… Blaski i cienie, mroki okraszone paprochami światła, czasem prześwietlone jak stare fotografie… Ja odnajduję w nim smaki i smaczki częściowo znane, ale też do rozkminienia jeszcze… Tworzą go muzycy kręcący się dość aktywnie po scenie w różnych składach i projektach, m.in.: Alcest, Les Discrets, Peste Noire czy Empyrium. Zespół stosuje bliskie mi środki wyrazu od paniki i histerii, poprzez rytmiczne melodyjne granie na wysokim poziomie, po ciszę i  błogi spokój… Tak naprawdę, to przejaw buntu i niezgody na rzeczywistość pełną pogardy i zasadzek. Nie wiem, czy ważne jest sprzeczanie się co do gatunku: czy to jeszcze post punk, czy już shoegaze? A może black gaze obsypane opiłkami post- metalu? Ważne, że wyraża poprzez muzykę moje refleksje i przemyślenia, niejednokroć snute na uboczu. Czasem trzeba wydać z siebie dziki wrzask. Ja go usłyszałam. Powrzeszczymy? Co nam pozostało…

W tym miejscu pragnę podziękować Ireneuszowi Wacławskiemu, twórcy strony na fb Muzyka Nieoczywista za tak intrygujący tekst, że musiałam się przekonać!

Mirabelka

Multi Story

Zespół Multi Story powstał w 1981 roku w południowo- wschodniej Walii. Może nie utoczył kamienia milowego pod rozwój progresji rockowej, ale w 2016 roku nagrał tak  zamaszyście przestrzenną płytę pt. „Crimson Stone”, że chwała mu za to i cześć! Tytułowy utwór- to perełka karmazynowa pachnąca wczesnym Genesis i wyobraźnią Petera Gabriela.
Mirabelka

†Alfred McCoy Tyner

Są muzycy, którzy byli przy mnie zawsze… Tak jak Alfred McCoy Tyner- czarodziej  biało-czarnych klawiszy.  Niestety, odszedł i On 6 marca… Coraz puściej się robi w tym zimnym świecie eksperymentów. Dobrze, że Muzyka pozostaje…

Mirabelka

 

 

Lethe 1981

Dzisiejsze odkrycie z Holandii, owiane nutą symfonii… Z wykopalisk rocka progresywnego. W składzie oprócz perkusji i gitar: skrzypce, wibrafon, obój, ksylofon, flet. Podoba mi się to plumkanie. Całkiem przyjemne, bo nieinwazyjne i mało nachalne.
Mirabelka

Jegor Letow

Co jakiś czas mam fazę na Jegora Letowa. Akurat teraz smutna to okazja, bo 12 rocznica śmierci tego niepokornego artysty. Odszedł we śnie w swoim domu w Omsku zaledwie w wieku 44 lat. Gdy myślę o tamtych czasach, to zbiera mi się na płacz z bezsilności, z wku… z żalu…  Gdy 8 grudnia 1984 roku zakładał Grażdanską Oboronę /Gr.ob/ z pewnością nie przypuszczał, że historia okrzyknie go prekursorem syberyjskiego punkrocka. Tymczasem przez wiele lat musiał tworzyć w ukryciu, dosłownie po garażach, piwnicach i kuchniach. Grażdanska była na cenzurowanym, a Jegora na wiele miesięcy zamknięto w „psychuszce”, gdzie po nieludzkich eksperymentach farmakologiczno- psychotropowych ledwo odzyskał wzrok.  Ta muzyka i teksty są z krwi i kości.  Zaryzykuję stwierdzenie, że Gr.ob to nie były wygłupy z dobrobytu ale z niedostatku. Żadne tam pindrzenie w stylu New York Dolls, pokaz mody w stylu Ramones, czy kontrolowane szokowanie w stylu Sex Pistols.  To był syberyjski, zgrzebny rock,  wpław Irtyszem i Omem na odmrożonych gitarach wszechświata.

Słuchajmy Letowa, pamiętając, że wolność i bunt  przypłacił życiem.

Bardzo polecam książkę o tamtych czasach: „Oczami rosyjskiej zabawki- antologia radzieckiego i rosyjskiego undergroundu” Konstantego Usenko.

Mirabelka