Coogans Bluff

Właśnie przesłuchałam wydany niedawno szósty album niemieckiego zespołu Coogans Bluff Metronopolis.

Bardzo mi się podoba przepuszczenie rockowego szaleństwa przez zadziwione nosy saksofonów. Jakby tego było mało, wszystko jest spowite crimsonowską mgiełką.

Pomyślałam, że będę pisać na gorąco i krótko. Może to jest jakiś sposób na ocalenie tego bloga.

Mirabelka

Soulsavers

Soulsavers /znany też jako Soulsavers Soundsystem/- zasłyszany całkiem niedawno, pomimo już dwóch dekad obecności na scenie muzycznej.  W zasadzie to duet w osobach Richa Machina i Iana Glovera, współpracujący z twórcami tej miary, co Mark Lanegan, czy Dave Gahan.  W osobistej odsłonie więcej jest downtempo podlanej sosem elektroniki,  na tyle bezinwazyjnej, że chętnie zabieram do siebie. Dla mnie ta muzyka jest świetnym tłem do robienia swoich rzeczy.

Mirabelka

 

Panzerpappa

Trochę zaległości się narobiło na blogu. Zatem zakasuję rękawy i do roboty! Słuchawki na uszy, nowy kubas kawy i jedziemy!

Panzerpappa – usłyszany po raz pierwszy w Pejzażach Dźwiękiem Malowanych Piotra Kosińskiego w ukochanym radyjku. Od pierwszych chwil chwycił mnie za serce i zastrzygłam uszami, ze względu na niecodzienne instrumentarium, m.in. saksofony, akordeon, tudzież dziwne klawiatury.  Powiało King Crimson i Frankiem Zappą, a to dobry początek znajomości. Panzerpappa są obecni na rynku muzycznym od ponad 20 lat. W dorobku grupy jest 8 albumów; najnowszy Summarisk Suite powstał w 2019 roku.  Ich muzyka wymyka się jednoznacznym ocenom i klasyfikacjom, ale jeśli bym musiała wrzucić ją do szufladki swej pamięci, to tej z napisem: „progresja rockowa osnuta norweską psychodelią”.

Mirabelka

Kate Tempest

Lubię, gdy słowa są niesione na skrzydłach muzyki, współgrając naturalnie, niespiesznie. Lubię jak Kate Tempest komentuje rzeczywistość, poszarpanym rytmem, emocjonalnie, żywo. Do „Księgi Pułapek i Lekcji” chce mi się wracać. To jeden z moich ulubionych albumów 2019 roku.

Mirabelka

We Lost The Sea

Październik tego roku nierozerwalnie będzie mi się kojarzył z chwilami kontrolowanej samotności, niezbędnej do opłakiwania cudownych dźwięków po straconym morzu. Kolejne odsłuchy nowej płyty Triumph & Disaster australijskiej grupy We Lost the Sea weszły mi w nawyk. Jakie błogie uzależnienie! Ta muzyka aż kipi od emocji i ja to chwytam od razu. Mogę przy niej robić swoje rzeczy: pisać i obrabiać zdjęcia. Ale mogę też zamknąć oczy i pozwolić snuć muzycznym opowieściom. W sam raz jak na niedzielny, niespieszny poranek.  Ale też gęsty środowy wieczór. Dziś wiem jedno: Triumph & Disaster przeniknęła doszczętnie mój październik, pełen melancholii i rozważań o tragizmie istnienia ale też intrygujących blasków i cieni. Towarzyszy tropieniu sensu w tym p…. życiu. Rozświetla mroki.
Piękną emocjonalną recenzję popełnił Sebastian Chosiński któremu  bardzo dziękuję za inspirację.https://esensja.pl/muzyka/recenzje/tekst.html?id=28412

Karina Madeya

Intrygujące rzeczy wyszły w wyniku kolaboracji Rosji z Ameryką na gruncie progresji rockowej. Jest mocno i dziwnie, zaskakująco i przestrzennie… Warto posłuchać i zaznajomić się z fachową recenzją niedawno wydanej epki Ring and Linger, autorstwa Artura Chachlowskiego.

z wokalistką Ri Vinogradową:

https://mlwz.pl/recenzje/plyty/21799-karina-madeya-ri-vinogradova-ring-and-linger-ep

Moriah Woods

Jest taki rodzaj mroku, który rozświetla mi drogę. Jest taki rodzaj dźwięku, który przeprowadza  przez zwątpienie i bezsens. Dodaje otuchy.Tak jak w twórczości Moriah Woods. Właśnie wróciłam z koncertu, obrabiam zdjęcia i słucham Jej krystalicznego głosu, który tnie mnie w plasterki równiutko bez znieczulenia.  Znaczy się żyję… Podoba mi się ten stan. Szukam muzyki, która nakłania do życia, choć wiele w niej smutku i cierpienia. Jak by to było, gdybym nie miała ich z kim dzielić?  Wtedy mrok byłby z pewnością trudny do zniesienia.

Lubię patrzeć jak Moriah się rozwija. Ma coś do powiedzenia. I nie są to tylko zgrabnie składane wersy do melodii.

Warto spotkać się z Moriah na koncercie, aby doświadczyć przepływu emocji i przewietrzyć myśli. Przypomnieć sobie co jest tak naprawdę ważne w życiu.

Mirabelka

foto by Mirabelka, Puławy 10.11.2019r festiwal Wszystkie Strony Świata

 

 

Us+Them

To był impuls, który sprawił, ze zamówiłam bilety do Multikina na czwartek. Poczułam, że muszę zobaczyć ten film. Dzięki temu, intuicja wiodła nas przez zimny mrok i gigantyczny korek. Warto było zapaść się w wygodny fotel i pozwolić, aby muzyka stworzona przez geniuszy otulała zziębniętą duszę. Czułam się częścią tej historii. Wspomnienia współgrały z obrazami wyświetlanymi na ekranie, przenikając się nawzajem. Chłonęłam wszystko, co do jednej zmarszczki i dźwięku. Skąd oni to wszystko wiedzą? Jak to możliwe, że jeszcze ktoś tak ma… tak samo…

Mój wpis jest emocjonalny. Recenzji szukajcie gdzie indziej. Całkiem sporo ich.

Ps. Po miesiącu spostrzegłam, że wpis zawieszony jest w szkicach… Już naprawiam swoje zagapienie.

Mirabelka

Iggy Pop

Kocham ten głos z górą od trzech dekad. Towarzyszy  mej codzienności wprawiając ją w przyjemne drżenie. Jestem bezkrytyczna w przypadku twórczości Iggy Popa. Napisałam niedawno, że mógłby śpiewać cokolwiek, nawet przysłowiową książkę telefoniczną… Ale patrząc na ten klip widzę, że Mistrz jest bardzo ale to bardzo zmęczony. Widzę jego pooraną przeżyciami twarz i głęboki smutek wyzierający z każdego zakamarka. Może poszedł spać nad ranem i to nie z powodu pisania wierszy? Może kąsa go jakieś choróbsko? A może chce nam coś przekazać. Tylko, czy jesteśmy gotowi to usłyszeć?

Mirabelka

Opeth

Przywiało nową muzykę Opeth wraz z liśćmi hojnie zczesanymi z orzechów i kasztanów. Póki co, najdzielniej trzyma się akacja, oporna na zmiany. Długo nie opierałam się tym dźwiękom. Szczególnie bliskie mi są ciekawe połączenia instrumentów i nastrojów. W sumie niezły dżezik na tej płycie. Muzyka to nieinwazyjna, momentami głęboko refleksyjna, dająca przestrzeń. Są też chwile wywołujące bardziej aktywną energię ale tak akurat, bez metalowego przytłoczenia. Podoba mi się takie granie. Znajduję w nim wiele odniesień, np. do UK,  The Mute Gods… i The Beatles… Trudno po tym wszystkim wymyślić coś zupełnie nowego, niekojarzącego się z niczym. Dla mnie w ścisłej 10, może 15 płyt roku.

Moja długa nieobecność tutaj spowodowana jest aktywnością na fb oraz koncertach. Ostatnio wolę  żyć i  prawdziwie doświadczać muzyki i ludzi, niż pielęgnować blogi. Mój blog dziczeje jak ogród bez ogrodnika. Dzisiaj wkroczyłam go reanimować. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Mirabelka

† Dr. John

Dr John /11.20.1941 – 06.06.2019/  – odszedł kolejny muzyk, którego nie zdążyłam dość poznać, zanim wybył z tego świata. Większość życia związany był z Nowym Orleanem, co już nastraja pozytywnie. Był przedstawicielem  m.in. nurtu muzycznego zwanego zydeco. Dzisiaj odkrywam debiutancki album Dr. Johna z 1968 roku, który nagrał mając 26 lat. Prawdziwie żywo brzmi ta muzyka… choć stuknęła jej 50-tka!!!  Wciągam niespiesznie ten afrykańsko-indiański koktail drepcząc wokół ogniska… Znalazłam świetne paliwo na deszczowe i cudownie chłodne przedpołudnie!

Mirabelka

Variété

9 kwietnia 1994!!!

Świetne tło muzyczne, czy właściwie nie tło… W roli głównej: Muzyka! Kapitalne muzyczne smaczki! No bo teksty, to wiadomo.

Variété– prekursorzy cold wave w Polsce. Dzielnie towarzyszyli smutnym dniom i nocom w 80-ych. Załapali się na końcówkę mego późnego dorastania. Ich teksty dodawały wiary w przeżycie, a  zimne dźwięki cudownie chłodziły rozpalone emocje…

Wypada podziękować.

Dziękuję.

Mirabelka

Shawn James

Shawn James, od dzieciństwa, które spędził w południowym Chicago, nasiąkał soulem i  gospel. Jego ojcem duchowym jest Howlin’ Wolf, więc dziadkiem w takim razie musi być Robert Johnson. Jego mocny niedźwiedzi głos może przeszyć niejedno serce, a jastrzębi wzrok przeniknąć niejedną duszę.

Poniższe nagranie powstało w sanktuarium wilków w Kolorado, przy wtórze pobratymców.

Mirabelka