Buddy Guy- forever!


To on, pod koniec lat 50-ch wymyślił sprzężenie zwrotne, ale właściciel wytwórni Chess nie pozwolił na jego rozpowszechnianie, z powodu zbyt dużego „hałasu”… /dopiero przy Cream doceniono i rozpowszechniono je/. Tak bywa często z pionierskimi wynalazkami. Przerastają swoją epokę.

Słucham Buddy Guya, na żywo, zaledwie sprzed paru miesięcy. Wciąż w doskonałej formie, w nieśmiertelnych spodniach- ogrodniczkach i koszuli w grochy. Damn, skończył przecież 81 lat! Wciąż świetny technicznie, uśmiechnięty i w autentycznym kontakcie z publicznością. Kapitalny koncert, w sam raz do rodzinnego świątecznego oglądania… Należy podkreślić, że to na nim wzorowali się: Hendrix, Clapton, Beck, Richards, S.R. Vaughan… A wszystko zaczęło się na małej farmie w Luizjanie, gdzie wychowywał się pośród licznego rodzeństwa, bez energii elektrycznej… Miał świetnych rodziców, którzy wyczuli jego talent i wspierali go na miarę swych możliwości. Kupili mu bilet w jedną stronę, by szukał szczęścia w mecce bluesa, Chicago. Miał 21 lat i kręcił się z gitarą pod znanym klubem 708. Był głodny i zdesperowany, by wracać do domu, gdy zauważył go Otis Rush i poczęstował kanapką z salami. Zaraz potem, Mudy Waters usłyszawszy próbkę jego umiejętności, wpadł w zachwyt: „jak to możliwe, żeby ktoś, kto gra jak ty chodził głodny?”. Potem już poszło. 24.12.2017- niedziela, fragmn. dziennika W Uśpieniu

Gdy słyszę: Budy Guy, to mi się wyświetla: wirtuoz, mistrz budowania napięcia jak w dobrym thillerze, z żywym kontaktem ze słuchaczami,  inteligentna improwizacja, radość z grania, lekkość, przyjemność, frajda, nieokiełznany sposób grania, wymykający się wszelkim klasyfikacjom, prawdziwy przyjaciel i oprowadzacz po bluesie, żywa legenda…

Mirabelka

ostatni album sprzed 2 lat

wartościowy artykuł:

http://muzyka.onet.pl/rock/ostatni-z-ojcow-buddy-guy-konczy-80-lat/tzw5ml