Steve Winwood – Błękitnooka Dusza

Znalezione obrazy dla zapytania steve winwood S.W. w hotelu w Amsterdamie, lata 70-te, foto: Barry Schultz

 
Fascynuje mnie Steve Winwood nie od dziś. Ten artysta o niebieskookiej duszy  jest obecny na rockowej scenie od ponad pół wieku! Pociąg do muzyki odziedziczył po ojcu, który grał na klarnecie i saksofonie.  Nic dziwnego, że mając 4 lata już wymiatał na fortepianie, a jako nastolatek, w rodzimym Birmingham wspierał występujących tam bluesmanów: J.L. Hookera, B. Diddleya, H. Wolfa czy M. Watersa, ucząc się od najlepszych. Współtworzył zespoły takie jak: Spencer Davis Group, Traffic, Blind Faith,  które stały się legendą. Czy trzeba czegoś więcej? Z kim on nie grał? Że z Claptonem, Pettym, Lynnem, BB Kingiem, Harrisonem, Gilmourem, Faithfull, Capaldim… długo by wymieniać, ale czy ktoś pamięta, że udzielał się na organach Hammonda w Voodoo Chile na płycie  Electric Ladyland,  oraz w  chórkach w The Cry of Love, na pośmiertnym albumie Hendrixa?
Dla mnie Winwood to przykład artysty kompletnego, spełnionego, no comments. 18 maja przyszłego roku stuknie mu 70-tka i wciąż jest obecny na przyzwoitym poziomie. Słuchajmy więc, uczmy się, inspirujmy i cieszmy tą muzyką!!!
nagranie z lipca tego roku, może nie najlepsze technicznie, ale potwierdzające wciąż przynależność Steviego do blue-eyed soul

poniżej świetny, naprawdę ważny obejrzenia film BBC

https://youtu.be/jaJOGwMMWq4

Kapitalna płyta, tutaj na dodatek w wersji deluxe, ze świetnymi wersjami koncertowymi! Doskonałe: Every Mothers Son, dokumentujące talent saksofonowy Chrisa Wooda.

Mirabelka

Rare Pink Floyd/ Wcześni Flojdzi

Lubicie  Pink Floydów i ciekawostki z nimi związane? Fascynują Was czasy swingującego Londynu? Oto dokument brytyjskiej telewizji, oddający klimat tamtego szalonego, twórczego okresu. Floydzi u bram świtu, dopiero wdrażający się w improwizację i przeczuwający własny geniusz Syd Barrett. Oni jeszcze wtedy wszyscy żyli: Mason, Barrett, Wright… /z czterech obecnych wówczas muzyków ostał się „do sich por”  tylko Waters…/ Żył też Hendrix, Janis, nawet bracia Allman!  Lennon z aprobującym uśmiechem odwraca się do nas w pozłacanym mundurku Sierżanta Pieprza ok. 24 minuty. Miga pomiędzy Piękna Marianna, tak zmysłowo uwieczniona w songach Cohena.  To było centrum lat 60-ch, gdy jakże charakterystycznie wykluwała się z gryfów gitar odlotowa psychodelia. Jeszcze się nie zaćpali, nie zapili i nie pozabijali. Z dzisiejszej perspektywy, jakże wyraźnie to słyszę; te prapoczątki progresji, którą tylu po nich podchwyciło i wciąż rzeźbi, tworzy i ulepsza! Cudowna, życiodajna, muzodajna inspiracjo trwaj!!! Polecam z całego rockowego serca dla szperaczy, poszukiwaczy i koneserów!

Mirabelka

Voo Voo z Alim i Farganą Qasimow

Porusza mnie mugam. To tradycyjna, o charakterze sakralnym, muzyka azerbejdżańska. Jej skomplikowana struktura opiera się na improwizacji, co szczególnie zyskuje w moich oczach, a raczej uszach. Formy, w ramach których wokaliści mogą się poruszać, oraz sposoby wykonywania pieśni przekazywane są przez mistrzów. Fargana miała to szczęście, że mieszkała z mistrzem pod jednym dachem. Alim Asimov jest jej ojcem.

” Mugam przyszedł na świat wraz z powietrzem, wodą, ogniem i ludzkością, to duchowy pokarm ludzkości – tłumaczy Alim Qasimow – Jest jak filtr, który oczyszcza duszę, wymywa grzechy i złe myśli z naszego umysłu. Aby śpiewać mugam, trzeba w środku płonąć, poświęcić się”.

Od kilku tygodni wracam do swoich korzeni, jakimi są np. VOO VOO. Ten ważny dla mnie zespół , w ostatnich latach jakby nieco odsuwany na meandry świadomości,  dziś znów wraca do centrum uwagi. O czym to świadczy? Jaki to znak? Będę się temu przyglądać i słuchać, słuchać, słuchać… Nazbierało się tego sporo przez te… ponad 30 lat.

Poniżej, ciekawostka: głos Jeffa Buckleya spotkał się z głosem Alego Asimowa, czyli zachód nawiązał dialog ze wschodem. Jak to brzmi, posłuchajcie. Może jakość pozostawia wiele do życzenia, ale ważny to dokument ze względów historycznych.

Mirabelka

 

† Tom Petty

Tom Petty, /1950-2017/, pośród znamienitych przyjaciół, do których dołączył 2 października. Przez wiele lat wraz ze swymi kompanami z Heartbreakers łamał nasze serca, teraz jego zostało złamane po raz ostatni.

Powyższa wersja przejmującego hitu Harrisona zaskoczyła mnie swą doskonałością. Jest tutaj wszystko, co powinno być, na dodatek na najwyższym poziomie: rząd łkających gitar, z powalającą solówką Stevie Winwooda, słoneczne wokale Jeffa Lynna i Toma Petty, wzruszające zaangażowanie w pracę Dhaniego /syna Harrisona/… oraz bonus na zakończenie w postaci  rasowego, męskiego rocka w wykonaniu Prince’a!

Mirabelka