Mr Russia

Mr Russia- to band z Chicago, założony przez Ivana (wocal/ bas) i Josha (bębny). ich propozycje muzyczne wydobywają się z samego centrum indie, ocierając o punk i alternatywę.  Działają od ok. 10 lat i nagrali 2 longplaye /Teething  i Training for the Gameshow Host/.

Gdy słucham Mr Russia /np. I Explode/, to czuję się jak w domu. Fajne plakaty, zwiastujące koncerty znalazłam na ich stronce.

Mirabelka

Wtorek 28 czerwca MR Rosja | Kino Kimino | The Western Canon | Gilotyny Livewire Lounge 3394 N Milwaukee Ave, Chicago, IL 60641 21+ | Pokaż 9:00 pm

Sleeping Pulse


Sleeping Pulse- to przedsięwzięcie Micka Mossa /Antimatter/ i Louisa Fazenderio /Painted Black/, zapoczątkowane w 2013 roku w Liverpoolu. W 20015 roku wyszedł ich plon pracy twórczej pt.:  The Puppeteer /Lalkarz, który został sklasyfikowany na  17. miejscu radia Rockserwis za 2015 rok.

Cóż, gdybym miała jednym zdaniem przy dzisiejszym upale /36 stopni w głębokim cieniu…/, to baaaardzo atmosferyczny metal w mojej okolicy. Idealnie studzi rozgotowane nerwy.

Mirabelka

The Waterboys w Warszawie

http://www.polskieradio.pl/9/319/Artykul/1625097,The-Waterboys-zagrali-w-Trojce-wideo

05.06.2016r po raz pierwszy w Polsce! Przybyli we trzech,  na gitarach, skrzypcach i fortepianie, tylko na dwa koncerty. Najpierw  w radiowej Trójce, następnie  w klubie Progresja. The Waterboys! Wodni chłopcy zaczerpnęli swą nazwę w 1981 roku z utworu Lou Reeda „The Kids”.

„W latach 60. byłem wielkim fanem The Beatles, w latach 70. – Davida Bowiego, potem był jeszcze punk rock. W latach 80. nic specjalnego nie działo się w muzyce w Anglii – nie lubiłem synth-popu, nie podobał mi się new romantic, ani też brzmienie lounge. Dlatego wyszedłem poza te nurty i stworzyłem własny opowiada Mike Scott Piotrowi Stelmachowi, redaktorowi Trójki.

Sentyment do The Waterboys towarzyszy nieprzerwanie 30 latom mojego życia… Koncert w Studio im. Agnieszki Osieckiej to majstersztyk pod względem zarówno profesjonalnym jak i emocjonalnym. Chwilo, trwaj dłużej! 50 minut to stanowczo za mało!

poniżej przypomnienie posta z grudnia 2015r:

The Waterboys

Mirabelka

Smoke City

Smoke City- to angielskie trio z pogranicza acid jazzu i trip-hopu, zabarwionych sambą i bossanovą. Istnieli tylko osiem lat, do 2002roku i wypuścili trzy albumy. Jest to muzyka pobudzająca do dnia pełnego niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dzięki swojemu rozkołysaniu, nadaje się idealnie do wprawienia swego ciała i umysłu w ruch. Moim zdaniem najmocniejszą stroną zespołu jest Nina Miranda, która czaruje swą kobiecością i kulturą śpiewu.
Mirabelka

Tarwater- cold water


Tarwater– to niemiecki duet post-rockowy, działający po 1995 roku. Bernd Jestram i Ronald Lippok znali się już wcześniej, przy okazji współpracy w punkowej grupie Rosa Extra.  Jeśli lubicie Kraftwerk i DAF, to polubicie też Tarwater. Jeśli miłe są Wam industrialne dźwięki zimnych niemieckich kropli, skapujących po kamiennych obeliskach, ta muzyka jest dla Was. Pod szyldem Tarwater wyszło 11 longplayów. Ja zaczynam ich poznawanie od ósmego w kolejności: The Needle Was Travelling” z 2005

Mirabelka

† Maria Czubaszek

fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek, Maria Czubaszek ze swym ulubionym mężem Wojciechem Karolakiem, muzykiem jazzowym

Pani Maria Czubaszek odeszła od nas 12 maja, w chmurach absurdalnego dymu papierosowego. Już mi jej brakuje. Jej poczucia humoru i samej obecności. Od ponad 40 lat związana była z radiową „Trójką”, gdzie na jej audycjach / m.in. „Dym z papierosa”, „Serwus jestem nerwus”, „Małgorzaty jego życia”, „Cały Kaczor, cały on”… i wiele innych/ wychowało się kilka pokoleń. Była świetną tekściarką i niestrudzoną komentatorką „Szkła kontaktowego”, autorką kilku książek… Pani Mario, dziękuję, pamiętam, będę pamiętać…

Mirabelka

Napisano o Pani Marii wystarczająco dużo. Najlepiej więc będzie, gdy oddam głos Jej Samej. Oto garstka przypadkowych cytatów.

„Mnie przestało to życie bawić już dawno. Właściwie już mnie nic nie interesuje. Nie przypuszczam, żeby coś fajnego mogło mnie jeszcze spotkać. Ja się tak nie trzymam kurczowo życia, uważam, że w pewnym momencie warto już powiedzieć „koniec”. Życie musi trochę bawić, a mnie właściwe już w ogóle nic nie bawi.”

„Chcę być spalona. Na złość tym wszystkim, którzy zabraniają palić, puszczę dymek jeszcze po śmierci – mówiła Maria Czubaszek. – Śmierć uważam za coś tak samo naturalnego jak urodziny i życie po tych urodzinach. Nie lubiłabym codziennie umierać, tak jak nie lubię codziennie jeść, ale wiem, że trzeba.”
„Kiedy patrzę na swoje bardzo długie już życie, widzę, że wszystko poszło nie tak. Chciałam mało pracować, dużo zarabiać, szybko umrzeć. A jeśli nie, to na starość grać w pokera. Stara jestem, ale w pokera nie gram, bo na to trzeba mieć spore pieniądze.”
„Ja w ogóle świąt nie obchodzę. U nas nawet stołu nie ma, więc nie ma przy czym usiąść. Piszę, siedząc po turecku. Kiedy ktoś jest głodny, to w lodówce są parówki i coś tam jeszcze. (…) Barszcz kupuję w kartonie, rybę solę i czasem znajoma z radia robi dla Karolaka sałatkę śledziową, której się brzydzę – wyznała w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”. – Nie jestem rodzinna. Już jako dziecko nie znosiłam świąt. Chciałam się urodzić sierotką Marysią, nikogo nie mieć. Nie cierpię rodziny.”

fot. Michal Dembinski / FORUM

„Oczywiście palę, aniołki podają mi popielniczki. Obok dużo psów. Też przy barze. Dużo palących psów. Piją piwo wołowe. I sporo fajnych ludzi”.

fot. Bohdan Majewski / FORUM

Jej pierwszy znany „przebój” wyśpiewał Andrzej Dąbrowski:

http://mariaczubaszek.bloog.pl