Nervous Patterns

Nervous Patterns– to duet składający się z amerykańskich muzyków: Jay Reatarda i jego dziewczyny Alicji Trout. Istniał krótko, gdzieś pomiędzy 2003- a 2005 rokiem i był jednym ze wcieleń bardzo płodnego, acz mocno nerwowego artysty z Memphis Jimmiego Lee Lindsey’a Jr. /ps. Jay Reatard/. Jimmy od najmłodszych lat wyrażał siebie poprzez muzykę. Naliczyłam w sumie ok. 10 składów, w których tworzył, nie mogąc zdecydować się na coś bardziej trwałego. Wolał próbować i eksperymentować, ciągle pod nowymi szyldami. Do 13 stycznia 2010 roku, kiedy to znaleziono go martwego po nocy, w której kokainę zaprawił alkoholem. Kolejna, niepotrzebna śmierć zdolnego artysty. Żył zaledwie 29 lat, a jego przeżyciami i pomysłami można by obdzielić kilka istnień ludzkich. Wielka szkoda

Z całej spuścizny Jaya, jako pierwszy trafił mi się do odsłuchania album z 2003 roku, który nieźle mną potrząsnął. Te zwariowane dźwięki ożywiły we mnie wspomnienia z czasów, w których karmiłam się taką szaloną muzyką… Ja ocalałam i daję temu świadectwo, pisząc. Inni nie mieli tyle wewnętrznej mocy i może szczypty szczęścia? To, co mogę zrobić najlepszego teraz, to odkrywać kolejne płyty i ludzi, którzy je stworzyli. Słuchać. Pisać. Pamiętać. Podaj dalej.

Mirabelka

William Elliot Whitmore

William Eliot Whitmore– to 37 letni muzyk z Lee County w stanie Iowa. Jego kompozycje, to mieszanka country, folku i bluesa, o balladowych ambicjach. William wykonuje je z widoczną przyjemnością, w sposób naturalny i niczym nieskrępowany, przygrywając sobie na gitarze lub banjo. Wydał dotąd 8 albumów. Gdy słucham Whitmora, to odbieram jego przekaz jako potrzebę duszy, chcącej wyrażać siebie poprzez muzykę. Po prostu. Bez nadęcia i ściemy. Bez obrazy, ale dla mnie to taki „chłopak z sąsiedztwa”.

link do oficjalnej strony:

http://williamelliottwhitmore.com

Oto najnowszy album sprzed roku, „Radian Death”.

Blues Pills

Na post-zimową chandrę polecam pigułki bluesowe,  Blues Pills!  Bazą jest tu dobry rock inspirowany czasami Janis i Jimiego.  Ożywiony świetlistym głosem ognistej Szwedki Ellin Larson. Niesiony soczystymi gitarami Amerykanów Zacka Andersona i Cory’ego Berry, przypieczętowany werblami Francuza Doriana Sorriaux. Zażywać według potrzeb i możliwości, ale minimum 1 utwór dziennie; w dni pochmurne dawkę można potroić!

Dozwolone jest przyjmowanie większych ilości, niż podanych w instrukcji!

Mirabelka

Zamek Örebro - Närke, Szwecja

Miasto Örebro w Szwecji, skąd pochodzi zespół.

Koncert z Berlina w 2015, wniósł wiele optymizmu do dzisiejszego dnia!

Messenger

zdjęcie zaczerpnięte ze strony: http://seaoftranquility.org/article.php?sid=2733

Zbliża się wiosna, nieuchronnie i niezaprzeczalnie! Jej zdecydowane przejawy znalazłam w przepięknym teledysku angielskiej prog- rockowej grupy Messenger. Zwróćcie uwagę na ciekawie uchwycone cuda natury: obrazy drzew, wody i powietrza! Ja jestem zachwycona tymi widokami i natchniona wiosenną intuicją.
Z tego, co wyszukałam, Messenger nagrali dotąd jedną płytę: „Illusory Blues”, którą krytycy oceniają bardzo wysoko, przywołując dobrze odrobione lekcje muzyków z klasycznego rocka, psychodelii i punka po ambient. Reprezentatywne przesłanie, tzw. credo słowne usłyszałam w tekście „The Perpetual Glow Of A Setting Sun”.

Guide me, my muse to this radiance anew
Forever we’ll soar in the blue skies

You can feel her heart beating in time to the promise you made
You can still hear her breathing so softly an ocean away
as the sunrise on the horizon reminds you she still lights the way

Treacherous heights and cavernous falls on the pathway that leads me to you
Stumbling blind in lust”s lonely shadow with yesterday”s memories of you

Yesterday’s memories of you

You can feel her heart beating in time to the promise you made
You can still hear her breathing so softly an ocean away
as the sunrise on the horizon reminds me she still lights the way

Freedom lies in the perpetual glow of the setting sun
Freedom renounces the need for the self, rendering all as one

Guide me, my muse to this radiance anew
Forever we”ll soar in the blue skies
Show me your truth and I’lll battle with mine;
our souls intertwining beyond time..
Mirabelka

The Mute Gods

The Mute Gods- to stosunkowo nowe przedsięwzięcie Nicka Beggsa, postaci bardzo zasłużonej dla rozwoju prog rocka. Mister Beggs przeszedł metamorfozę od czasów Kajagoogoo /w którym był frontmanem w latach 80-ych/, co oczywiście nie powinno nikogo dziwić. Każdy z nas dojrzewa i dorasta wraz z upływem czasu. 15. grudnia Nick Beggs osiągnie słuszny wiek 55 lat, co zobowiązuje!

Nick Beggs z czasów Kajagoogoo, z Malcolmem Muggeridge- dziennikarzem i naukowcem, zafascynowanym Rosją

Nick Beggs ze słodkiego nastolatka przeobraził się w silnego mężczyznę, basistę z krwi i kości. Znalazł się w miejscu, w którym poczuł, że przyszedł czas na stworzenie czegoś swojego. Inspiracją do tego stały się słowa przyjaciela z Inside Out Records Thomasa Wabera: „Robisz tyle wspaniałych rzeczy dla wszystkich tych wielkich artystów, ale nic na własną rękę…”. Więc po latach grania „na konto innych”, m.in. dla Steve’a Hacketta, Stevena Wilsona, J.P. Jonesa, J. Satrianiego i wielu innych, w 2014 roku, wraz z  Marco Minnemannem i Rogerem Kingiem zmontował rzeczone trio. 22 stycznia 2016 roku wyszedł ich debiutancki album „Do Nothnig Till Your Hear From Me. Dla mnie ta płyta jest osobistą wizytówką muzyka, trochę takim emocjonalno-dźwiękowym zapisem aktualnego stanu ducha. Snują się w niej przemyślenia nad religijnością, przemijaniem i zapełnianiem czasu /np. transowy, zapadający głęboko w pamięć „Feed the Troll”/. Tytułowy utwór inspirowany jest przemówieniem generała Eisenhowera, w którym ostrzega przed rozrostem przemysłu wojskowego.

Mirabelka

Tracklista:

1. Do Nothing Till You Hear From Me
2. Praying To A Mute God
3. Nightschool For Idiots
4. Feed The Troll
5. Your Dark Ideas
6. Last Man On Earth (bonus track)
7. In The Crosshairs
8. Strange Relationship
9. Swimming Horses
10. Mavro Capelo (bonus track)
11. Father Daughter

Steve Hackett- z dobrą energią!

Wróciła do mnie dzisiejszej soboty, chęć posłuchania Steva Hacketta. Przemawia do mnie jego stylistyka w konwencji archaicznej baśni, przywołująca czasy, gdy ludzie rywalizowali z wilkami o przestrzeń, a zarazem żyli w symbiozie z całą przyrodą. Chciałabym doświadczyć tamtej naturalności…

Więcej o Hackettcie pisałam w ubiegłym roku:

http://no-comments.pl/uncategorized/steve-hackett-legenda-wciaz-zywa/?preview_id=1990&preview_nonce=e0e2a8b048&post_format=standard&preview=true
Wracam do niesamowitego koncertu z 1973 roku, oryginalnego składu Genesis, gdzie pan Hackett zarośnięty jak rozbójnik Rumcajs siedzi snując te swoje opowieści na gitarze. Drugim, również znakomitym gitarzystą jest Mike Rutherford. Na klawiszach Tony Banks. No i oczywiście mistrz ceremonii, zmieniający maski i charakteryzacje jak aktor-performer, zjawiskowy Peter Gabriel! Po tylu lat słuchania i dorastania muzycznego, z CAŁĄ ODPOWIEDZIALONŚCIĄ POWIEM, ŻE ZESPÓŁ GENESIS TO JEDNA Z NAJLEPSZYCH RZECZY, JAKĄ WYMYŚLIŁA LUDZKOŚĆ!!!
Mirabelka


Shepperton Studios, UK: 30/31 October 1973

Watcher of the Skies (0:00)
Dancing with the Moonlit Knight (8:36)
I Know What I Like (17:40)
The Musical Box (24:00)
Supper’s Ready (37:10)

Jeśli macie jeszcze czas i ochotę na więcej takiej muzyki, to koncert sprzed niespełna trzech lat w sali Hammersmith! Błagam! Nigdy za dużo dobrej muzyki!

 

†Piotr Grudziński- Po drugiej stronie rzeki…

foto: Romana Makówka / Antyradio.pl

Długo nosiłam się z tą wiadomością, wypierając ją i nie dopuszczając do świadomości. Niestety fakty są nieodwracalne…

Piotr Grudziński– współzałożyciel i wieloletni gitarzysta zespołu Riverside zmarł w niedzielę rano, 21 lutego, z powodu nagłego zatrzymania akcji serca. Miał 40 lat… Pozostała Jego muzyka i niepowtarzalne brzmienie gitary… Pewne rzeczy są tak oczywiste, że nie trzeba  mówić nic więcej… Więc posłuchajmy tej ostatnio nagranej, znakomitej płyty: „Love, Fear and the Time Machine”… Album znalazł się na I miejscu plebiscytu słuchaczy radia Rockserwis na ulubioną płytę wydaną w 2015 roku!

Mirabelka

Tango with Lions

Tango with Lions– to zespół z Aten, z  frontmanką Kateriną Papachristou grającą na gitarze akustycznej i pianinie, piszącą teksty. Pozostali muzycy: Yannos Paramithiotis – electric guitar, vocals
Nikos Vergetis – drums, percussion, vocals
Jim Staridas – trompone, vocals
Thodoris Zefkilis – bass

Nie znalazłam w sieci zbyt wielu informacji na ich temat. Może to znaczyć, że zespół jest niszowy, albo na początku swej drogi. Wygląda na to, że nagrał dotąd 2 płyty: „Verba Time” w 2010r i „A Long Walk” w 2013r. W swej kruchości i wrażliwości nasuwa mi się skojarzenie z Lemolo. Katerina dopieszcza każdy utwór  po swojemu, w otoczeniu oszczędnie użytych instrumentów, bez zbędnych ozdobników w  3- minutowe perełki. To, co dotychczas wysłuchałam, brzmi naprawdę obiecująco w obszarze muzyki penetrującej najskrytsze emocje. Co ważne, ta podróż odbywa się przy użyciu minimalnych środków. Tym bardziej cieszy mnie to odkrycie! Z niecierpliwością czekam na nowy album!

Mirabelka



Myrra Ros

Myrra Ros– to piosenkarka z Islandii, która zanurzona w naturalnych klimatach, swoją twórczością odpowiada na nasze elementarne potrzeby: np. spokoju, refleksji, wyciszenia, harmonii, piękna, melancholii… Czy jest w ogóle taka potrzeba melancholii? Z pewnością, skoro ja ją mam… W październiku ta płowowłosa wokalistka przejechała całą Polskę od Gdyni po Kraków z koncertami po klubach i klubikach… Na pewno jeszcze o niej usłyszymy!

Mkirabelka


†Keith Emerson- „Hmmmm… what a Lucky Man he was?”


Bardzo smutna wiadomość dotarła do mnie dzisiejszego poranka. Dopiero dzisiaj, choć stało się to dwa dni temu. Zmarł Keith Emerson, genialny klawiszowiec supergrupy Emerson Lake and Palmer, tudzież innych formacji, wirtuoz i wizjoner muzyczny… Trwają spekulacje na temat przyczyn śmierci, ale ja nie będę w tym uczestniczyć. Najważniejsze dla mnie w tej chwili jest wyrażenie wdzięczności Keithowi Emersonowi za to, że dzielił się z nami swym talentem. Zawsze podziwiałam odwagę i pasję z jaką oddawał się muzyce! Jego szalone, pełne emocji interpretacje, pozostaną z nami na zawsze.
Mirabelka

The Cult

Stary dobry Cult, w świetnej formie! Utwór Hinterland z najnowszej, wydanej w 2016 roku płyty  Hidden City od kilku dni chodzi mi po głowie. Jest znakomity, porywa do działania, choć przecież nie powala innowacyjnością. Przypomina mi w swej linii melodycznej „Sunshine of Your Love”. Ale to nic, to nic. Słucham go z ogromną przyjemnością i … oczekiwaniem…

The Cult; to już 33 lata, jak zaczął szlajać się po estradach świata. Efektem tej działalności jest 25 longplayów! Co przyciąga do Cultu, to z pewnością charyzmatyczny wokalista Ian Astbury. Jego wyjątkowość  docenił nawet reaktywowany The Doors, zapraszając na swój front robót w okresie 2005 – 2009. Jak to możliwe? Jak można stanąć na miejscu Jimiego Morrisona, sama nie wiem. Jak tak można?

Mirabelka

Znalezione obrazy dla zapytania ian astbury

Dla odpornych na blond małolaty z napompowanymi ustami, teledysk fabularny…/ja wolę tylko słuchać/


jeszcze jeden utwór z tej płyty, będący komentarzem do naszych czasów:

Portugal. The Man

Portugal. The Man– to trochę dziwny skład śpiewających facetów, w harmonii podobnej Bitelsom, ale mający jeszcze mniej skrupułów. Pochodzą z malowniczej miejscowości Wasilla na Alasce, here you are:

Znalezione obrazy dla zapytania wasilla zdjęcia Wasilla na Alasce

Podobno pracują teraz nad ósmym albumem. Na uwagę zasługuje pełne zaangażowanie  wszystkich muzyków w każdy utwór oraz radość z tworzenia! To zawsze mnie podnosi na duchu!

Świat jest tak różnorodny!

Mirabelka