The Mars Volta

Znalezione obrazy dla zapytania the Mars VoltaZnalezione obrazy dla zapytania the Mars Volta

Posłuchajcie koniecznie The Mars Volta– zagadkowego zespołu z El Paso w stanie Texas.  El Paso znajduje się na granicy z Meksykiem, nad kultową rzeką Rio Grande. Nazwa zespołu pochodzi od zamiłowań tworzących go muzyków do kosmosu i filmów Felliniego /volta– to określenie Mistrza Federica na zmieniające się sceny w filmie/. Wszystko, co wartościowe pochodzi z tygla mieszaniny i kultur. Czy nie uważacie, że najlepsze rzeczy tworzy się na krawędzi, na granicy? Emocjonalnej, duchowej, czy materialnej? Rzucam hasło, może ktoś podejmie, by rozwinąć.

TMV tworzył na przestrzeni zaledwie kilkunastu lat: do 2001 do 2013 roku, pozostawiając po sobie wyraźnie odciśnięte ślady na polu indie rocka w postaci 7 płyt długogrających. Pierwsza z nich: „De – Loused In The Comatorium” z 2003 roku jest mieszanką przeróżnych stylów, od klasycznego rocka przez hard core,  podrasowanego progiem i alternatywą, z elementami jazzu i punka po wstawki latynoskie i dub. W warstwie tekstowej jest to opowieść o tygodniowej podróży przez nierzeczywiste światy w czasie śpiączki, w którą zapadł i  się nie obudził przyjaciel wokalisty, 24-letni Julio. Całość brzmi dość zaskakująco, choć momentami zbyt nachalnie przypomina zwariowane improwizacje King Crimson. Za to barwa głosu Cedrica Bixlera- Zawala  jest unikatowa i powalająca. Już wiem kim się inspirował wokalista Agent Fresco…

Szczególnie na livie, sposób wokalizy nasuwa mi skojarzenie „Joplinka i Robert Plant w jednym”. Ale to tylko taki kierunek, leciutki prztyczek.

Mirabelka

1. Son Et Lumiere 00:0001:35
2. Inertiatic ESP 01:3606:00
3. Roulette Dares (The Haunt Of) 06:0113:31
4. Tira Me a Las Aranas (Throw Me To The Spiders) 13:3215:00
5. Drunkship Of Lanterns 15:0122:06
6. Eriatarka 22:0728:27
7. Cicatriz ESP 28:2840:57
8. This Apparatus Must Be Unearthed 40:5845:56
9. Televators 45:5752:14
10. Take The Veil Cerpin Taxt 52:1501:01:03

Jeszcze jeden wspaniały pokaz możliwości The Mars Volta. Długograj z 2006 roku„Amputechture”:

Na żywo są jeszcze lepsi! Co za energia i wariactwo!!!!!!!

Leprous- The Congregation- Panika kontrolowana

Leprous– to norweski zespół prog- metalowy, założony w 2001 roku. W maju wydał kolejną, szóstą już płytę, będącą dziwną mieszanką wybuchową panicznego kontrolowanego wokalu Einara Solberga z monumentalnym instrumentarium… Całość brzmi intrygująco. Dźwięki rozchlapują się po płótnie rozpiętym gdzieś pomiędzy Queen /teatralny rozmach/, a Pink Floyd i King Crimson /konsekwencja w budowaniu napięcia instrumentalnego/. Dla mnie the best of the best jest utwór „Moon”,  co nie przeszkadza stwierdzić, iż cały krążek jest godny uwagi i palety emocji. Wydaje się, że „Zgromadzenie” stanie się jednym z moich ulubionych LP w 2015 roku.

Jutro koncert w warszawskim klubie „Progresja”! Kto żyw, niech podąża i napisze jak było!

Mirabelka

 

recenzja:

http://progresjapozmroku.blogspot.com/2015/07/recenzja-leprous-congregation.html

Agent Fresco, KONIECZNIE!!!!!!!!

Odrębny wpis MUSZĘ poświęcić nowej płycie „Destrier” zespołu Agent Fresco, o którym pisałam przecież dopiero co w zachwycie, spowodowanym ich debiutancką płytą. Wiem nie od dziś, że płyt trzeba słuchać nie na wyrywki, czy byle jak, tylko w całości, po kolei, zgodnie z założeniem twórców, bo przecież to ich dzieło, więc wiedzą, co robią. Tak więc słucham „Rumaka” od początku do ostatniego dźwięku i jeszcze raz i raz jeszcze. Ta muzyka jest jak matematyka, której nie rozumiałam w swoim czasie a teraz czuję do niej dziwną chęć. Agent Fresco mają w sobie unikatowość, ów pierwiastek, który czyni ich wyjątkowymi. Oni z pewnością odnaleźli swoją medicine, którą dzielą się ze  światem. Pomimo, że odbieram mnóstwo powiązań a nawet zapożyczeń /np. Dark Water przypomina mi fragmentami utwór: Bring me to life zespołu Evanescence, a niektóre wstawki na perkusji, popisy nieodżałowanego Johna Bonhama w Led Zeppelin, to i tak propozycja AF brzmi nowatorsko. Jak to mówi mój mąż: „słychać, że chłopaki słuchają nie byle czego”… Ich wkład w moje życie jest namacalny, bo czyni je znośniejszym. Ta muzyka sprawia, że czuję się uskrzydlona, podniesiona na duchu. Unosi mnie w jasne przestrzenie, prowadzące ku życiu i przetrwaniu za wszelką cenę pomimo obiektywnych trudności i subiektywnych przeszkód. No i teksty! Kolejna mocna strona! Posłuchajcie tego otwierającego płytę „Let Them See Us”- Niech oni nas zobaczą, no posłuchajcie tylko. Nie trzeba być anglistą, żeby złapać treść.

Mirabelka

Carry me
Now, more than ever
Thin are breaths of crimson air

Cover me
With fallen feathers
Skin the last of heavens glare

Color my
Gloaming eye
Be the gush of moaning flames

Release the restless roam in hands
Arise all limbs of sin to the highest fall of man

The beast walks with me

recenzje:
http://www.stacjaislandia.pl/aktualnosci/muzyka/recenzje-albumow/agent-fresco-destrier/

http://www.rockoko.pl/recenzja-agent-fresco-destrier

http://drugastronamuzyki.blogspot.com/2015/08/recenzja-agent-fresco-destrier.html

Agata Ślazyk- porywający minimalizm

Oto pierwiastek żeński w tym zdominowanym przez mężczyzn muzycznym świecie. Agata Ślazyk.  Urodziła się i dojrzewała w Częstochowie. Od kilkunastu lat bardziej związana z Krakowem, z uwagi na pielęgnowanie związku z Piwnicą Pod Baranami. Krucha kobieta o mocnym, zdecydowanym głosie, z oszczędną gitarą. Proste, emocjonalne teksty, nie narzucająca się melodia. Minimalizm w środkach wyrazu, stwarzający przestrzeń dla odczuć słuchacza. Thanks!

Mirabelka


Pierwszą płytę Agaty i jej Piwniczne recitale tak recenzował nieżyjący już Wiesław Siekierski:
”(…) To dobrze, że ktoś taki jak Agata Ślazyk znalazł się w zespole Piwnicy pod Baranami. Na swoich recitalach tamże, wprawdzie nieśmiało, z olbrzymią pokorą dla prawykonań, ale śpiewa piwniczne hymny. Robi to jednak dobrze, by nie powiedzieć najlepiej. Dzięki takim prezentacjom legenda Piwnicy będzie ciągle odżywała.”
(Wiesław Siekierski – dziennikarz współpracujący m.in. z: Jazz Forum, Dziennikiem Polskim, Gazetą Krakowską) 2010r – See more at:

http://krakowskascenamuzyczna.pl/koncerty/agata-slazyk/#sthash.7JKJUoJC.dpuf

Kaleo- Dźwięk

Kaleo– to zespół indie rockowy z Islandii,  tworzący w inspiracji dobrą muzyką z lat 60-ch, 70-ch… itd. Wśród swych mistrzów wymieniają Hendrixa i Led Zeppelin, więc już ich lubię na wstępie.  To młody zespół; wydał dotąd jedną płytę długogrającą, więc tyle jeszcze przed nami! Już się cieszę! Posłuchajcie, jak brzmią we wnętrzu wulkanu, oraz na KEXP. Ciekawostka: ponoć ten utwór został wykorzystany na ścieżce dźwiękowej do Fify 16.
Mirabelka


Antimatter- dziwność



Antimatter– to band z Liverpoolu, tworzący od 1998 roku na polu muzyki dziwnej i dziwniejszej. Za sprawą antymaterii, uaktywniają się we mnie podobne obszary, jak przy Pink Floyd- szczególnie bliskich mojemu sercu.  Może dlatego, gdy już zaczęłam ich słuchać, to nie mogę i nie chcę przestać. Jak to ująć, jak okiełznać słowami? Melancholijny trip-hop? Gotyk z ambicjami? Ambiwalentny ambient? Nie będę silić się na zaszufladkowanie za wszelką cenę twórczości Antimatter, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Co w nich podoba mi się wyjątkowo, to umiejętność tworzenia obrazowych opowieści oraz łączenia przeróżnych dźwięków i odgłosów. Poniżej druga płyta z 2003 roku „Lights Out”, na dobry początek. Takie jest moje pierwsze wrażenie w zetknięciu z antymaterią. Potem pierwsza „Saviour”, sprzed 14 lat. W takiej kolejności. Bye!

Mirabelka



wywiad z liderem- Mickiem Mossem

http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/wywiady/19319-mick-moss-antimatter.html

Agent Fresco- skok w świadomość

Agent Fresco– to nowatorska kapela z Islandii, zawierająca w sobie wszystko, co najlepsze było dotąd dla mnie w muzyce rockowej, nowofalowej, new romantic, alternatywnej, metalowej, najciemniejszej z jasnych i zarazem najjaśniejszej z ciemnych. Na tle gęstwiny odprysków z kosmosu, paniczny wokal Arnora Dan Arnarsona prowadzi mnie jak ćmę do światła… Jest to panika kontrolowana, tak potrzebna w dzisiejszym świecie, wypranym z uczuć! Przepiękne odkrycie, osładzające pochmurne zimne poranki tej jesieni, hawk! Posłuchajcie uważnie i odpowiednio głośno, CAŁEJ debiutanckiej płyty długogrającej,  „A Long Time Listening” z 2010 roku, a przeskoczycie na wyższy poziom świadomości!

Mirabelka


Ge-nial-ne „Paused”!!!!!!!!!!

Hidden By Ivy

Hidden By Ivy– to młody polski zespół, założony w 2014 r przez Rafała Tomaszczuka i Andrzeja „Andy” Turaja. Właśnie wyszedł ich debiutancki longplay „Acedia”, prezentowany codziennie we fragmentach przez http://www.rockserwis.fm/

HBI kuszą intrygującymi tekstami /świetny, bo polski „Nie znam więcej”/do hipnotycznego tła muzycznego, jakby ze stajni 4 AD. Ich brzmienie przypomina mi  dawne dobre czasy, gdy odkrywałam This Mortal Coil, Davida Sylviana, czy Stevena Wilsona, same dobre rzeczy. Do zanurzenia się w sobie październikowo – listopadowej, pełnej niedościgłych liści złapanych w mętlik myśli.

Mirabelka

Organizm

Organizm– trio z szerokiej rzeki rocka, /choć na facebooku znalazłam określenie neurotic funk/ od kilku lat obecne na alternatywnej scenie muzycznej, związane głównie z Warszawą. Dla mnie Organizm to: świetne brzmienie, niebanalne teksty i porywająca energia. Obowiązkowo do posłuchania przynajmniej kilka razy w październiku!
Mirabelka

Właśnie wydali swą trzecią płytę „Plaża Babel”; oto jej zapowiedź:

tutaj udostępniają obszerny fragment:

https://www.facebook.com/ORGANIZM-80314765207/timeline/

wywiad:

http://www.violence-online.pl/wywiady/organizm-outsiderzy-do-kwadratu/

recenzja emocjonalna:

http://www.violence-online.pl/album-tygodnia/organizm-plaza-babel-thin-man-records/

Gary Moore- Mistrz Wyrażania Emocji

Gary Moore– to kolejny już nieżyjący gitarzysta słuchany przeze mnie na fali dobrych, korzennych wspomnień. Jego szalenie emocjonalny sposób gry w połączeniu z dystansem i poczuciem humoru, szczególnie mnie ujmuje w ponure zeszmacone zgniłymi liśćmi  przedpołudnia, takie jak dziś tj. 17. października 2015 roku…

G.M. urodził się w Belfaście w 1952 roku i od 16 roku życia wymiatał w grupie Skid Row, /nie mylić z glam-rockową kapelą o tej samej nazwie!/ na zaproszenie wokalisty Phila Lynotta.

Zasłuchany w Hendrixa, Mayalla i Petera Greena, moim zdaniem przerósł mistrzów. Posłuchajcie jego wersji „Hej, Joe”, „Voodoo Child”, czy „Blues for Greeny”. Ciekawostka: płytę w hołdzie Peterowi Greenowi nagrał na gitarze Gibson Les Paul 59, którą kiedyś podarował mu właśnie Green. Po jakimś czasie szyld ze Skid Row zmieniono na Thin Lizzy i odtąd potoczyło się szalone kotłowanie na scenie w blasku jupiterów,  wśród tłumów wciąż nie mających dość i wołających more, more… Serce Garego powiedziało dość, we śnie, 6 lutego 2011roku, podczas wypoczynku w Hiszpanii…

Mirabelka

link to official web:
http://www.gary-moore.com/

Stevie Ray Vaughan- uczeń Czarnoksiężnika

Stevie Ray Vaughan jako nastolatek został zaczarowany przez Jimiego Hendrixa. Stał się jego voodoo child… Jednym z najznakomitszych  gitarzystów wszechczasów.

Miał 36 lat, gdy po koncercie w East Troy tego feralnego dnia, 27 sierpnia 1990 roku wraz z czterema innymi muzykami wsiadł do jednego z dwóch śmigłowców. W tym drugim, który szczęśliwie wylądował, lecieli m.in. Dawid Bowie i Eric Clapton…

Szkoda, że nie żyje. Mógłby rozwijać swe przekonania muzyczne w nieskończoność. A tak…

napisałam wiersz…

 

zimny drżący pot

nadciąga zewsząd

gdy patrzę na Stevie Ray V.

i jego wciągniętą w narkotyki twarz

już dźwięki nie są tak czyste

i beztroskie jak kiedyś

stają się obciążone wymaganiami

podtrutego umysłu

odległe jak droga mleczna

jak Paperback Writer

jak Stairway to Heaven…

jest mi coraz zimniej

w tym obcym świecie eksperymentów

Mirabelka

 


Smashing Pumpinks- Powalające Dynie

Smashing Pumpkins– to zespół ogólno rockowy założony w Chicago w 1988 roku. Jego skład wielokrotnie ulegał zmianom. Głównym przewodnikiem można uznać Billiego Corgana, autora większości enigmatycznych tekstów grupy.

Cóż to za nazwa, „Powalające Dynie”, Dżizus! Jak z kreskówki  na Carooton Network… Mnie te Dynie jakoś szczególnie nie Powaliły.  SP zasłynęli z dopracowanych teledysków, w czasach tworzącej się kultury clipów. Są to krótkie opowieści, z fabułą i przesłaniem.

 

† Johnny Winter- Mister Zima

Johnny Winter wykonuje

zdj. Gijsbert Hanekroot / Redferns, Rolling Stone. Johnny Winter na koncercie w Amsterdamie

Umknęło mi, że odszedł z tego świata jeden z najznakomitszych  jego gitarzystów- Johny Winter. Stało się to ponad rok temu, 16 lipca 2014 r w pokoju hotelowym w Zurychu. Miał 70 lat, jeśli to w ogóle ma dla was jakiekolwiek znaczenie. Był bywalcem najsłynniejszych sal koncertowych, jak i najpodlejszych spelunek. Doświadczył splendoru sławy jako twórca, ale upadku jako człowiek. Nie idźcie jego drogą!

Dla mnie J. Winter na zawsze pozostanie białym ptakiem bluesa, z ekspresyjnymi nieziemskimi piórami. Bluesmanem z  pokolenia Janis Joplin i Jimiego Hendrixa, który przeżył ich o ponad 40 lat! Był albinosem, jak nasz Wiedźmin. Białym ptakiem ery Wodnika. Wirtuozem najcieńszej strumy. Heroinistą i geniuszem muzycznym. W ostatecznym bilansie niestety zwyciężyło uzależnienie. Dojmującej rozpaczy istnienia nie udało mu się pokonać muzyką. Zjawiskową muzykalność zawdzięcza wsłuchiwaniu się od dziecka w dźwięki wygrywane na strunach gitar przez legendarnych bluesmanów, takich jak Muddy Waters, B.B King, czy J.L. Hooker. Urodził się w miasteczku Beaumont w Teksasie, znanym z rafinerii ropy naftowej.

Znalezione obrazy dla zapytania beaumont teksas

Wraz z młodszym bratem szlifował warsztat we wszystkich możliwych klubach. Wkrótce znalazł się na Woodstock, gdzie wykonał 9 utworów i całkiem poważnie stawał w szranki z samym Hendrixem. Niestety, nie wytrzymał presji, uzależnił się od heroiny i popadł w depresję. Próbował z tego wyjść poprzez muzykę. Wynikiem tego jest ok. 25 longplayów, którymi możemy się delektować. Na ostatniej płycie „Step Back”, wydanej już po śmierci,  muzykowi towarzyszyli m. in. Erick Clapton, Joe Perry /Aerosmith/ i Billy Gibbons /ZZ Top/.
Mirabelka


No Doubt- bez wątpienia…


Zauroczył mnie ten teledysk No Doubt, zespołu z Kalifornii, z już prawie 30-letnim stażem! Gwen Stefani wystylizowana na dziewczynę z lat 50-ych, pokazuje swoje prawdziwe oblicze buntowniczki. Lubię na nią patrzeć, gdy tak łobuzuje na scenie. No Doubt grają dość prostą muzyczkę, w nurcie ska-punk, do chwilowego oderwania się od bardziej ambitnych propozycji.
Mirabelka

Bob Marley

foto: Sigfrid Casals/Cover/Getty Images)

Cóż powiedzieć, gdy po tylu latach znów wróciłam do Boba Marleya? Co można jeszcze powiedzieć? Oto mało słuchana przeze mnie płyta a na dodatek wyjątkowo zaniedbana: „Takin’ Blues”. Muzyka przeplatana jest wypowiedziami Marleya, niestety mało zrozumiałymi ze względu na jego drakoński akcent…
Mirabelka