Lunatic Soul

Znalezione obrazy dla zapytania mariusz dudazdjęcie zaczerpnęłam z Magazynu Kultury Popularnej Esensja.

Lunatic Soul– to solowe przedsięwzięcie spod znaku rocka progresywnego i ambientu  multiinstrumentalisty i wokalisty Riverside Mariusza Dudy. Pierwsza płyta, nazywana pieszczotliwie „Czarnym albumem” wystartowała w 2008 roku i stała się ulubioną słuchaczy audycji radiowej Trójki „Noc Muzycznych Pejzaży”. Dosyć gadania, recenzje są dostępne w sieci, nie będę więc silić się na kolejną, lepiej posłuchać, zasłuchać się, zapomnieć i zapamiętać.

Jako niestrudzona poszukiwaczka zasłyszanych dźwięków, wytropiłam w utworze 8 w kolejności: Adrift  nawiązanie do „Dust in the Wind” Kansas; parę nutek po kolei zabrzmiało podobnie…

http://esensja.stopklatka.pl/muzyka/recenzje/tekst.html?id=13013

http://www.magazyngitarzysta.pl/muzyka/recenzje/16965-lunatic-soul-walking-on-a-flashlight-beam.html

Mirabelka

Riverside- polska strona rockowej rzeki

Riverside- to polska kapela tworząca melodyjne, barwne pejzaże rockowe, progresywne w swej konstrukcji, przyprawione ostrą papryczką, goździkami i rucolą. Co ich wyróżnia, to niebanalne teksty,  brzmiące naprawdę dobrze zarówno po angielsku, jak i po polsku. Co ważne zaśpiewane z ogromną lekkością. Wokalista miesza głos z instrumentami w sposób, który bardzo mi odpowiada, tzn. nie narzucający się i nie męczący. Już na starcie ma u mnie duży plus za to, że nie popisuje się, nie przegina.  Kolejną mocną stroną są dopracowane aranżacje, sprawiające, że kompozycje mają wyrafinowane flow. Oczywiście słychać w tych propozycjach wpływy Genesis, Pink Floyd, The Doors, Marillion, Yes, Rush, ale trudno żeby nie, skoro takie są korzenie Riverside.

Oto co na ten temat mówi wokalista /w: rockmetal. pl 23.02.2012

„Najbardziej cieszę się, że w Riverside udało nam się wypracować pewien styl. To chyba najważniejsze w dzisiejszych czasach, gdzie są tysiące identycznie brzmiących kapel. Sztuką jest dorobić się czegoś na tyle unikatowego, żeby było to rozpoznawalne. Nie twierdzę, że jesteśmy najbardziej oryginalnym zespołem na świecie, ale jest w naszej muzyce coś charakterystycznego i nawet jeśli pobrzmiewają w niej echa innych zespołów, całość brzmi oryginalnie.”

Podstawowym składem jest kwartet; poza Marcinem Dudą /wokal, gitary basowa i akustyczna/ na gitarach Piotr Grudziński, za perkusją Piotr Kozieradzki, a klawisze obsługuje Michał Łapaj. Nie będę tu zajmować się biografią, bo Riverside mają tak kapitalną stronkę, że znajdziecie na niej wszystkie interesujące szczegóły. Z niej zaczerpnęłam zdjęcie zespołu oraz trailer.

http://riversideband.pl

W związku z tym, że dopiero ich odkrywam, słucham po kolei. Oto pierwszy longplay z 2003 roku, „Out of Myself”, z moimi już ulubionymi utworami: tytułowym, oraz 6 w kolejności Reality II. Ciekawostka, ok. 44 minuty w The Curtains Falls odprysnął okruch cegły ze Ściany, czyż nie?

Riverside tworzą razem od kilkunastu lat i nagrali dotąd pięć albumów studyjnych, szósty jest przygotowywany na początek września. Oto jego zapowiedź:

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=QcS2jOlL2ok

Czekamy, czekamy. Czekamy czekamy.

Mirabelka

† Chris Squire- malarz dźwięków


Informacja o śmierci Chrisa Squiera /27 czerwca/ dotarła do mnie z opóźnieniem i nijak nie mogę się do niej przyzwyczaić. Chris Squire był /jak to był?/ legendarnym gitarzystą zespołu Yes, wnosząc do niego niepowtarzalne brzmienie swego basu. Dla mnie ten muzyk jest malarzem dźwięków.
Staruszek Chris zmarł w trakcie próby pokonania ostrej białaczki szpikowej.
Dziękuję Ci Chris za „Then”, za opowieści z topograficznych oceanów, za wszystkie yessowe i pozayessowe kawałki…

Wyszperałam przepiękny koncert akustyczny, gdzie Mister Squire jest w świetnej formie i takim chcę Go zapamiętać. Zresztą wszyscy muzycy prezentują się w tym niedawnym przecież 2004 roku very very…

Mirabelka

Yo La Tengo- nowa płyta

Na nowej płycie „Stuff Like That There” Yo La Tengo brzmią, jak nieznane nagrania Simon and Garfunkel, odnalezione na strychu zdziwaczałej staruszki i przywrócone do życia dzięki dobrodziejstwom techniki… Gdyby nie pobrzmiewania gitary hawajskiej, można by się zastanawiać…

Przypomnę: Yo La Tengo- to reprezentanci indie rocka ze Stanu New Jersey, rozmiłowani w harmonicznych prostych połączeniach, sławiący piękno tego świata. Ta poganiana bykowcem muzyczka może wkurzać smutasów i już wkurzonych. Mnie czasem też, ale przyznam, że dzisiaj, w zapowiadający się na słoneczny i bez większych wstrząsów piątek, nastraja opty do otaczającego świata.
Hej, po przebudzeniu złapałam w sieć pamięci myśl: „Jeśli nie możesz zmienić rzeczywistości, zmień do niej swoje nastawienie!”
Mirabelka

Codeine – sposób na spowolnienie

Nowy Jork, 1989. Chris Brokaw, John Engle i Stephen Immerwahr spotkali się w tym samym miejscu i czasie, by zwolnić tempo. Ich muzyka, okrzyknięta jako slowcore i sadcore spowolniła bicie naszych serc i wydłużyła czas reakcji. Na zawsze odmienili sposób naszego odczuwania. Pozostawili po sobie tylko 2 płyty długogrające: „Frigid Stars”/ Oziębłe gwiazdy i „The White Birch”/ Biała brzoza, jakże ważne. Wyprzedzające swój czas… chciałam napisać, ale trafniej będzie PONADCZASOWE. Mogę ich teraz znów słuchać w ten deszczowy, lipcowy poranek. Mogę do niej wracać, kiedy zechcę. Słuchając tej niespiesznej muzyki, ulegam jej magii i dostrajam do niej swój puls. Pomaga mi realizować moje najbliższe postanowienia i plany. Jeszcze jedno: dla mnie Codeine nie jawi się jako sad, nie powoduje pogłębiania stanów depresyjnych, a uskrzydla i generuje nadzieję. Myślicie, że to oznaka choroby psychicznej, czy choćby pęknięcia? If You think so… get out of my side!!!
Z całym przekonaniem polecam Wam Codeine jako antidotum na pośpiech i gonitwę. Zadaj sobie pytanie: za czym tak gonisz? Czemu tak się spieszysz? Czy warto? Kolejne myśli, wrażenia i możliwości migają mi za oknem pędzącego pociągu, który sam nawet nie wie dokąd tak gna. Ja wysiadam. Już. Tu i teraz. Nawet nie zaczekam do najbliższej stacji /sorry, te nawyki do pośpiechu…/ Uwaga, ciągnę za hamulec bezpieczeństwa. Też możesz to zrobić.
Mirabelka

https://www.subpop.com/artists/codeine?r=1

Frigid Stars/Oziębłe gwiazdy

Cold Water Flat

Cold Water Flat– to już trochę archaicznie brzmiące trio, która powstało w  1990r,  na Uniwersytecie w Massachusetts.  W ich dynamicznej, bardzo gitarowej muzyce inspirowanej Nirwaną, odnajduję całe to szaleństwo lat 90-ch. Nagrali tylko 2 longplaye, po czym rozpadli się. Poniżej pierwszy z nich „Listen”, zachęcający do słuchania. Dlaczego właśnie teraz o nich piszę? Bo właśnie ich odkryłam. Dzięki temu, że perkusista Paul Harding napisał książkę „Majsterka„, która właśnie wyszła po polsku i zamierzam ją nabyć, zachęcona telewizyjną recenzją.

poniżej opinia Pana Jarosława Czechowicza:

http://krytycznymokiem.blogspot.com/2015/07/majsterka-paul-harding.html

Mirabelka

Znalezione obrazy dla zapytania cold water flat

Lianne La Havas- zmysłowość dźwięków

Znalezione obrazy dla zapytania lianne la havas

Lianne La Havas– to artystyczny pseudonim Lianne Charlotte Barnes, 26-letniej piosenkarki, kompozytorki i multiinstrumentalistki. Jej korzenie sięgają Jamajki, choć większość życia spędziła w Londynie. Zaczynała od chórków u Palomy Faith, aż zauważył ją sam Książę Prince. Potem już poleciało. Posłuchajcie Jej pierwszej płyty „Is Your Love  Big Enough?” z 2012 roku, zanim ukaże się druga /31. lipca/. Lianne łamie wszelkie stereotypy, swobodnie łącząc r’n’b  z  reggae i soulem. Bez kompleksów operuje swym głosem nasze żywe organizmy… Jestem zachwycona. Bardzo. Uwielbiam takie pomieszanie, bo wiadomo czego słucha ta dziewczyna, jakie ma inspiracje i zapatrywania na muzykę. Widać, że ma to wszystko bardzo fajnie poukładane. A  aranżacje, a sekcja rytmiczna, ge-nial-ne !!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cała płyta jest świetna, przemyślana i dopracowana we wszelkich detalach, ale gdybym miała wybrać jeden najulubieńszy utwór, byłby to „Forget”.  Mniemam, że sama autorka ma do niego też szczególny sentyment, jako że umieściła go aż w dwóch wersjach, studyjnej i koncertowej. To tylko formalność, gdy dodam, że album ten wygrał nagrodę iTunes w 2012 roku.

Mirabelka

Znalezione obrazy dla zapytania lianne la havas

Bliss- czyli błogość

Bliss– to międzynarodowy skład muzyczny z siedzibą w Danii. Tworzy razem od 2001roku i nagrał 9 płyt długogrających, w gatunku określanym jako ambient. Mnie urzekło przebogate instrumentarium, dające mnóstwo przestrzeni i relaksu. Kojący rytm wprawia mnie w stan odprężenia, w którym mogę bezpiecznie zamknąć oczy i wspólnie ze słońcem tworzyć barwne plamy. Klimaty i odczucia podobne jak przy słuchaniu Enyi, Sade, Gotan Project, czy Anny Marii Jopek. Do zasłuchania się, snucia marzeń i planów.
Mirabelka

The Tindersticks



Natknęłam się na nich dopiero wczoraj, aż dziw, bo są obecni na scenie muzycznej od prawie ćwierćwiecza.
The Tindersticks powstali w 1991 roku w Nottinghan i doliczyłam się ich 11 płyt długogrających. Przyznaję, że ta propozycja jest dla mnie sporym zaskoczeniem. To przedziwna mieszanka klasycznego rockowego brzmienia z balladowym powiewem męskiej empatii. Zderzenie rockowych klimatów i charakterystycznego sposobu podawania tekstu przez Stuarta Staplesa z orkiestrą symfoniczną, otwiera nowe przestrzenie i możliwości. Słuchając tej, jeszcze raz podkreślę, bardzo męskiej muzyki, czuję się jakbym siedziała na rozgrzanym blaszanym dachu polewana co jakiś czas zimną wodą… Baaardzo zmysłowe.
Timbr głosu, pełen siły i empatii w męskim wydaniu, skojarzył mi się z wokalem Siverta Hohema z Madrugady/innego niedawno rozpoznanego zespołu z gatunku tzw. indie rocka, czyli rocka niezależnego, nie pochodzenia indyjskiego, jak kiedyś myślałam…/ Wszczęłam dochodzenie,  wiedziona intrygą: kto był pierwszy The Tindersticks, czy Madrugada? Po przeanalizowaniu dostępnych materiałów, wyszło mi, że:… Panie i Panowie, Ladies and Gentleman, Dammen und Herren, diewoczki i malcziki, the first was… Krzesani Z Kija, and the second… tu  Was zaskoczę: Wczesny Poranek... Co prawda oba zespoły powstały mniej więcej w tym samym czasie, na początku lat 90-ch, ale pierwsi zaprezentowali swą twórczość na płytach panowie z The Tindersticks, w 1993 roku. /ntb GENIALNY TEN ICH FIRST ALBUM. CAŁY!!!!!!!!!!!! ze szczególnym naciskiem na „Patchwork”!!!!!!!!!  Porywające połączenie smyczków i gitar. Hipnotyczny, zadziorny wokal/.  Gdy Madrugada wydali swój pierwszy longplay, TT startował już z czwartym, z tą tancerką, która zrzuciła  czerwoną suknię i stanęła całkiem naga na okładce/Simple Pleasure/.
Mirabelka

Weird Owl- Dziwaczna ta Sowa


Weird Owl”– to mieszanka soczystego rocka ze skłonnościami do psychodelii, wprost zza Oceanu /New York New York do 2004 roku/.  Znawcy tematu dopatrują się w poczynaniach „Weird Owl” podobieństw do Steppenwolf, czy Hawkwind i trudno odmówić im racji. Słyszalne są ponadto wpływy klasyków takich jak Black Sabbath. Ja osobiście zauważyłam powinowactwa do eksperymentalnego wątku the Beatles / „White Hidden Fire” -trzeci utwór na tej debiutanckiej płycie sprzed 8 lat, przypomina mi w konstrukcji i klimacie „Come Together”/.

Jakkolwiek, słucha mi się tej propozycji z przyjemnością i zaciekawieniem, a to dobry wstęp do  dalszej znajomości, ain’t You?

Mirabelka