Bobby Keys- nadworny saksofonista Rolling Stones

Tegoroczny grudzień wyjątkowo obfituje w odejścia w zaświaty twórców. 2 grudnia zmarł w swoim domu w Tennessee Bobby Keys- saksofonista. Urodził się tego samego dnia, co Keith Richards: 18. grudnia 1943 roku i razem spędzili na scenie ponad 40 lat! Występował z gigantami sceny rockowej: Claptonem, Lennonem, Harrisonem, Nashem, Presleyem, Cockerem i wieloma innymi. Ale najbardziej wrył się w pamięć jako nadworny saksofonista The Rolling Stones; jest obecny chyba na 12 ich albumach i zjeździł z nimi cały świat! /z przerwami, m.in za karę po wypiciu pół wanny szampana, po kąpieli pewnej piękności…/

Zmarł na marskość wątroby.

Mirabelka

Stanisław Barańczak- Prawdziwy Poeta

Dzisiaj rano dotarła do mnie smutna wiadomość. W nocy, w swoim domu na przedmieściach Bostonu zmarł Stanisław Barańczak, nasz wspaniały poeta i niepowtarzalny tłumacz poezji anglojęzycznej, m.in. Szekspira, Boba Dylana, Lewisa Carrola, Johna Keatsa, Whitmana, Hopkinsa, Emily Dickinson, Thomasa Hardy’ego, Josifa Brodskiego /też „na wygnaniu”/ i wielu innych. Miał 68 lat. Poniżej, w skrócie przez życie i twórczość… choć muszę przyznać, że wygląda to dosyć bezczelnie z mojej strony… Sorry, miałam dobre intencje…

  • Już w czasie studiów na filologii polskiej UAM w Poznaniu był kierownikiem artystycznym Teatru Ósmego Dnia.
  • Debiutował tomem poezji „Korekta twarzy” w 1968 roku.
  • Uważany jest za współtwórcę Nowej Fali.
  • Współtworzył miesięcznik „Nurt”.
  • W 1975 podpisał „List 59”.
  • Za członkostwo w Komitecie Obrony Robotników /KOR/ dotkliwie represjonowany: skazany na więzienie w zawieszeniu, usunięcie z uczelni i zakaz publikacji.
  • W latach 80-ych był aktywistą wielkopolskiej Solidarności
  • W 1981 roku wyjechał do USA z wykładami o literaturze polskiej i już tam został
  • Na wydziale slawistyki uniwersytetu Harvard wykładał literaturę polską
  • Pracował w zespole „Zeszytów Literackich
  • Przez 5 lat był redaktorem naczelnym nowojorskiego „The Polish Rewiev”
  • Na przestrzeni ostatnich lat walczył z Parkinsonem

Dla mnie Mister Barańczak zawsze był i jest Kimś Wyjątkowym. Według mnie jest On uosobieniem prawdziwego poety. Pamiętam, jak w czasie stanu wojennego, jego wiersze docierały do mnie z ogromną siłą, pomimo niewyraźnych odbitek na powielaczu.

Dzisiaj chciałabym przypomnieć kilka pierwszych z brzegu wierszy Mister Barańczaka. Chcę przez to powiedzieć, że napisał całe mnóstwo mocnych wierszy, po które można sięgać w dowolnej kolejności…

Mirabelka

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

xxx

Mieszkać kątem u siebie (cztery kąty a
szpieg piąty, sufit, z góry przejrzy moje
sny), we własnych czterech
cienkich ścianach (każda z nich pusta,
a podłoga szósta oddolnie napiętnuje
każdy mój krok), na własnych śmieciach,
do własnej śmierci (masz jamę w betonie,
więc pomyśl o siódmym,
o zgonie,
ósmy cudzie świata, człowieku)

xxx

 Spójrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne

oczy potrąconego przypadkowo
przechodnia z podniesionym kołnierzem; w stężałe
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
dalekobieżnych pociągów; w krótkowzroczne
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit;
w oczy pośpiesznie obmywane rankiem
z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane
za dnia z łez nieposłusznych, pośpiesznie
zakrywane monetami, bo śmierć także jest
nieposłuszna, zbyt śpiesznie gna w ślepy zaułek
oczodołów; więc dajmy z siebie wszystko
na własność tym spojrzeniom, stańmy na wysokości
oczu, jak napis kredą na murze, odważmy się  spojrzeć
prawdzie w te szare oczy, których z nas nie spuszcza,
które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
a choćby się pod nami nigdy nie ugięły
nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić

Stanisław Barańczak

Joe Cocker- wydzieracz serc

Zmarł Joe Cocker, 22. grudnia, w ten zimowy czas, gdy wszyscy zabiegani przygotowaniami do świąt. Dla mnie pozostanie na zawsze niezapomnianym interpretatorem „With a Little Help From My Friends” Beatlesów. Z nużąco rytmicznego ugładzonego oryginału, Cocker wydobywa wszystkie cienie i chropowatości. Muszę przyznać, że jego wersja wciąż jest mi bliższa od tej oryginalnej… Ta najbardziej znana, pochodzi oczywiście z Woodstock w 1969 roku. Ale dzisiaj chcę przypomnieć inną, skromniejszą, bez barwnej poetyki dzieci- kwiatów, nagraną rok wcześniej:

Urodził się 22 maja 1944 roku w Wielkiej Brytanii. Na scenie instalował się od 15 roku życia. W początkach swej kariery w rodzinnym Sheffield prowadził podwójne życie. Z dziennego montera instalacji gazowych, przeistaczał się co wieczór w Szalonego Joe, rozrywającego ludzkie serca, swym nieprawdopodobnym  głosem. Jego głos był naprawdę wyjątkowy i niepowtarzalny. Jak tłuczone szkło w bitej śmietanie suto skrapianej alkoholem…

„Narkotyki były wszędzie i ja się na nie rzucałem. Kiedy już się trafi na tę równię pochyłą, trudno jest powstrzymać upadek. Zajęło mi to całe lata” – powiedział w jednym z wywiadów.

Lata 70-te to ciemny okres pogrążania się w uzależnieniu,  które udało mu się jakoś opanować. Niezaprzeczalny udział w tym procesie zdrowienia miała żona Pam, z pochodzenia Polka. Wrócił do występów,  tworzenia i nagrywania płyt /ma na swym koncie 22!/. W Polsce koncertował 9 razy.

Zmarł na swym ranczu, gdzie mieszkał z żoną, po długiej chorobie nowotworowej płuc. Trudno jest wartościować śmierć, która jest „lepsza”, a która „gorsza”? Nie uzurpuję sobie również prawa do oceny ale jakże widoczne są konsekwencje szalonego, nieodpowiedzialnego życia Cockera z tej nieodwracalnej perspektywy. Zawsze przy takiej okazji, pojawia się pytanie: czy artyście „można więcej”? Więcej pić, ćpać, zdradzać, popełniać błędów? Są przecież tacy wrażliwi, utalentowani, narażeni na tyle stresów… muszą odreagować… Czy Ty jesteś w stanie im więcej wybaczyć, niż „zwykłym śmiertelnikom?” Bo ja nie. Zbyt wiele dzieciaków poszło w ślady swoich idoli i wącha kwiatki od spodu.

Mirabelka

Let’s the music play!

Nneka

Nneka /1981/ – to nigeryjska wokalistka i poetka. Mając 19 lat przeniosła się do Hamburga, by studiować antropologię. Tu rozpoczęła współpracę z hiphopowym twórcą DJ Farhotem. Nagrała dotąd 5 longplayów. Tryska niesamowitą energią podczas występów na żywo. W Polsce koncertowała kilkakrotnie, niestety ja wtedy jeszcze nie wiedziałam o Jej istnieniu… Gdy natknęłam się wczoraj na jej śpiewanie, ożywiłam się i zaczęłam się wsłuchiwać. Tak, tego szukałam od dawna! Takiego rejestru głosu, momentami jak trzepotanie skrzydeł motyla. Takiej właśnie interpretacji korzennego reggae, owianego tumanami szafranu, kurkumy i goździków, rozsypanego nutami po gorącym piasku, gdy ja siedzę w cieniu hibiskusa i całą sobą chłonę…

Poniżej linka do wywiadu z artystką, przy okazji pierwszej wizyty w Polsce, w 2009r.

Mirabelka

http://muzyka.onet.pl/wywiady/kazdy-z-nas-ma-swoja-misje-do-spelnienia/8fszx

 

 

Selah Sue

Selah Sue- to 25-letnia piosenkarka, tekściarka i kompozytorka z Belgii. Obraca się w klimatach soulu, reggae i szeroko pojętej ballady. Śpiewa w skupieniu, świetnie punktując słowa.  Szczególnie jestem pod wrażeniem jej sposobu podawania tekstu nawiązującego do najlepszych wzorców ścieżki reggae. Posłuchajcie tej dziewczyny z burzą blond włosów. Ona ma coś ważnego do przekazania! Nie tylko tym, którzy zmagają się z depresją.

Mirabelka

<

Robotobibok

Robotobibok– to nie istniejący już polski zespół z pogranicza różnych odmian jazzu /off, trip/, muzyki elektronicznej, drum’n’bass i jungle. Zaczynali w pięciu, by skończyć jako kwartet, ze szkodą dla wibrafonu oraz zamieniając kontrabas na gitarę basową.  Pochodzą z Wrocławia, a działali między 1998 a 2008 rokiem, efektem czego jest 5 płyt. Może zaciekawią Was snute improwizacją barwne opowieści o tym jak to drzewiej bywało? Na pierwszy plan często wydobywa się trąbka- tutaj moja ulubiona, jak rozkrzyczana sroka. Czasem potrzebuję takiej dowolności w tym uporządkowanym świecie.

Mirabelka

 

Ścianka – wciąż do wspinania

W listopadzie mija 20 lat, od kiedy w Sopocie, z inicjatywy Macieja Cieślaka powstała Ścianka. Zespół ten reprezentuje rock spod znaku alternatywy; nagrał dotąd 5 płyt długogrających. W swych poszukiwaniach muzycznych Ścianka czerpie z różnych klimatów, które mogą się wydawać skrajne, jak np. Sława Przybylska i Joy Division, Lou Reed i Deep Purple. Jednak dla mnie to po prostu jedna, dobra muzyka, ponad podziałami i etykietami.

Ostatnimi czasy Ścianka angażuje się w projekt tworzenia ścieżki dźwiękowej do e-booków z książkami Stanisława Lema.

Mirabelka

Bjork – Kocica, Która Chciałaby Latać Jak Barwny Ptak

Bjork jest islandzką piosenkarką, tekściarką, kompozytorką, producentką i aktorką /”Tańcząc w ciemnościach”/. W listopadzie skończyła 49 lat.

Te niesamowite zdjęcia są autorstwa Lorenco Agins. Więcej na stronie: http://www.bjork.fr/bjork-attenborough-captures-2013

Gdy dziś słucham i oglądam to, co powstało z udziałem Bjork… dochodzę do wniosku, że  jest Ona dla mnie chyba najbardziej niezwykłą istotą muzyczną. Właśnie tak: Istotą muzyczną. Zachwyca mnie po tylu latach wciąż na nowo. Inspiruje. Pobudza do aktywności. Wybieram ruch, zamiast stojącej wody.  Za sprawą jej muzyki otwieram swoje serce. Bjork wnosi w moje życie nadzieję, że wszystko jest możliwe. Ona też pewnego dnia postanowiła, że stanie się muzyką. Jest niezwykle płodną artystką. Doliczyłam się aż 36 płyt długogrających, w tym 6 z zespołem Sugarcubes!!! Przyznacie, że to imponujący dorobek.  Ja mówię  o uczuciach, jakie wzbudza we mnie twórczość Bjork, natomiast solidną biografię polecam przeczytać tutaj: http://www.filmweb.pl/person/Bj%C3%B6rk-10065#

Mirabelka

z the Sugarcubes

 - next picture

John Cale- Wielki Inspirator

Dzisiaj zgłębiam życie i twórczość Johna Cale’a- rdzennego Walijczyka. Ale najpierw odpowiedzcie szczerze: czy gdyby nie było informacji, zgadlibyście jaki to utwór wziął na swoje kopyto Mr Cale?

Zatem zgłębiam życie i twórczość Johna Cale’a- buntownika z powodami. Przeżywam totalne zaskoczenie, gdy odkrywam kolejne talenty tego legendarnego barda z welwetowego podziemia. On wciąż JEST i od 72 lat można z niego czerpać łyżkami! Doliczyłam się 35 płyt! John Cale- to człowiek renesansu: kompozytor, tekściarz, interpretator, performer, wyśpiewywacz, czasem wyjec i krzykacz. Producent  płyt Patti Smith, Sham 69, Siouxie and the Banshees, the Jesus Lizard, Nico. Gruntownie wykształcony muzycznie, opanował grę na licznych instrumentach, m.in. gitarach, syntezatorze, pianie, klawesynie, altówce. Nie znający granic, z rozmachem podążający za głosem swego serca poprzez przestrzenie muzyczne  podzielone na awangardę, punk rock,  ambient czy muzykę poważną. Inspirator.  Nosiciel Orderu Imperium Brytyjskiego. Laureat tegorocznej edycji festiwalu producentów muzycznych Soundedit w Łodzi, jako „Człowiek ze złotym uchem”. Więcej informacji znajdziecie tutaj: http://soundedit.pl/2014/?p=493

Taką fajną składankę bez prądu,  możecie słuchać przy żywej świeczce.

Mirabelka

Across The Univerce

Across The Univerce– to amerykański film musicalowy z 2007 roku, oparty na najmocniejszych utworach Beatlesów, nominowany do Oscara. Moje osobiste uwarunkowania i kultowe wręcz przywiązanie do oryginalnych wersji The Beatles, powodowały niechęć do innych wykonów. Aż do tej pory. Gdy zobaczyłam w ramach projektu ATU: „Strawberry Fields forever”, „Happiness is a cold gun” i „With a little help from my friends”… to zwyczajnie wymiękłam i oszalałam! Odżywa wiara, że mogę zmienić świat… Ba, ja zmieniam świat, śpiewam i tańczę razem z trupą musicalową, przeżywając jeszcze raz te wszystkie szalone chwile i nie mam dosyć, nie mam dosyć, nie mam dosyć!!!
Mirabelka

Thievery Corporation

thieverycorp_bio_04.png

„Złodziejską Korporację”  tworzą dwaj didżeje z Waszyngtonu: Rob Garza i Eric Hilton. Czasem zapraszają do współpracy kobiece głosy, m. in.  Pamelę Bricker, Loulou,  czy Emilianę Torrini.  W swych poszukiwaniach przemieszczają się ze swobodą odkrywcy po przeróżnych obszarach, w obrębie szeroko pojętej muzyki elektronicznej. Lubią zaglądać do acid jazzu,   ocierać się o  downtempo i dub, bawić brazylijską bossanovą i rdzennym reggae. Ten przedziwny twór muzyczny żyje od 19 lat, osiągnął  więc zasłużoną dorosłość. Ja jestem nowicjuszką w tej korporacji. Wczoraj bardzo mi się spodobała ich płyta „Radio Retalation”, a dziś odsłuchuję „The Richest man in Babylon”. Już się cieszę na kolejne, a trochę tego jest, bo naliczyłam około 20 longplayów!

Mirabelka

Więcej profesjonalnych informacji znajdziecie  tutaj:

http://thieverycorporation.com/

Thievery-Corporation_Bio_06.jpg20.jpg