Morphine – w objęciach Morfeusza

Morfina powstała w 1990 roku w Cambridge, jako trio: Mark Sandman – autor piosenek, gitara basowa ograniczona do dwóch strun; Dana Colley – saksofony barytonowy, tenorowy, basowy; Jerome Dupree – perkusja /do 1992r, potem zastąpił go Billy Conway/. Co charakterystyczne, w miejscu gitarowych riffów, jak w każdym szanującym się rock bandzie, popisuje się „wydziwiacz” – sax. Mister Colley grał czasem na dwóch naraz, taki był zachłanny! Sami muzycy lubili nazywać swą muzę jako „low rock”, czyli nizinny rock…

Ważne: nazwę Morfina zaczerpnęła od Morfeusza – w mitologii greckiej boga snu i uosobienia marzeń sennych,  a nie jakby się mogło wydawać od narkotyku.

Ten zuchwały pochód przez rock, blues i jazz, przerwał zawał serca Marka podczas koncertu, z którego już nie powrócił. Lubię taką bezczelność w sztuce, poprzez tworzenie swoich opowieści, w nawiązaniu do twórczości innych. Ja słyszę w Morfinie wpływy Franka Zappy, The Doors,  Lou Reeda, może kogoś jeszcze, lecz nie jest to zarzut, a zaleta. Obłędna Muzyka!  Całe życie szukałam tych paru dźwięków, jakie usłyszałam na ich pierwszej płycie z 1992 „Good”!!! GE- NIAL -NE!

Mirabelka

http://fox-actors.blogspot.com/2012/09/musical-morphine-strange-facts.html

 

Morphinefoto: Danny Clinch

Patti Smith – Easter /21 dni/

Dzisiaj wzięłam się za trzeci w kolejności longplay, nagrany przez Patti Smith w 1978 roku, ze sztandarowym hiciorem: „Because the night”, który podarował jej Bruce Springsteen, gdyż jemu nie pasował do płyty „Darkness on the Edge of Town”. Utwór dotarł na 13 miejsce listy singli w USA, a przez wielu krytyków został zaliczony do the best w 1978 roku. Tak, tak, Patti jest przede wszystkim poetką, która idealnie trafiła na deskę startową. Posłuchała paru życzliwych ludzi /m.in brodatego beatnika Ginsberga/ i uatrakcyjniła swój twórczy przekaz poprzez szalenie wdzięczne narzędzie, jakim jest rock’ n roll.

Odkryciem dla mnie jest bluesowy „Privilege/ set me free” [Przywilej/uwolnij mnie], będący rozmową z Bogiem. Zaryzykuję twierdzenie, że przynajmniej raz w życiu każdy z nas odbywa taką rozmowę?

Mirabelka

„I see it all before me:

the days of love and torment;

the nights of rock-and-roll.

I see it all before me.

Sometimes my spirit’s empty;

don’t have the will to go on.

I wish someone would send me

energy.

 

Give me something.

Give me something to give.

Oh, God, give me something:

a reason to live.

My body is aching.

Don’t want sympathy.

Come on. Come and love me.

Come on. Set me free.

Set me free.

 

The Lord is my shepherd. I shall not want.

He maketh me to lie down in green pastures.

He leadeth me beside the still waters.

He restoreth my soul.

He leadeth me through the path of righteousness for His name’s sake.

Yea, though I walk through the valley of the shadow of death,

I will fear no evil, for Thou art with me.

 

Hey, Lord, I’m waitin’ for you.

Oh, God, I’m waitin’ for you;

waitin’ to open Your ninety-eight wounds

and be Thee, be Thee.

Lead me, oh, lead me.

 

Leave me something.

Leave me something to live.

Oh, God, give me something:

a reason to live.

I don’t want no handout;

no, not sympathy.

Come on. Come and love me.

Come on. Set me free.

Set me free.

Come on. Set me free

Set me free . . .

 

Oh, I’m so young, so goddamn young.

Oh, I’m so young, so goddamn young.

Oh, I’m so young, so goddamn.

Set me free.

 

In the presence of my enemies,

Thou anointest my head with oil.

My cup runneth over.

Surely, goodness and mercy shall follow me

all the days of my life.

And I shall dwell in the house of the Lord forever.

 

Ah, damn, goddamn, goddamn, goddamn.

Here I am.”

Patti Smith, Privilege

 

 

http://www.allmusic.com/artist/patti-smith-mn0000747445

Patti Smith – Radio Ethiopia /23dni/

Drugi album „Radio Ethiopia” Patti Smith Group nagrała w Record Plant Studios /Nowy Jork/ w 1976 roku. Moje najwięcej ulubione utwory na tej płycie, to tytułowy „Radio Ethiopia”, startujący gdzieś ok. 29,30min oraz tuż za nim „Abyssynia”. Radio E. został napisany w hołdzie mężowi Fredowi „Sonic” Smith /zbieżność nazwisk/, który był gitarzystą legendarnego zespołu z lat 60-ych MC5. Na marginesie: „Sonith Youth” zaczerpnął nazwę właśnie od niego. Fred zmarł nagle z powodu niewydolności krążenia w 1994r.

Tytuły utworów:

  1. „Ask the Angels” (Patti Smith, Ivan Kral) – 3:07
  2. „Ain’t It Strange” (Smith, Kral) – 6:35
  3. „Poppies” (Smith, Richard Sohl) – 7:05
  4. „Pissing in a River” (Smith, Kral) – 4:41
  5. „Pumping” (Smith, Kral, Jay Dee Daugherty) – 3:20
  6. „Distant Fingers” (Smith, Allen Lanier) – 4:17
  7. „Radio Ethiopia” (Smith, Lenny Kaye) – 10:00
  8. „Abyssinia” (Smith, Kaye, Sohl) – 2:10
  9. „Chiklets” (Smith, Kral) – 6:23 (bonus na reedycji w wersji CD)
  • Utwory „Radio Ethiopia” i „Abyssinia” zostały nagrane na żywo 9 sierpnia 1976.

Mirabelka

Patti Smith – odliczam dni do koncertu /25dni/

Piszę w nawiązaniu do posta z listopada 2013r, do którego rzucam linkę, bo nie chcę się powtarzać:
http://no-comments.pl/uncategorized/patti-smiths-buntowniczka-z-powodami-2/
Odliczam dni do koncertu Patti Smith 17. sierpnia, w Parku Sowińskiego w stolicy, na który już mam bilet w garści!!! Postanowiłam do tego czasu przypomnieć sobie wszystko, co nagrała Moja Ulubiona Poetka Rocka.
Zaczynamy od hipnotycznej wersji hitu wszechczasów Nirwany. Potem będą schody i kręte korytarze. Nie zawsze oświetlone. Ktoś o słabszych nerwach nie przeżyje, więc rozważcie dobrze, czy chcecie tu wchodzić…
Mirabelka

A teraz pierwsza płyta: „Horses”, którą nagrała mając 29lat.

The Black Heart Procession


Pochodzą z San Diego w Kalifornii, a tworzą razem od 1997roku. The Black Heart Procession założyli Pall Jenkins i Tobias Nathaniel; co ważne, udzielający się również w innym świetnym zespole „Three Mile Pilots!!! /o którym wkrótce/. To zespół, którego muzyka wykracza poza ramy gatunku z szufladki indie gothic lub mroczny indie rock. Mocną jego stroną jest rozbudowane instrumentarium, a ciekawostką umiejętność gry na pile Pana Jenkinsa.

Mirabelka

p.s. na składance są przemieszane różne zespoły, ale w tym zestawieniu brzmi to wszystko super!!!

The Walkabouts

Zespół The Walkabouts powstał w Seeatle w 1984 roku i tworzy do dzisiaj!  Przez te 30 lat przewinęło się przez skład wielu artystów, ale trzon stanowią niezmiennie Carla Torgerson i Chris Eckman. Czerpią inspiracje  z muzyki ludowej i contry. Mnie są bliskie wyraźne wpływy Leonarda Cohena i Neila Younga. Urzeka mnie aksamitny zmysłowy timbr wokalu Carli oraz wysmakowane, dopracowane aranżacje. Szczególnie spodobała mi się płyta: „The train leaves at 8”, ale przesłuchałam zaledwie trzy płyty z kilkunastu, więc dużo jeszcze przede mną. Niech Was nie zmylą ułożone melodyjne brzmienia, trącące ckliwymi pobrzmiewieniami z westernów, gdyż są one tylko jedną z odsłon „Drepczących”. Gdy słucham ich dłużej, przekonuje mnie ich różnorodność i podwójna wokalistyka, wnosząca zaskakujące zmiany w odbiorze. To z pewnością zespół, który chce mi się poznawać i odkrywać.

Za dużo gadam. Miało być no comments!

Mirabelka

 

 

Mariola Platte

Zapomniałam na moim stosiku umieścić ważnej dla mnie książki  będącej wyborem wierszy Pani Marioli Platte, którą miałam możliwość poznać osobiście tego lata. Antologia pt. „Dotyk – Menu miłości” jest ładnie oprawiona plastycznie, a zawiera wybór wierszy z lat 1984 – 2008, kipiących wszystkimi zmysłami w kobiecym wydaniu. Wśród nich króciutkie perełki, jak i dłuższe formy.

Swoją drogą „zapomniałam” chyba podświadomie, aby poświęcić tej książce osobny wpis?

Zdjęcie1185

Dedykacja od Pani Marioli: ” … z życzeniami odnalezienia wśród moich wierszy tego, który będzie mogła uznać za swój”.

Wśród moich ulubionych znalazł się tytułowy „Menu miłości”.

Mirabelka

xxx

Niezły lokal

Garcon

Proszę wszystko po kolei

Wszystko

Co w karcie

Podajże wreszcie menu

 

Szampana!

Picollo

Dwa w jednym

Uczta pierwsza i ostatnia zarazem

Garcon

Daj to menu

I to gazem

Możesz mi wreszcie tą kartę dać

Ruszaj się k…. ..ć

Że jak

Tu nikt dotychczas nie rzucał mięsem

No to ja jestem pierwsza

Mam widać szczęście

Rzucam się

Bo jestem pierwszym kęsem

I ostatnim łykiem

Kroplą miodu na serce

Kardamonem

Czarną fasolą

I solą

I tym życiem

Co uchodzi

W bąbelkach szampana

Tak proszę pana

Zwracam menu

Znam je na pamięć

Już nie jest potrzebne mi

 

A jak zbrzydnie każdy smak

I zostanie już tylko

Walka

Na żarcie

Jeszcze raz

Jak leci

Z dołu na sam szczyt

Wszystko co w karcie

Że co

Jeszcze tu tak nie zamawiał nikt

Podaj wreszcie to menu

C’est la vie

Skoro jestem pierwsza

To znaczy ja

Mam tu dziś swoje

Entree

Nie jest źle

Mogło być dużo gorzej

Prosto z jarego zboża

W owoce morza

 

Wszystko

Co nie wybiło zębów gościom

Co damom w gardle nie stanęło kością

Każdą resztkę zupy – byleby w niej nie pływał włos

Garcon

Zapakuj mi na wynos

Pójdę daleko

Już jutro wyruszę

W drodze mi się przyda

Każdy okruszek

Przysmak z Krety

Wędzona oliwka

Kataloński hamon

Kalifornijska śliwka

I poznam w drodze wszystkie nie poznane smaki

Garcon,

Zabieraj to menu i nie rób draki

Już zwalniam stolik

A lokal tutaj

Jakiś taki

Bywałam w lepszych

Będę w gorszych

 

Że co

Że przyszłam z tamtym panem

No cóż

Ten pan zostanie

Jako napiwek za rozbite szkło

I plamy na obrusie

On nawet nie dotarł jeszcze nawet do połowy

Menu

I tak jakoś przestał

Smakować mi

Voila

Tak

Płacę

Zawsze ja

Mariola Platte, 13. stycznia 2008

 

 

Mój wakacyjny stosik

Zdjęcie1182

Zaczytałam się w te wakacje bezgranicznie, zamaszyście, tęsknie i trenersko. Wpadłam w ciąg czytania, jak za starych, dobrych czasów. Uwielbiam to!!!

Każda książka jest inna a czytam je po kilka naraz, równolegle. Taki swoisty rzut zachłanności na twórczość innych.

Najpierw „Moja walka”- to jakby rozmowa z kumplem dawno nie widzianym, a lubianym. Wspólnota przeżyć, doświadczeń życiowych, muzycznych, podobna wrażliwość.

Potem mała niepozorna książeczka jednej z moich przewodniczek muzycznych Patti Smith, z gatunku prozy poetyckiej: „Obłokobujanie”. Takie wprowadzenie przed koncertem, na który się wybieram 17. sierpnia do Parku Sowińskiego w Warszawie.

Wreszcie biografia jednej z moich ukochanych poetek – Haliny Poświatowskiej : „Uparte serce”, napisana z godnym podziwu przekonaniem przez młodziutką przecież /ur. 1987/ Kalinę Błażejowską.

No i Murakami ze swoim odjechanym, pełnym natręctw i powtórzeń 1Q84.

Pozostałe książki są z pogranicza zawodowego. Dotyczą rozwoju osobistego i umacniania się w roli trenera. Hawk!

Mirabelka

Dungen – psychodelia ze Szwecji

Dungen – to kwartet rockowy, tworzący od 1999roku, głównie w Sztokholmie. Jego lokomotywą jest wokalista Gustav Ejstes, który komponuje, pisze teksty i gra na kilku instrumentach.

Taka psychodeliczna ciekawostka ze Szwecji, na marginesie książki K. O. Knausgarda „Moja walka”, którą niedawno przeczytałam.

Mirabelka

 

16 Horsepower

Dzisiejsze poszukiwania zaprowadziły mnie do zakurzonych zachodnio – środkowych amerykańskich miasteczek,  gdzie  16 Horsepower działali przez 13 lat. Począwszy od 1992 do 2005 roku ich trzon stanowiło trio, w składzie:  David E. Edwards, Jean- Ives Tola i Pascal Humbert.  Nagrali siedem płyt, po czym rozpadli się ze względu na różnice duchowe i polityczne. Pozostały po nich zgrzebne, przepalone słońcem i znojem życia z trudną przyrodą i religią, bezpretensjonalne teledyski, oraz naprawdę kawał dobrej muzyki zagranej i zaśpiewanej bez wdzięczenia się do kamery, jak w przypadku Tori Amos, the Smiths, czy White Stripes. Świetnie przebija się na pierwszy plan banjo, które podejmuje dialog z „pijanymi” riffami gitarowymi oraz indiańskim zaśpiewem dojrzałego mężczyzny – przewodnika. Może właśnie to instrumentarium, zaważyło o zakwalifikowaniu ich do gatunku alternatywnego country. Jakiej etykietki by im nie przyklejać, brzmienie jest iście zarąbiste!!! Jakby kilku malarzy wycierało pędzle w to samo płótno.

Takie  przemyślenia towarzyszą mi przy czytaniu I tomu powieści Karla Ove Knausgarda „Moja walka”.  Lektury inspirującej również pod względem muzycznym. Karl Ove słuchał tego zespołu jadąc z bratem dokonać czynności związanych z pogrzebem ojca.

Mirabelka
link do oficjalnej stronki:
http://www.16horsepower.com/ 

 

Laurie Anderson

Dzisiaj pragnę przypomnieć Wam i sobie Laurie Anderson- charyzmatyczną pieśniarkę, artystkę eksperymentalną, pisarkę, plastyczkę, magister sztuki w rzeźbie i performerkę, a także towarzyszkę życia Lou Reeda. Ma 67 lat i wciąż wiele szalonych pomysłów. Jest buddystką. Lubi tworzyć solową intymność, lecz nie stroni od współpracy z innymi artystami /m.in. z Peterem Gabrielem, J.M. Jarrem, Brianem Eno/.

Historia Laurie i Lou przypomina mi historię innej słynnej pary związanej miłością i wspólnym tworzeniem: Johna i Yoko. Tam też kobieta pierwsza stała się wdową.

Popatrzcie na ten przepiękny teledysk i nie brońcie się, gdy porwie Was do tańca!
Mirabelka

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,10132467,Patti_Smith_kontra_Laurie_Anderson.html

The White Stripes – Białe Paski

Zespół działał w Detroid od 1997 z przerwami do 2011roku, nagrywając w tym czasie 7 płyt. Tworzyły go tylko dwie osoby: Jack White i Meg White, będący małżeństwem. O ile gitarzysta Jack, z niezłym skutkiem daje upust swym umiejętnościom wyszarpywania strunami gitary głębokich emocji, o tyle Meg prezentuje się za perkusją jakoś blado i bardziej dla towarzystwa. Czasem sprawia wrażenie, jakby ktoś ją zmusił do robienia tła mężowi. Może nie chciała go samego puszczać w trasy… Gdy Jack dwoi się i troi, by wyśpiewać z trzewi wszystko co niemożliwe, Meg wystukuje ten sam rytm ze zblazowaną, lekko znudzoną miną… Sorry, tak to widzę na dostępnych teledyskach.

Wiele w tej muzyce zapożyczeń od starych bluesmanów a także Led Zeppelin; wręcz zerżnięte całe fragmenty /m.in z „Dazed and Confused”/. Pomimo to, the White Stripes stworzyli parę „swoich”, charakterystycznych kawałków, mocno osadzonych w kulturze rockowej. To, co wnieśli do muzyki, to szalenie ekspresyjny, paniczny sposób śpiewania, tak jak w sztandarowym utworze „Jolene”.
Mirabelka