Andrzej Garczarek – niezapomniany bard

Od wczoraj króluje we mnie podniosły nastrój, pełen krwistych wyrazistych uczuć, ciągnących się od wkur…. i buntu… przez współczucie… po tęsknotę, refleksję, melancholię… powodujących ów stan wewnętrznego rozpulchnienia. Jest on niezbędny do przyjmowania i dawania, czyli wymiany. Są to przedmurza tworzenia.
Od wczoraj przypominam sobie wspaniałych polskich bardów lat 80-ch. Ożywają wspomnienia, poruszone z pewnością pogrzebem Generała… W końcu śmierć nas wszystkich połączy…
Andrzej Garczarek /ur.1947/ zajmuje w moim świecie szczególne miejsce. Wychowywałam się na jego poezji, jak to się wtedy mówiło śpiewanej. Wychował mnie też Piotr Kaczkowski i jego natchnione audycje muzyczne zmieszane z melorecytacją, a także Maciek Zembaty ze swoim niesamowitym magazynem literacko – muzycznym „Zgryz”. Właśnie tam po raz pierwszy usłyszałam Garczarka i pamiętam, jak długo byłam w szoku. Poraził mnie sposób jego śpiewania i teksty, zawsze będące „o czymś”. Dla mnie są one gotowymi scenariuszami filmowymi.
Panie Andrzeju, piszę to w hołdzie dla Pana. Jestem. Pamiętam. Ocalałam. Dzielę się.
P. s. Wyjątkowe podziękowania za: „Literacko – muzyczny kantor wymiany myśli i wrażeń”.
Mirabelka

Jacek Kaczmarski w hołdzie Dylanowi


Tym razem no comments… bo cóż można powiedzieć po tym, co się usłyszało? To tylko słowa, ale tak mistrzowsko zestawione przez Kaczmarskiego, /1957-2004/ że tną mnie w plasterki swym ostrzem…

„I śmiał się, więc zaczęłam płakać
A płacz zamienił mi się w śmiech!”

Nawiedzona wiek XX

Mirabelka

Projekt Volodia

Projekt Volodia – to muzyczne przedsięwzięcie, powstałe z inicjatywy wokalisty – Janusza Kasprowicza, który uznaje się za „dożywotniego wielbiciela twórczości Włodzimierza Wysockiego jak i jego osoby”.

Skrzyknął on muzyków z wrocławskich okolic rocka, jazzu, bluesa i flamenco, by w pełnych brawury, energetycznych aranżacjach wykonywać pieśni Wysockiego – charyzmatycznego barda czasu wojny i pokoju.

Dla mnie, wersja PV : „Rejs Moskwa – Odessa” jest wyjątkowo wciągająca.
poniżej Mistrz:

Mirabelka

Joy Division – Dywizja Mrocznej Radości

Od początku nie wyglądało to zbyt wesoło. Wałęsali się po Manchesterze i dopiero obczajali grę na instrumentach. Była druga połowa lat 70-ch. Ian Curtis był urzędnikiem, z aspiracjami poety, pozostali pracowali w fabryce. Musieli zmienić pierwszą nazwę „Warsaw”, gdyż istniał już zespół o podobnej.  Nową nazwą sprowokowali tych, którzy przypięli im łatkę nazistów. Zaczerpnęli ją bowiem z języka niemieckiego /Freudenabteilung/, określającego wyselekcjonowane grupy więźniarek obozu koncentracyjnego w Auschwitz, zmuszanych do świadczenia usług seksualnych. Zakrawało to na kolejną prowokację i pozę. Nazwa musiała być nośna i natychmiast zapadać w pamięć. Moim zdaniem żadne tam fascynacje nazizmem. Po prostu kreacja artystyczna. Potem były 4 lata wspólnego grania i tworzenia transowych przekazów;  coś jakby relacji z samego wnętrza wrażliwego, uzdolnionego człowieka, dotkniętego neurologicznym schorzeniem. Na pewne rzeczy Ian nie miał wpływu. Ale to, co po sobie pozostawił, nawet dzisiaj mnie szokuje i zawstydza. Odsłaniał swą ciemną stronę duszy przed całym światem, jakby zrywał skórę chroniącą intymność. Chociaż w tamtych czasach ten przekaz trafiał do mnie z wielką siłą, jednak dopiero po przepuszczeniu przez własne filtry bezpieczeństwa.

Już wtedy miałam w sobie rozwiniętą właściwość, że w każdym nawet najgłębszym mroku dostrzegałam tlącą się iskierkę światła, której się chwytałam i rozniecałam siłą woli… Dlatego do dzisiaj nie ma dla  mnie rzeczy niemożliwych. Może mam po prostu dobrze zintegrowany instynkt samozachowawczy.

W moim wolnym tłumaczeniu, nawet ostatnia zwrotka „She lost control” nie brzmi tak depresyjnie i złowieszczo… Ja wydobyłam z niej trochę nadziei. Słyszę to, co chcę usłyszeć, czy też wyłapuję  elementy dobre dla mnie. Chyba dlatego przetrwałam i dotarłam do obecnego miejsca, w niezłej kondycji psychofizycznej… Natomiast nadszarpnięty układ nerwowy Iana nie udźwigał intensywności przeżyć i znoju pracy na scenie. Przepaliły mu się żarówki i śmiertelnie poraził prąd własnego geniuszu. To pewne, że dochodzenie do prawdy o sobie powinno przebiegać pod ścisłą kontrolą… On ją stracił bardzo wcześnie, bo w wieku 24 lat…

„Pewnie, że mogłabym żyć trochę lepiej

ze  wszystkimi swoimi mitami i kłamstewkami…

więc gdy włamał się mrok, ja też się załamałam i ryczałam.

Pewnie, że mogłabym żyć trochę bardziej na widoku.

Kiedy zaprzepaściłam zmianę, pragnienie też przepadło.

/Czemu?/ Straciliśmy kontrolę, gdy dotarliśmy do tego miejsca?”

Ja przekroczyłam kolejne ograniczenia. Mój instynkt samozachowawczy przeprowadził mnie przez trudności, które od pewnego czasu traktuję po prostu jako doświadczenia. Jest mi lepiej, od kiedy zdjęłam z nich ciężar swojej przesadnej uwagi. Zrobiło się lżej i po ludzku znośniej, gdy zobaczyłam, że: „nic nie jest ważne i wszystko jest ważne…”, a „jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana”.

Mirabelka

L.U.C

L.U.C – to artystyczny pseudonim Łukasza Rostowskiego /ur. 1981/, z wykształcenia magistra nauk prawnych, z zamiłowania rapera,  odważnego twórcy spontanicznych rymów, mającego na koncie 7 solowych płyt oraz kilka we współpracy.

Oto co na Jego temat ma do powiedzenia Wiki:

„Za nowatorskie łączenie dziedzin i gatunków otrzymał w 2010 r. Paszport Polityki. Współpracował ze Zbigniewem Namysłowskim, Michałem Urbaniakiem, Rahimem, Fokusem, Leszkiem Możdżerem, Marią Peszek, Urszulą Dudziak, Andrzejem Smolikiem, Motion Trio, a także w ramach promowanej idei „Podaj Dalej” z wieloma młodymi producentami, którym pomagał zadebiutować – Ńemy, Pmx.”


Dziś późnym wieczorem na TVP Kulturze cały koncert L.U.C – a z Motion Trio! Nie usnąć! Nie zapomnieć! Obejrzeć!
Mirabelka

Holy Toy

Wygrzebałam dziś z archiwum pamięci świętą zabawkę ulepioną z polsko – norweskiej przyjaźni Andrzeja Dziubka i Larsa Pedersena. Chłopaki sporo namieszali na początku lat 80-ch, zapisawszy się w historii rocka jako jedna z najbardziej progresywnych grup. Charakterystyczny góralski wokal Dziubka wplatający się w transowe sekwencje klawiszy, podtrzymywany basami i restytuowany dźwiękami wydobywanymi z perkusji, wyjątkowo ożywiały nasze dyskusje na przełomie lat 80/90-ch.

Holy Toy reaktywował swą działalność w 2011roku. Nagrał 7 „longów” i kilka „epek”, ale ja, największym sentymentem otaczam „Warszawę”. Pewnie dlatego, że była pierwsza i w całości wstrzeliła się w mój ówczesny klimat. Co ciekawe, pomimo całej mroczności w poetyckich tekstach i warstwie muzycznej, słuchanie Holy Toy niosło ze sobą nadzieję i optymizm! Taka to jest funkcja terapeutyczna sztuki.

Po tylu latach wracam do tych utworów z przyjemnością, choć jestem przecież w zupełnie innym miejscu.

Mirabelka

Poniżej ciekawe wrażenia z odbioru twórczości HT oraz linki do większych informacji:

http://muzyka.onet.pl/rock/holy-toy-psycho-overdrive/fjsjv

http://www.menagerart.pl/Menager/sites/wydarzenia/oferty/de_press.htm

http://muzyka.interia.pl/alternatywa/news/holy-toy-powraca,1885548,45

Konstanty Ildefons Gałczyński – Ballada o trąbiącym poecie

Czy znacie ten wiersz K.I. Gałczyńskiego z 1930 roku? Jest z wszechmiar odlotowy i szalony, a wziął go w muzyczną obróbkę Fisz Waglewski. Gałczyński był młokosem, gdy go napisał; bagatela 25-letnim… Tak to przeszłość przeplata się z teraźniejszością, co zawsze mnie cieszy.
Mirabelka


Poniżej ten sam wiersz w wykonaniu damy polskiej piosenki aktorsko – kabaretowej, Pani Barbary Kraftówny:

http://youtu.be/Lssgqxy5nc4

Jan Wołek – łapie chwile w pajęczynę poezji

Jan Wołek – ur. w 1954 roku polski poeta, muzyk, autor tekstów ok. 800 piosenek, z których wiele zdobyło dużą popularność, pisarz, malarz, karykaturzysta.  Przedstawiciel nurtu zwanego „poezją śpiewaną”. Zagrał ponad 3000 koncertów. Wielokrotnie uczestniczył w świnoujskiej FAMIE.  Dwukrotnie wygrał Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie. Urodzony Warszawianyn, z wyboru wyznawca Kazimierza leżącego nad Wisłą… Jego wczesne pieśni były „etycznym i estetycznym wstrząsem”…

To tylko liczby, daty, stwierdzenia.

Ale dla mnie dalej jest Kimś Wyjątkowym, obdarzonym iskrą bożą. Ma zdolność do łapania rzeczywistości pajęczyną poezji. Robi to w taki sposób, że jego słowa trafiają w samo centrum mojej świadomości. Wychowałam się na Jego piosenkach, tekstach;  wciąż bliska mi jest ta wrażliwość. Nikt tak nie grał na gitarze jak On. Te charakterystyczne,  nieco podwyższone i zakręcone dźwięki towarzyszyły wielu ważnym wydarzeniom w moim życiu.

Jan Poprawa ujął to idealnie : ” Jest dziś prawdopodobnie najwybitniejszym polskim poetą piosenki. Poetą wyrażającym językiem śpiewanej miniatury najprawdziwszą prawdę swych bohaterów, ludzi. Chyba tylko ś.p. Jonasz Kofta w najpiękniejszych swych utworach latał równie wysoko…”

Mirabelka

link do strony wielbicieli multitalentu Jana Wołka:

http://www.janwolek.com/wolek_piosenka.html

„Moja kochana normalka”

DLA JEDNEGO WARIATA, CO ZA MNĄ LATA

muzyka: Jan Wołek
wykonawcy: Jan Wołek;
Maciej Maleńczuk

Drogi Panie Janku, dzwonię ot tak sobie
Dawno nie widziałem Pana
Ludzie u nas mówią – ludzie jak to ludzie
Że się Panu źle układa
Przecież sam Pan kiedyś mówił
Psy szczekają, a karawana jedzie dalej
Więc jak można tak się martwić, proszę Pana
Mówił Pan, że los to guzik, przedmiot głupi i niewielki
Jak odpadnie pozostanie zawsze coś na kształt pętelki

Pyta Pan, co u mnie słychać – dzięki Bogu jakoś leci
Tylko po co o to pytać, przecież zna już Pan te rzeczy
Idzie wiosna, ludzie młodsi, pąki już na drzewach pękły
Mówią – nie do roz wi nię ty

Siostry chodzą w jasnych sukniach, lecą kartki z kalendarza
Mdłym zapachem czuć od kuchni, więcej nic się nie przydarza
Mur ceglany, żużlu hałda i jak zawsze drzwi zamknięte
Na znak Trójcy Prze naj świę tszej

Pyta Pan, co u mnie słychać względem czucia
Wie Pan, tu jest dość przyjemnie
To i lepiej zaraz jak nikt nie dokucza
Tylko czasem coś tak we mnie
Gada cicho a dobitnie
Tak, że muszę proszę Pana, czy mi chce się czy się nie chce
Spełniać wszystkie przykazania
I byłoby całkiem dobrze, gdyby nie to, że już nie wiem
Jak to jest z tym, Panie Janku
Czy nas dwóch jest czy ja jeden

Za kominem ruda wrona przycupnęła w czarnej komży
Słyszy Pan? to dzwonią dzwony, dzisiaj będę służył do mszy
Słyszy Pan? to dzwonią dzwony, ordynator na obchodzie
Dobry jak sam ksiądz dobrodziej
Czemu w koło tyle ludzi?
Słyszy Pan? znów dzwonią dzwony
Żegnam, już nie będę nudził
Żonie prześle Pan ukłony
Ludzie krzyczą, wrona spadła, rozkraczyła się na murze
Może wpadnie Pan na dłużej?

Aesthesys

Aesthesys – to solowy projekt trwający od 2007 roku, którego twórcą jest rosyjski multiinstrumentalista Nickholas Koniwzski.  Nazwa pochodzi od skrótu AESTHE (An Exceptionally Simple Theory of Everything). Muzyka tworzona pod szyldem Aesthesys może być opisana jako instrumentalny post – rock, z wpływami abientu /odmiana muzyki elektronicznej, polegająca na malowaniu dźwięków luźnymi plamami/ oraz muzyki neoklasycznej.

Wśród wpływów twórczych Nickoholas wymienia m.in. Pink Floyd i Sigur Rose, czym zaskarbił sobie moją sympatię.

Dla mnie – kompozycje A. mogą się stać doskonałym koktajlem do zażywania podczas letnich upałów.

Mirabelka


http://www.farfrommoscow.com/articles/aesthesys-neoclassical-musings-on-deep-water-and-deepest-space.html

Florence and the Machine


Florence Welch & the Machine, z Wielkiej Brytanii tworzą razem od 2007 roku. Wkrótce /14. czerwca/ zagrają kolejny raz w Polsce, podczas drugiego dnia Orange Warsaw Festival. Niezwykły głos, rozległe aranżacje, galopujące emocje… Zaprawdę słusznie prawią, iż Florence jest godną następczynią Kate Bush, Bjork, czy Stevie Nicks. Ja słucham, wsłuchuję się, podziwiam!

Bardzo bardzo głośno, aby ogarnęła mnie w pełni ta muzyka!!! Kiedyś zatańczę przy niej swój taniec plemienny!

Mirabelka

 

link do polskiego fan- klubu:

http://florenceandthemachine.pl/wordpress/o-nas/o-nas/

 

Her Name is Calla

Angielski zespół powstały w 2004 roku (podobno w trzech miastach). Choć grają z sobą już tyle lat, koncertowali niemal w całej GB, to na koncie, na razie, mają tylko dwie płyty – „Heritage”, zawierającą 50 minut post-rockowej, przyzwoitej muzyki i „The Quiet Lamb”, tym razem 75 minutową ucztę. Jak to z płytami post-rockowymi bywa, kompozycje są długie, rozbudowane i natchnione.Od lutego 2009 roku zespół został „przygarnięty” przez niemiecką wytwórnię Denovali Records, która w swym katalogu posiada m.in. Jeniferever czy Audrey. Dzięki temu transferowi debiutancka płyta zespołu została wznowiona w wersji winylowej…

źródło:

http://www.lastfm.pl/music

Dowiedz się więcej…

http://hernameiscalla.com/

http://niebojesieukulturalnienia.blogspot.com/2011/07/sprawdz-her-name-is-calla.html

http://rebelrebelmusic.com/2014/05/08/her-name-is-calla-live/

W sposobie śpiewania i aranżacji pobrzmiewają klimaty bliskie King Crimson, co jest dla mnie tym bardziej wartościowe. Aczkolwiek zespół Her Name is Calla brzmi oryginalnie i autentycznie.

Warto zapoznać się z całą ich twórczością;  już nie mogę się doczekać…

Mirabelka

Yo La Tengo

Yo La Tengo – [hiszp. mam to/ją] amerykański zespół muzyczny spod znaku: indie rock, rocka eksperymentalnego, dream pop. Założony w 1984  w Hoboken w stanie New Jersey. Nagrał ponad piętnaście albumów. Aktualny skład:

Georgia Hubley – perkusja, keyboard, gitara, wokal

Ira Kaplan – główny wokal, gitara, keyboard

James Mc New – wokal gitara bas.

Do słuchania w leniwą, wietrzną niedzielę, taką jak ta… Ich muzyka przypomina mi o czasach, kiedy nie trzeba było się zapowiadać z wizytami u znajomych. Po prostu się wpadało, jeśli się miało ochotę… bez uprzedzeń, telefonów… by pogadać, posiedzieć, posłuchać muzyki, wypić piwo… Po prostu pobyć razem. W dzisiejszych czasach takie sprawy się planuje, uzgadnia wcześniej a dominuje myślenie projektowe. We wszystkim trzeba znaleźć cel i fun, a nade wszystko wpisać je w tabelki… Brrrr, jakie to okropne!

Mirabelka

 

GG Marquez – dlaczego właśnie „Sto lat samotności?”

Bo otworzyło mnie na świat.

Bo potwierdziło moje młodzieńcze przeczucia że wszystko jest możliwe.

Bo dokumentowało tak przekonująco nieograniczone możliwości wyobraźni.

Bo ujawniło istnienie czarodziejskiego / jednocześnie realnego, bo opisanego !/ Macondo, w którym wybuchają epidemie bezsenności i zaniku pamięci ze zwykłej kolei rzeczy. Deszcz żółtych kwiatków, zasypujących miasteczko po czyjejś śmierci, wydaje się być czymś naturalnym.

Bo pokazało śmierć i odchodzenie w innym wymiarze, niż dotychczas.

Bo uświadomiło mi, że to, co dla mnie jest szczęściem, dla innych może być szaleństwem /mam zgodę na to!!!/.

Bo wykracza poza czas.

Bo daje świadectwo cudownej opowieści…

GGM z żoną Mercedes oraz synami, 1960, Barcelona

Cały tekst: http://wyborcza

photo: dentrocine.com

Prochy GG Marqueza A woman touches the urn containing the ashes of Colombian novelist Gabriel Garcia Marquez, during a tribute at the Fine Arts Palace in Mexico City on April 21, 2014 (AFP Photo/Ronaldo Schemidt)