Maybeshewill

– brytyjska post-rockowa grupa muzyczna z Leicester, założona w 2005 roku. Ich muzykę charakteryzuje połączenie elementów elektroniki z gitarą, gitarą basową i perkusją, oraz wykorzystywanie sampli z filmów.

Chętnie słucham całej płyty „I was here…”. MSW potrząsają w warstwie muzycznej  silnymi rockowymi korzeniami. W tej muzyce czuć nieograniczoną przestrzeń, w której się można porządnie rozpędzić… i wyspać.  Mnie świetnie służy za tło do porządkowania myślenia, np. przy pisaniu dziennika.

Mirabelka

 

Waglewski & Sons

Wojciech Waglewski – polski gitarzysta, kompozytor, aranżer i producent muzyczny. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV oraz Polskiej Akademii Filmowej. Ma żonę Grażynę, a z nią dwóch synów, obecnie artystów hip-hopowych: Fisza i Emade. Wikipedia  Urodził się 21 kwietnia 1953 (60 lat), Nowy Sącz

Wraz z synami nagrał właśnie płytę „Matka, syn, Bóg”
http://youtu.be/J4_4dJawgM4
http://www.youtube.com/watch?v=CBegs7gBOt8&list=RD5VPbYL2KEdI&feature=share&index=3
Wojciech, Fisz & Emade
http://hipkiddo.pl/5904/ja-tata-bartek-waglewski-fisz/
fragment wypowiedzi Wojciecha Waglewskiego dla Zwierciadła /nr3/2014
„…To chyba mój największy sukces życiowy, że wciąż bardzo przeżywam muzykę.
Ale też jest pan bardzo wymagający.
Nie znoszę niechlujstwa. W Voo Voo zawsze jesteśmy punktualni, bo spóźnienie wytrąca część energii. Praca wymaga maksymalnego spięcia. Każdy koncert wymaga takiego samego spięcia, jakie jest w zespole lekarskim w czasie operacji. Nie można sobie pozwolić na pomylenie skalpela z innym instrumentem. Zespół, w którym gram już tyle lat, nie lekceważy żadnego ważnego dla nas i dla naszej muzyki momentu. Jedynie śmierć przyjaciół przeszkadza nam tę pracę kontynuować… Nie ma czasu na żarty…”
Ważne jest, aby znaleźć czas na czas. Innymi słowy: żyć świadomie.
Mirabelka

Danuta Stenka- na scenie jestem żołnierzem

Danuta Stenka /ur.1961r/ – polska aktorka teatralna, filmowa i radiowa.

Makbet, 2000r

– Była Pani wychowywana na zdobywczynię świata?

– Chyba nie. Zdobywca świata idzie naprzód bez względu na wszystko. A ja… przedtem musiałabym pozbyć się mojego lęku przed światem. Nie byłam przebojowa, chociaż starałam się być najlepsza w klasie, najładniej rysować, pierwsza rozwiązać zadanie z matematyki. Z drugiej jednak strony mimo mojego strachu szłam dalej; bałam się świata, a jednak nie zawracałam.

Odwaga była silniejsza?

Raczej ciekawość. Był we mnie lęk i jednocześnie wielka ciekawość, która temu lękowi przeczyła. Pomagała mi go pokonywać. Ciekawość była silniejsza od lęku.

Myśli Pani, że żołnierze w natarciu się nie boją?

Na pewno się boją.

A pani jest przecież żołnierzem.

Na scenie jestem żołnierzem. W natarciu, w uderzeniu adrenaliny…

fragmenty wywiadu z Danutą Stenką, przeprowadzonego przez  Krystynę Pytlakowską w: Skarb 03/2014

Danuta Stenka na planie filmu: „Chopin- pragnienie miłości”

jako pełnia dojrzałości…

… i jako Markiz de Sade

Przekraczanie sfery komfortu może boleć i powodować zawroty głowy, ale z pewnością stwarza szansę na rozwój.

Mirabelka

Miles Davis

W dzisiejszej wędrówce  przez zadymione korytarze, wypełnione swingującym jazzem, dotarłam do zaczarowanej bebopowej trąbki Milesa Davisa. Urodził się w 1926r i dzieciństwo spędził na ranczo, zapalczywie jeżdżąc konno. Jego mama była pianistką bluesową, ale nie wierzyła zbyt mocno w siłę czarnej muzyki. Chciała, żeby Miles pokochał skrzypce, lecz on wolał trąbkę.

W latach 19501955 Davis głównie nagrywał jako lider dla wytwórni Prestige i Blue Note w kombinacji rozmaitych małych grup. Jako muzycy towarzyszący pojawiali się Sonny Rollins, John Lewis, Kenny Clarke, Jackie McLean, Art Blakey, Horace Silver, Thelonious Monk, J. J. Johnson, Percy Heath, Milt Jackson i Charles Mingus. Inspiracją Davisa w tym okresie był pianista Ahmad Jamal, którego skąpy styl kontrastował z „wypełnionym” brzmieniem bebopu. Podobnie jak wielu mu współczesnych, uzależnił się od heroiny. W pierwszej części tej dekady, mimo że często występował i grał wiele sesji, w większości były one pozbawione polotu i wydawało się, że jego talent się marnuje. Nikt nie był tego bardziej świadom niż sam Davis i jego żona. W zimie 19531954 Davis powrócił do East St. Louis i zamknął się w pokoju gościnnym na farmie swojego ojca na siedem dni, aż jego organizm zupełnie pozbył się narkotyku. Po przezwyciężeniu nałogu heroinowego, Davis dokonał kilku ważnych nagrań dla Prestige w 1954, później zebranych na Bags’ Groove, Miles Davis and the Modern Jazz Giants i Walkin’. W tym czasie zaczął używać tuby harmonicznej by zaciemnić i stłumić tembr swojej trąbki i to stłumione brzmienie trąbki miało być później kojarzone z Davisem przez resztę jego kariery.

Występy Davisa, nękanego przez osteoartrozę (przez którą w 1976 musiał poddać się operacji wymiany stawu biodrowego, pierwszej z kilku), depresję, zapalenie kaletki maziowej, wrzody, reumatyzm i wznowione uzależnienie od alkoholu i nielegalnych środków odurzających (głównie kokainy i heroiny), spotykały się z ostrą krytyką od końca 1974 po wczesny 1975 rok; podczas koncertu w małym klubie w San Francisco zagrał on tylko parę postrzępionych, atonalnych figur na organach i trąbce „wah-wah”, resztę trzygodzinnego występu spędzając na tańczeniu do muzyki granej przez jego zespół. Do czasu gdy grupa dotarła do Japonii w lutym 1975 roku, Davis był na krawędzi psychicznego załamania i wymagał obfitych ilości wódki i morfiny aby móc wypełnić swoje zobowiązania.

Wkrótce potem, Davis zupełnie wycofał się z życia publicznego na pięć lat. Jak Gil Evans eufemistycznie stwierdził: Jego organizm jest zmęczony. I po całej tej muzyce, do powstania której się przyczynił przez ostatnie 35 lat, potrzebuje wypoczynku.

Nagrał jeszcze kilka płyt,  The Man with the Horn, We Want Miles, Star People, Decoy, You’re Under Arrest,  zanim  zmarł na udar mózgu, w wieku 65 lat.

Jego muzyka oparła się próbie czasu i może być inspiracją do dalszego tworzenia. Trafnie to ujął Wojciech Waglewski /Zwierciadło 3/2014/:

„Całe życie dążę do prostoty dźwięku, formy, a jednocześnie głębokości, czyli tego miejsca, w którym każdy ton staje się intensywniejszy. Miles Davis grał bardzo niewiele dźwięków, na każdej płycie w zasadzie te same, ale były one w takim miejscu i tak wycelowane, że nikt inny tak tego nie potrafił wykonać.”

Poza soczystymi, z głębin wydobywanymi połączeniami dźwięków, intryguje mnie aspekt uzależnienia Davisa; na ile wspomaganie się przez niego  chemicznymi substancjami warunkowało jakość i przebieg tych kompozycji. Jak zwykle, przy okazji, powraca refleksja: czy artyści powinni mieć taryfę ulgową w tym obszarze?

Gdy uświadamiam sobie te mechanizmy, poprzez pryzmat tysięcy nieszczęść ludzkich, których przyczyną były różnorakie uzależnienia, czuję złość. Pojawia się we mnie bunt i w odwecie postanawiam nie słuchać całej tej muzyki, czytać tych książek, oglądać takich obrazów… Ale…  słucham, czytam i oglądam…

Mirabelka

 

http://youtu.be/PSUUFduCdRE

 

Jeanne Moreau and Miles Davis

Jeanne Moreau and Miles Davis

Chet Baker

Dzisiaj jestem zmrożona przyśpiewkami ptasząt w nastroju schyłkowo- zimowym,  chabrowo- makowym, który może podtrzymać ktoś taki, jak Chet Baker. Trębacz, pianista o aksamitnym głosie i trudnej przeklętej, biografii. Nie do naśladowania.
Urodził się w 1929 i miał talent do czarowania dźwiękami… W wieku 59 lat wypadł przez okno w hotelu w Amsterdamie, być może wiedziony heroiną. Widać na zdjęciach skutki tego uzależnienia. Jeszcze żyjąc wygląda na truposza. Kościotrup bez zębów, powleczony pergaminową skórą, piekielnie zdolny kościotrup. Jaką cenę musiał zapłacić za dzielenie się swym talentem? Czy musiał? Czy artystom uchodzi więcej? Czy nie zbyt łatwo wybaczamy im słabości? Przecież bycie artystą do czegoś zobowiązuje. Czy tylko do realizacji siebie? Jeśli tak, to czy nie za łatwo niektórzy sobie odpuszczają i zamiast dryfować na wyżynach, coś ich ściąga do dołu przysypanego piachem, urny wciągającej garstkę prochu? Zbyt wcześnie, z pewnością zbyt wcześnie.
Chet Baker, właśc. Chesney Henry Baker Jr. – amerykański trębacz jazzowy. W swojej karierze współpracował m.in ze Stanem Getzem, Charliem Parkerem i Dexterem Gordonem. Sławę zdobył poprzez grę w kwartecie z Gerrym Mulliganem. Wikipedia
http://youtu.be/IXC03U4mQoA

„Śmiercie” śpiewane Magdaleną Kumorek

Dzisiaj niedzielnie- śmiertelnie… Przy okazji płyty Magdy Kumorek, która wymyśliła sobie spotkanie muzyczne z tym charakterystycznym przedstawicielem XX-lecia międzywojennego. Kartkuję zapomnianego Bolesława Leśmiana w poszukiwaniu straconego czasu, przywołania wspomnień i ugruntowania się w sobie.

Bolesław Leśmian był polskim poetą żydowskiego pochodzenia. Urodził się w 1877r i przeżył tylko 60lat, podczas których wydobył z siebie wiersze, które wciąż zachwycają i są inspiracją dla autorki tego bloga.

 

***

Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?

Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.

Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę –

Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

Leżę właśnie zapatrzony w wieńców liście,

Uroczyście – wiekuiście – osobiście.

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,

Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,

Tak się nie chce być czymś innym niż się było!

Bolesław Leśmian

 

Chodzą Śmiercie po słonecznej stronie,

 

Trzymający się wzajem za dłonie.

 

 

Którą z naszej wybierzesz gromady,

 

By w cmentarne uprowadzić sady?

 

 

Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta,

 

Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta.

 

 

Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota,

 

Nie zna ciszy, kto się tak migota.

 

 

Wybrał trzecią, co choć bugulicha,

 

Lecz tak cicha, że wszystko nacicha.

 

 

Coś za jedna, że podobasz mi się

 

W swym bożystym na ziemi zarysie?

 

 

Żal mi, przeżal ptaka, co odlata,

 

Dla cię umrę z nieżalu do świata.

 

 

Blada jesteś, jak to słońce w zimie –

 

Kędy dom twój i jak ci na imię?

 

 

Dom mój stoi na ziemi uboczu,

 

A na imię nic nie mam, prócz oczu.

 

 

Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru,

 

Pewna byłam twojego wyboru.

 

 

Jeden zowąd śmierć sobie wybiera,

 

Ale drugi tą śmiercią umiera.

 

 

Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo,

 

Zawszeć będę pamiętną i drogą.

 

 

Jestem śmiercią twej matki, co w chacie

 

Uśmiechnięta czeka teraz na cię.

fragment

„…Poeci zawsze uważnie i domyślnie są wpatrzeni w dzień ostatni i w ten następny, który ma nadejść dopiero. Zawsze są gotowi do przyjęcia nie tylko nowej radości, lecz i nowego smutku, byle był nowy – byle był inny niż ten, który dział się wczoraj, a który dzisiaj już się dziać nie chce i nie może.

Poeci nigdy nie szczędzą żadnych ofiar, byle tylko rozstać się ze starym, przebrzmiałym wierszem, z przestarzałą treścią i formą i uzyskać wiersz nowy – wiersz, który budzi zamarłą już uwagę słuchacza i roznieca na nowo zapał twórczy w samym autorze. Poeci zawsze wróżą – zawsze wyprzedzają swój wiek i swoje otoczenie – i zawsze, mówiąc słowami jednego z nich, jak żuraw z szyją w przyszłość wyciągniętą lecą ku nie zwiedzonym światom, gdzie na nich czekają śpiewne zdobycze słów wiecznie młodych i tajemnic wiecznie niecierpliwych. Z tych słów, z tych tajemnic pragną utkać wiersz laki właśnie, żeby potrafił pochłonąć nowe znoje i nowe radości dnia ostatniego. A choćby ów dzień ostatni – bezserdeczny i niewyrozumiały – żądał od nich ofiary z poezji czystej i prawdziwej, uczynią i taką ofiarę, byleby zniewolić słowo do nowych prób i nowego brzmienia.

Ale mój ulubiony wiersz Leśmiana dopiero nadciąga. Panie i Panowie, oto On, w całej odsłonie:

 

BALLADA BEZLUDNA

 

 

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,

 

W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitała w bezmiar łąka,

 

Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,

 

A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato.

 

Świerszcz, od rosy spęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,

 

I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,

 

A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,

 

I nie było nikogo, kto by to widział, kto by to słyszał.

 

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 

Czemuż nie ma ust moich na łące?

 

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

 

 

Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu,

 

A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,

 

A czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,

 

Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić –

 

I czuć było, jak się zmaga zdyszanego meką łona,

 

Aż na wieki sił jej zbrakło – i spoczęła niezjawiona!

 

Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,

 

Próżne miejsce na te dusze, wonne miejsce na to ciało.

 

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 

Czemuż nie ma ust moich na łące?

 

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

 

 

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

 

Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe wesząc olady,

 

Pająk w nicość się nastawił, by pochwycić cień jej cienia,

 

Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia,

 

Żuki grały jej potrupne, świerszcze pieśni powitalne,

 

Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!

 

Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie,

 

Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!

 

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 

Czemuż nie ma ust moich na łące?

 

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

 

Leśmianowski język potyka się sam o siebie w osobliwej gonitwie za słowem. Tym jedynym, unikalnym, pasującym do galimatiasu widzianej jego oczami rzeczywistości. On był i słyszał. Na dodatek potrafił nam o tym opowiedzieć, wszystkimi zmysłami. Przypomniałam sobie dziś o Leśmianie, przy okazji słuchania płyty Magdy Kumorek, która wymyśliła muzykę do jego wierszy. Dziękuję im obydwojgu za tak piękny prezent! Mirabelka

           


 

Portico Quartet- uruchamiają nadzieję

http://youtu.be/cpKzjeCXUug
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=b6Cf1yQKy9A
Portico Quartet to londyńska grupa muzyczna poruszająca się w stylistyce modern jazzu. Jej charakterystyczne brzmienie oparte jest na wykorzystaniu hanga, XXI-wiecznego instrumentu perkusyjnego obecnego we wszystkich utworach Portico Quartet. W skład zespołu wchodzą Jack Wyllie (saksofony altowy i sopranowy), Duncan Bellamy (hang i perkusja), Milo Fitzpatrick (kontrabas) i Nick Mulvey (hang i perkusja).

 

Bardzo mnie się podoba ta muzyka, a szczególnie dlatego,  gdyż słuchając jej, czuję przedsmak niewiadomego i widzę nieograniczone możliwości…Tak, ta muzyka uruchamia we mnie nadzieję.

Mirabelka

 

The Cinematic Orchestra

The Cinematic Orchestra to czołowi przedstawiciele nu-jazzu, jedna z gwiazd

wytwórni Ninja Tune, w swoich dokonaniach perfekcyjnie łączący ambientowy klimat z jazzowym feelingiem, przywołując echa muzyki ze starych filmów.

Twórcą i założycielem projektu jest Jason Swinscoe – dj, kompozytor i producent, niegdyś leader jazzowo-punkowej grupy Crabladder. Przez długi czas Jason związany był na stałe z Ninja Tune, gdzie odpowiedzialny był za poszukiwanie nowych talentów i repertuar całej wytwórni. Blisko współpracował m.in. z Coldcutem, Herbaliserem, DJ Foodem czy Mr. Scruffem.