Tilda Swinton- androginiczna czarodziejka

Tilda Swinton- brytyjska aktorka filmowa, o korzeniach arystokratycznych, zdobywczyni Oscara, siostrzane odbicie Dawida Bowie, wszechstronnie utalentowana, przekonująca w rolach zarówno zmysłowej kochanki jak i pociągającego młodzieńca, rozpaczającej matki i śnieżnej Pani…

 

w Orlando:

fragmenty rozmowy Anny Tatarskiej z Tildą S. w najnowszym Zwierciadle /luty 2014r/

„… Jesteś świetna w łączeniu żywiołów. Pierwiastka męskiego i żeńskiego czy jak teraz: natury wampira i człowieka. Co najbardziej pociąga cię w momencie transgresji?

– Jeśli jest jeden ikoniczny gest, którego zawsze szukam w kinie, i jako widz, i jako aktorka, to właśnie ten moment, w którym na ludzkiej twarzy pojawia się niepewność pomieszana z ciekawością i rodzi się pytanie: „Co dalej? Jak z tego wybrnąć?”. Najbardziej lubię tę chwilę.

Jestem ciekawa wyborów, jakie oferuje nam świat zewnętrzny i naszych własnych decyzji. Nie uważam, żeby w życiu były określone zasady i ścieżki postępowania, których musimy się trzymać /?/ Nie chcę zabrzmieć, jak naiwna nastolatka, ale ja nadal nie mam recepty, jak się zachowywać i postępować…”

Odważne wyznanie! Moim zdaniem, trzeba mieć bardzo silne oparcie w sobie i zaufanie do procesu zmian, jakim jest życie, aby prezentować takie przekonania. Chyba, że jest to kokieteria…

Mirabelka

 

W Magazine by Tim Walker:

 

Neil Young- Czy spełniło się marzenie hippisa?

Ukazała się autobiografia Neila Younga, /”Marzenie hippisa”, Wyd. Pascal/ którą czytałoby mi się płynniej, gdyby nie sporo powtórzeń. Fakt,  że stary dobry Young przez kilkadziesiąt lat ładował w siebie przeróżne używki, /o czym rozpisuje się nad wyraz wylewnie/z pewnością zaważył na stanie jego obecnej pamięci. Zawsze lubiłam sposób grania i wokal Neila Younga. Jakoś do tej pory nie miało dla mnie większego znaczenia, czy dany utwór powstał przy użyciu narkotyków, czy nie. Aż do momentu, gdy przeczytałam, że WSZYSTKIE PIOSENKI Young tworzył przy współudziale substancji zmieniających świadomość… Jakby mnie sieknął deszcz szklanych odprysków… Poczułam smutek i rozczarowanie. Więcej- poczułam się oszukana przez ćpuna, co z tego, że piekielnie zdolnego? Muszę to wszystko przetrawić, zmierzyć się z własnymi przekonaniami, może wykrzesać nowe?

Jednak, muszę Wam się do czegoś przyznać. Teraz, po tych wszystkich latach, bogatsza w doświadczenia i wiedzę, kiedy na nowo odsłuchuję kolejne Jego płyty, w całości… chce mi się słuchać ich więcej i więcej… i zapominam o tych wszystkich substancjach chemicznych towarzyszących ich powstaniu. Okazuje się, że nie obniżają wartości tej muzyki.

W kręgu moich zainteresowań, z punktu widzenia tego bloga, najważniejsze pozostają dla mnie  fragmenty opisujące sedno muzykowania,  czym jest dla Neila muzyka i proces jej tworzenia. Bliska mi jest jego wizualizacja, bo sama często posługuję się tym narzędziem.

„… Gdy muzyka jest całym naszym życiem, istnieje klucz, który otwiera drzwi do głębi serca. Jestem tak wdzięczny, że nadal, odpukać – mam Crazy Horse. Oni są moim oknem na kosmiczny świat, gdzie mieszka muza. Dzięki nim mogę się tam dostać, a także dotrzeć do specjalnego miejsca w mojej duszy, gdzie piosenki pasą się jak bizony na prerii. Stado nadal tam jest, a równina wydaje się nie mieć końca. Muszę tylko dostać się do środka, co właśnie umożliwia mi Crazy Horse. Nie młodość, czas, czy wiek. To tam, w mojej duszy mieszka muzyka. Marzę o długich jam sessions, podczas których będę kołował jak kondor nad moim stadem. Marzę o wietrze, który targa moimi piórami, a wokół mnie krążą moi bracia i siostry, opowiadający bez słów swoje historie i dzielący się swoimi nastrojami z niebem. Są moim życiem. Czy dużo ludzi ma okazję w ten sposób zarabiać na życie? Podejrzewam, że nie. Dlatego akceptuję skrajny charakter mojego szczęścia i brzemion, moich talentów i przesłań, moich dzieci i ich wyjątkowości, mojej żony i jej nieskończonego piękna i świeżości. Czy trochę się nie zapędziłem? myślę, moi drodzy, że nie. Nie poddawajcie w wątpliwość mojej szczerości, ponieważ to właśnie ona nas do siebie zbliżyła”…

Najkrótsza moja recenzja: to książka, w której trup ściele się gęsto, a Neil Young żyje pomimo wszystko, otoczony śmiercią bliskich ludzi.

Jedna z moich ulubionych kompozycji NY: „Words”, z płyty Harvest, tutaj w rozbudowanej, sesyjnej wersji, niedoskonałej i pobrudzonej, ale mającej swój urok. Takie to mną targają sprzeczności w ten wietrzny zimowy wieczór… Mirabelka

A oto, co powstało na bazie zamierzchłego hiciora Hendrixa, gdy bogactwo doświadczeń spotkało się z bezczelną młodością:

http://youtu.be/oVAS8mYDB_E

Tutaj, z kolei, taka młodzieńcza wersja „Hey, hey, my my”. Samotna i skromna, z pierwotną energią i mocno osadzona w przesłaniu;  zaskakująca pod koniec, przyznam, że mnie bardzo.

http://youtu.be/QeH8s_RAuTI

Abraxas- Polska!

Abraxas – polska neoprogresywna grupa rockowa powstała w 1987 w Bydgoszczy. Nazwę zespół zaczerpnął z powieści Hermanna Hessego pt. Demian, w której Abraxas był bóstwem sił dobra i zła, przenikających się wzajemnie.

Zespół wypracował swój niepowtarzalny styl, na który składały się: charakteryzująca się przemiennymi nastrojami i zaskakującymi zmianami rytmu muzyka, rozbudowane i wysmakowane aranżacje, kontrowersyjne, pełne odniesień do literatury poetyckie teksty, niezwykle charakterystyczny głos, maniera śpiewania i charyzma wokalisty oraz teatralne stroje i wykorzystywanie przeżroczy na koncertach. Jedne z najbardziej znanych utworów Abraxas to: Tarot, Dorian Gray, Kameleon, Pokuszenie, Jezebel, Medalion.

fragment zapisu live z 1999r w katowickim o/TV

Abraxas- to ulubiony rodzimy zespół Tomka Beksińskiego. Wypowiadał się o nich jako o przyjaciołach, bratnich duszach. Tym bardziej zastanawiam się nad jego samobójczą śmiercią… ale to tak na marginesie. Sprawa ta zajmuje mnie od dawna i wymaga dłuższego omówienia.

Dziś, gdy przecieram zakurzone płyty, sprzed kilkunastu lat, muszę przestawić swoją wajchę wrażliwości na rozbudowaną, trochę pompatyczną stylistykę i geometryczną poetykę Abraxas. Muszę przyznać, że trochę wysilam się, aby wsłuchać się w dziwnie dla mnie brzmiące teksty, poprzez  odniesienia do zamierzchłych zdarzeń i symboli. Odległe to dla mnie w wersji tekstowej, ale już trochę bliżej pod względem muzycznym.

Ot, ciekawostka, że mieliśmy w latach 90-ych taki charakterystyczny,  brzmiący soczyście  rockiem zespół, który kariery międzynarodowej co prawda nie zrobił… ale zaprezentował się jako support Fisha, a to już coś!!!

dopisane 18.01.2014r- Już wiem, co mi nie pasuje w  odbiorze Abraxas. Ich konstrukcja muzyczna mnie przytłacza, dociska do ściany tak, że nie mam dokąd uciec. Na dodatek kaskada pompatycznych słów bombarduje mnie swą ciężkością. Ja cenię sobie w muzyce lekkość i prostotę. Męczę się, gdy słucham czegoś mocno wydumanego, takiej formy dla samej formy. Dla mnie prawdziwa twórczość niesie ze sobą przekaz z serca prosto w serce.  Przekaz „Abraxas” odbieram tymczasem na poziomie głowy, a nie jest to przecież poezja śpiewana?

Muzyka, która w pełni trafia do mnie,  to taka, która ożywia moje serce i karmi wygłodniałą duszę.

Mirabelka.

 

Swans- Łabędzi śpiew…

Swans – amerykański zespół muzyczny, istniejący od 1982 r., wywodzący się z nowojorskiego ruchu no wave. Założycielem i liderem grupy był wokalista i gitarzysta Michael Gira. Drugim filarem grupy była wokalistka
Jarboe- życiowa partnerka Giry. W 1997roku ich drogi się rozeszły i The Swans zawiesili swą działalność. Wrócili dla publiczności po 13 latach, już bez Jarobe, w 2010r z płytą” The seer”, która narobiła sporo zamieszania w muzycznym świecie.
Mirabelka

 

 

Czy Michael Gira pamięta swój pierwszy raz na scenie? Lider SWANS w specjalnym wywiadzie dla Stodoły.

‘Jedno stado małp’ Lider SWANS w specjalnym wywiadzie dla Stodoły.

Michael Gira wraca do Polski! To dla fanów Swans znakomita wiadomość tym bardziej, że takich atrakcji jakie zapewnia Gira próżno szukać na koncertach innych artystów. Kto był ten wie, o co chodzi, a kto nie był może spodziewać się naprawdę konkretnej jazdy. Nawet pomimo tego, że Swans jakby złagodnieli w porównaniu do swoich wczesnych koncertów, to i tak wciąż są unikalnym scenicznym zjawiskiem.

– Pamiętasz swój pierwszy koncert? Ten pierwszy raz kiedy stałeś na scenie?

– Jasne, pamiętam nawet dość dobrze. To było w 1978 roku z moim punkowym składem Little Cripples. Otwieraliśmy w San Francisco koncert mojej ówczesnej przyjaciółki Alice Bag z zespołu Alice Bag and The Bags.  Byłem ekstremalnie zdenerwowany i z samego wykonu nie pamiętam prawie nic, ale utrwaliło mi się wtedy to poczucie, że na scenie jest dobrze, że dobrze się tam czuję.

– Pomyślałeś wtedy, że to jest coś co chcesz robić przez resztę życia?

Nie, ani wtedy ani teraz nie myślę o reszcie mojego życia (śmiech). Po prostu cieszę się tym szczęściem, że mogę w danej chwili robić dokładnie to po co Bóg zesłał mnie na ten świat. Jestem – szczęśliwy że wciąż mi się to udaje.

Kiedy zaczynałeś grać było trochę inaczej niż dziś. Jakie miałeś problemy na samym początku?

Wiesz, to czy się ma problemy z graniem koncertów zależy od nastawienia. Jak szukasz problemów to je znajdziesz, na sto procent. Dla mnie to zawsze było cudowne uczucie, nie myślałem o tym co jest nie tak, bo za bardzo się cieszyłem tym co się dzieje. Czasami los stawiał przede mną wyzwania i trzeba było reagować na nagłe i nieprzewidziane sytuacje, nie zawsze przyjemne. Ale nigdy nie poczułem, że mam tego dosyć bo jest za bardzo pod górkę.

Nikt się was nie czepiał że tak głośno wtedy graliście?  [Ciąg dalszy wkrótce!]

Rozmawiał Piotr Miecznikowski 

kobiece skrzydło Łabędzia rozpościera się tutaj:
męska grdyka Łabędzia wyśpiewuje tutaj:
Mirabelka

 

And Also the Trees /Jak Również Drzewa

Odkrywam na nowo kolejny zespół, którego muzyka mnie nęci swą jasną stroną mocy,  dodając otuchy i ugruntowując w solidnych rockowych podstawach.

And Also the Trees- Powstali w 1979 roku w małej miejscowości w Worcestershire, czerpiąc  inspiracje z ideologii  ruchu post-punk… tak pisze Wiki, ale ich po prostu trzeba słuchać, słuchać, słuchać.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=s5g6tpRh6Iw

W przeciwieństwie do bardziej współczesnych miejskich jak PIL i Gang Of Four, AATT wypłynęła prawie wyłącznie na krajobrazie i historii środowiska wiejskiego, który ich otaczał… utrzymała się w całym składzie istnienia do dziś... ciąg dalszy: http://www.andalsothetrees.co.uk/history.html

Ja się zasłuchałam i nie chce mi się przestać. Czuję się jak u siebie w tej muzyce. Jak dobrze, że jest!!! Jaka piękna cisza!

Mirabelka

 

New Model Army

New Model Army to kultowy zespół, powstały w 1980 roku w brytyjskim Bradford i choć dla wielu subkultur pozostaje kultowym – nie daje się łatwo sklasyfikować. Brytyjczycy sprzedali ponad1,5 miliona egzemplarzy płyt, choć ich single nie trafiały na listy przebojów. Przez wiele lat kapela była głosem brytyjskiej klasy robotniczej, prezentowała lewicowe poglądy, negowała rządy Margaret Thatcher, amerykanizację Europy i konsumpcjonizm, zgromadziła też wokół siebie potężną rzeszę fanów. Za najlepsze albumy w dyskografii NMA uznaje się „No Rest For The Wicked” czy „Thunder and Consolation”.

W 2010 roku zespół świętował trzydziestą rocznicę istnienia. Kolejna trasa koncertowa w roku 2013 jest okazją do promocji najnowszego – dwunastego już – albumu. Zespół wyprodukował płytę własnym sumptem, a mixami zajął się Joe Barresi, znany przede wszystkim ze współpracy z Tool, Queens Of The Stone Age, Bad Religion i Soundgarden. Do wydawnictwa dołączony jest film dokumentalny dotyczący historii tego kultowego zespołu.

Źródło: Materiały promocyjne organizatora.

The Prodigy

The Prodigy – brytyjski zespół tworzący muzykę elektroniczną. Muzyka zespołu stanowi pochodną wielu gatunków muzycznych. Styl muzyczny formacji ewoluował począwszy od rave we wczesnych latach 90. Wikipedia

 

Tej muzyki można słuchać jedynie pod warunkiem, że tylko b. głośno!!!

Dzisiaj jestem w takim nastroju, w którym czas na leśne wycie i obsceniczne wygłupy spod znaku the Prodigy.

Mirabelka

The Kills- odgłosy z garażu

The Kills – zespół indie rockowy założony w 2000r przez amerykańską wokalistkę Alison Mosshart i brytyjskiego gitarzystę Jamiego Hince’a. Ich trzy albumy, Keep on Your Mean Side, No Wow i Midnight Boom, zebrały wiele pozytywnych recenzji.

Pierwszy album duet nagrał w Toe Rag Studios w jedynie dwa tygodnie. Keep on Your Mean Side był bardzo podobny do poprzedzającego go singla, zawierał utwory od przypominającego muzykę The Velvet Underground „Wait”, przez punkowy „Fuck the People”, po psychodeliczny „Kissy Kissy”. Album został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków.

Duet bardzo rzadko udziela wywiadów, co jest przejawem kontynuacji punkowego, niezależnego podejścia do muzyki, bez elementów karierowiczostwa i negatywnego nastawienia do przemysłu muzycznego. Mimo to, grupa daje dużo minimalistycznych ale nadal bardzo energetycznych koncertów, w które Mosshart i Hince bardzo się angażują. Widownia przyzwyczaja się ciągle palącej Mosshart (podczas koncertu w Nowym Jorku już po zakazie palenia w miejscach publicznych, Mosshart paliła od pierwszej do ostatniej piosenki) i agresywnie wydobywającego dźwięki z gitary Hince’a.

Najbardziej mnie hipnotyzuje „Wait”, choć The Kills mają wiele świetnych kawałków, ujmujących swą niedoskonałością i chropowatym, rozchwianym brzmieniem, bardzo miłym dla mojego ucha…

Mirabelka

 

 

Roman Polański- Nieustraszony Pogromca Codzienności

Roman Polański, ur 18.08.1933r– francusko-polski, oraz przez kilka lat hollywoodzki reżyser, scenarzysta, aktor oraz producent filmowy, który w 1975 przyjął obywatelstwo francuskie. Wikipedia

 

Z wywiadu Rafała Bryndala z Romanem Polańskim, w:  „Chimera” nr 12/1 grudzień 13-styczeń 14

RP-… Reżyser przypomina skoczka do wody, który skacze, ale nie wie, jak się to wszystko skończy…

RB- Pana film „Wstręt” to psychologiczny majstersztyk. Wielokrotnie pytano Pana, ile fachowych książek na temat ludzkiej psychiki pan przeczytał, a Pan za każdym razem twierdził, że nie przeczytał żadnej, bo pan robi filmy intuicyjne.

RP- Tak, bo liczy się instynkt. To on dyktuje, jak się pracuje na planie. Nie można się ciągle odwoływać do podręczników.

/…/

RB- Kiedyś powiedział Pan, że praca na planie jest dla Pana frajdą jak kolejka elektryczna dla malca.

RP- Tak, bo praca na planie daje okazję do robienia rzeczy, które w normalnych warunkach byłyby szaleństwem. Na przykład buduje się mosty, by je potem wysadzić w powietrze, robi się niesamowite rzeczy i jeszcze dostaje się za to pieniądze.

Zawsze powtarzam, że nie wolno nam, reżyserom, przyznawać się producentom, ze robienie filmów sprawia nam przyjemność, bo przestaną nam płacić…

RB- Praca na planie, to pewnego rodzaju dyscyplina.

RP- Zgadza się, ale ja już dorosłem, czasy obozów  harcerskich mam już za sobą, chociaż w każdym z nas pozostaje trochę dziecka do końca życia.

RB- Im więcej pozostaje w nas dziecka, tym lepiej nam się dogadać z innymi…

RP- … i lepsze rzeczy się robi.

http://natemat.pl/77231,roman-polanski-nie-nakrece-nigdy-filmu-o-polsce-chce-by-moje-obrazy-byly-dla-wszystkich

Nie widziałam jeszcze „Wenus w futrze”. Obejrzę.

Inny, równie ciekawy wywiad,  Anny Serdiukow z odtwórcą męskiej roli-  Mathieu Amarlikiem znalazłam w Wysokich Obcasach z 02. listopada, nr 44/2013

Czy reżyser może sobie pozwolić na to, by bohater nim zawładnął?

Musi. Reżyserowanie nie ma nic wspólnego z władzą absolutną – to gra. W życiu też toczymy cały czas walkę, próbujemy zyskać przewagę nad partnerem. Sytuacja, w której jedna strona zaczyna na dobre dominować nad drugą, nie jest już grą, jest wyzyskiem.

Związki oparte na grze tworzą się też na planach filmowych między reżyserami a aktorami. W moim odczuciu reżyseria ma wiele wspólnego z masochizmem. Aktorzy z kolei są jak sadyści.

A nie jest na odwrót?

Mój bohater jest reżyserem sadystą – zobacz, dokąd go to prowadzi, Mówiąc o masochizmie, miałem na myśli to, że tak naprawdę nigdy nie osiągasz w tym zawodzie pełnej satysfakcji. Wiesz, że jesteś zdany na innych, część twoich pomysłów, genialnych pomysłów, w ogóle nie nadaje się do realizacji, często musisz się godzić na wiele rozwiązań niemal wbrew sobie.

Aktorzy natomiast bywają sadystami. Traktowani jesteśmy niczym bóstwa – dobrze nam płacą, ludzie nam schlebiają, podsuwają nam drogie auta zapraszają na imprezy, mówią komplementy, piękne kobiety całują nas, udając, że jesteśmy atrakcyjni. Zaczynasz myśleć, że masz władzę, i źle rozmawiać z ludźmi. Szybko to idzie. Sam sobie wyrządzasz krzywdę. Są aktorzy, którzy nie wpadają w tę pułapkę, bo mają pasje poza aktorstwem, są i tacy, którzy stali się karykaturami samych siebie.

Rozmawialiśmy o tym z Romanem, obaj jesteśmy wyczuleni na tego typu fałsz. Myślę, że on także bawił się swoim najnowszym filmem, czerpał z niego radość. Na planie nie ma nic z dyktatora czy z sadysty. Już mówiłem, jest bardzo precyzyjny, ale nie zatracił w sobie dziecka, pielęgnuje intuicję. Często miałem wrażenie, że pracujemy, ale tak naprawdę bawimy się jak dzieci w pustym teatrze. I to są jego korzenie, to coś, z czego wyszedł – jesteśmy w pustym teatrze, wszędzie pajęczyny, tajemne skrzynie, zakurzone kostiumy, maski. Razem wchodzimy w tę grę… link do całej treści:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14870194,Mathieu_Amalric.html

mirabelka