Books, books, books…

Jacek Yerka

Surreal paintings by Jacek Yerka

Nie jest wszystko jedno,  jakimi książkami się karmimy, jakimi ludźmi otaczamy. Pewne jest, że książki zmieniają nasze życie, więc i świat. Dobre książki wciągają jak narkotyk. To jedno z niewielu uzależnień w tym odhumanizowanym świecie, które ma dla mnie zbawczą moc i zanurzam się w nie bez opamiętania…

fragment wypowiedzi Francesco M. Cataluccio

/ur. 1955r, włoski pisarz, eseista i tłumacz/ Gazeta Wyborcza 14-15.09.2013

„…Kiedy miałem 5 lat, rodzice uchronili mnie od bolesnego upadku. Czy ma to coś wspólnego z literaturą? Owszem, ma, bo w ostatniej chwili zdjęli mnie ze stosu książek, które ojciec w swojej bibliotece poukładał w schodki, by sięgać z nich do najwyższych półek.

W moim rodzinnym domu, we Florencji książki były wszędzie i często posługiwaliśmy się nimi niezgodnie z ich przeznaczeniem. Jeśli podając obiad mama nie miała pod ręką poduszki, żebym mógł sięgnąć do talerza, wkładała mi pod pupę, na krzesło jakiś gruby słownik. A chcąc nauczyć nas jeść w elegancki sposób, z ramionami przy tułowiu, kazała nam zaciskać pod pachami cienkie broszury…”

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3519,Jade-zobaczyc-czy-tam-jest-lepiej

Mirabelka

Why boys don’t cry?

Is anybody here,  remember The Cure?

http://youtu.be/P9hOFOgqOds

Cure curem, to dawna historia. Ich muzyka może mi towarzyszyć w tle, przy pisaniu, dodając energii i skupienia.

Dzisiaj bardziej zajmuje mnie teoria i praktyka procesu grupowego. Ucieszyłam się, gdy przeczytałam wywiad w Wysokich Obcasach Urszuli Jabłońskiej i Karoliny Sulej ze Zbigniewem Miłuńskim- filozofem, psychoterapeutą psychologii zorientowanej na proces. Moja radość wynika z tego, że Pan Zbigniew prowadzi warsztaty rozwojowe dla mężczyzn, co jest rzadkością w naszym kraju! Uczestniczyłam w wielu warsztatach edukacyjnych, rozwojowych, coachingowych, ale wierzcie mi, przeważającą większość wśród uczestników stanowiły kobiety… Podobnie było, gdy prowadziłam zajęcia wspierające umiejętności wychowawcze  rodziców. Ojców przychodziło 2, słownie DWÓCH!!! Tak jakby wokół, większość rodzin stanowiły matki samotnie wychowujące dzieci…

Spotkałam się z poglądami niektórych mężczyzn,  /zabarwionymi pogardą i poczuciem wyższości/, że oni „nie muszą uczestniczyć w takich spotkaniach, bo nie mają takich problemów”…

Ale miało być no comments….

WO 28.09.2013, nr 30 /746/

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,14681317,Dlaczego_chlopaki_nie_placza__Rozmowa_z_psychoterapeuta.html?as=2

„… Według ciebie, z jakimi problemami borykają się mężczyźni w Polsce?

– Większość z nas tkwi pomiędzy dwoma progami. Jeden z nich to próg związany z uczuciami. Ten próg jest zbudowany przez patriarchalny wzorzec twardego mężczyzny, który nie pozwala nam okazywać słabości. A drugi to jest próg związany z użyciem siły – bo używanie własnej siły też jest dla mężczyzny problemem. Ten próg jest związany z przemocą, z nadużywaniem siły w przeszłości i z tym, że często występujemy przeciwko przemocy, właśnie używając przemocy, na przykład zdarza się to często w szkole. W rezultacie większość mężczyzn nie potrafi używać swojej siły adekwatnie do sytuacji, tylko albo wpada we wściekłość i bywa, że wtedy używa przemocy, albo się kompletnie wycofuje.

Praca, którą mężczyzna ma do wykonania, dotyczy obu tych progów. Im większą mam świadomość siebie, im lepiej się sam poznaję, tym głębszą mam świadomość swojej siły. Wtedy potrafię bronić się przed wstydem i mogę ujawniać swoją delikatność i wrażliwość, nie uciekać przed nią, nie chować się za wizerunek „twardziela”. Najważniejsze w tej pracy jest to, by przekroczyć ten jednowymiarowy schemat siły i słabości.

Porozmawiajmy o słabości. Podobno mężczyźni nie wiedzą, jak wyrażać uczucia, jak o nich rozmawiać.

– Często mężczyźni wyrażają uczucia niewerbalnie, w sposób mało czytelny dla wielu kobiet – swoim zachowaniem, tym, co robią i jak. Natomiast wielu z nich nie potrafi komunikować swoich uczuć, mówić o nich. Zdarza się również, że mężczyźni nie wiedzą, co czują, więc nic dziwnego, że nie potrafią o tym mówić. Taki jest tradycyjny model męskości. Od mężczyzny nie oczekiwano czułości. Miał dawać sobie radę. Miał być wytrwały. W bitwie zwycięża raczej ten, kto ma grubszą skórę, niż ten, kto ma skórę miękką.

Skutki tego modelu w połączeniu ze współczesnymi wymaganiami bywają takie, że mężczyźni nie zauważają, że są zmęczeni i się zaharowują. Nie widzą stanu swojego ciała, nie zauważają, że powinni się zatrzymać. Jesteśmy zaprogramowani, żeby osiągać cele, a nie po to, żeby żyć w zgodzie ze swoim rytmem, szanować go. Muszą rozwinąć umiejętność bycia w kontakcie ze sobą, żeby umieć się wycofać, kiedy tego potrzebują, zrozumieć, że nie muszą być cały czas aktywni, sprawni, dyspozycyjni…”

And You?

Mirabelka

 

Rachel Cusk- zmiana okupiona cierpieniem…

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100958,14515901,Nie_ma_nowego_zycia_po_rozwodzie__Jest_to__ktore_jest.html

Tak smutną, cierpiącą twarz ma Rachel Cusk, na okładce Wysokich Obcasów, jeszcze z sierpnia. Czeka cierpliwie na swoją kolej. Przez ten czas zajmuję się innymi sprawami, ważniejszymi i bardziej żywymi dla mnie. Patrzę na nią co jakiś czas i przykładam innymi artykułami i gazetami, które dopominają się zajęcia nimi.

Ale dzisiaj, na pooranej przeżyciami twarzy Racheli, dostrzegłam dodatkowy grymas zniecierpliwienia.

http://krytycznymokiem.blogspot.com/2013/08/po-o-mazenstwie-i-rozstaniu-rachel-cusk.html

wywiad sprzed 3 lat znajduje się tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,8642830,Nie_jestem_z_waszego_plemienia.html

„…Jeśli napisze pani o tym książkę, będzie miała ona dla pani wartość terapeutyczną?

Niekoniecznie. Ale wiem, że jak już ją skończę, przeżyję tę sytuację jeszcze raz, dopiero wtedy będę w stanie ją zrozumieć.

Kiedy dzieje się coś istotnego w moim życiu, często milczę. Prawda jest przede mną ukryta. Dlatego muszę wrócić do tej sytuacji w procesie pisania i dopiero wtedy ją odkrywam. Gdybym nie pisała, prawdopodobnie by mnie już nie było, nie wiedziałabym, kim tak naprawdę jestem.

Pani coś straciła, stając się matką?

Wszystko! Każdy traci wszystko… /sic!!!!!!/

Traci się wolność, sposób, w jaki się żyło, kim się było. To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare   ”ja”, ale potem się odradzasz. Myślę też, że dzięki temu doświadczeniu stajesz się bogatsza, bo wchodzisz do świata, w którym padają prawdziwe pytania o to, co dobre, i o to, co złe. Myślę, że o moralności można zacząć rozmawiać dopiero wtedy, kiedy stajemy się rodzicami…”

Nie dziwię się oburzeniu na forach innych matek, jeśli Rachela tak generalizuje,  przenosząc swoje frustracje i traumy na całą społeczność kobiet!!! Chcę powiedzieć, że ja się nie utożsamiam z jej poglądami i nie wyrażam zgody na wypowiadanie się w moim imieniu!!! Rodząc dzieci, miałam poczucie, że doświadczam cudu, uzyskałam dostęp do nowej perspektywy i swojej mocy. Przeżywam proces  macierzyństwa w kategorii rozwoju i dojrzewania. Oczywiście towarzyszą mu różne myśli i emocje, często trudne, niepokoje i rozterki, ale… dla mnie są one rozwijające.

„…Kiedy pisała pani tę książkę, miała pani poczucie, że to jest doświadczenie, które jest bliskie większości matek, czy są to pani subiektywne doznania?

Chyba się nad tym w ogóle nie zastanawiałam. Mieszkaliśmy wtedy na wsi, na końcu świata, i nie znałam innych matek, więc z nikim nie rozmawiałam o tym, jak się czuję. Nie miałam też dostępu do tego, co one przeżywają. I choć jestem przyzwyczajona do tego, że wiele rzeczy, które są proste dla innych, dla mnie okazuje się trudne, to akurat tutaj miałam wrażenie, że w doświadczenie macierzyństwa te trudności są wpisane, że niektóre uczucia, które się rodzą, są uniwersalne – tak jak niepewność, lęk, poczucie straty.

Teraz jestem pewna, że tak jest, że dla każdego to jest trudne. Ale tym, czego nie wiedziałam, jest to, że kobiety podpisują taki pakt same ze sobą, z innymi kobietami i jako grupa kobiet z innymi grupami ludzi – na utrzymanie tej umowy idą ogromne pokłady energii. Ten pakt dotyczy tego, że kiedy stajemy się matkami, to umieramy – i wszystkie to wiemy, ale nie będziemy o tym mówić…”

Moim zdaniem pani Cusk ma kiepski kontakt z rzeczywistością. Powinna najpierw sprawdzić jak to jest u innych, porozmawiać z innymi kobietami, a nie z góry zakładać, że czują to samo co ona.  To podszyte jest skłonnościami do paranoidalnego postrzegania świata. Zakrawa mi to na poważne problemy ze zdolnością oddzielenia subiektywnych przeżyć od doświadczeń innych ludzi. Bezczelne jest ze strony osoby – na dodatek pisarki- mającej się za reprezentatywną dla grupy kobiet, bez posłuchania jak jest u nich, autorytarnie wypowiadać się w ich imieniu. Ja składam swój sprzeciw!!! Potrafię sama wypowiadać się za siebie. Nie mam problemu  z przyznaniem się do trudnych przeżyć. Jeśli mam taką potrzebę,  wypowiadam się kontrowersyjnie,  ale w swoim imieniu, więc proszę panią Cusk o zaprzestanie procederu wyrażania opinii za wszystkie kobiety. Zakrawa to na przemoc psychiczną. Moim zdaniem pani Cusk powinna przejść porządny cykl terapii i warsztatów rozwojowych. Dobrze byłoby, gdyby przerobiła swoje traumy dzieciństwa, trudne relacje z matką /a co z ojcem? o nim nie doczytałam/, z mężczyznami, w domowym zaciszu, sama ze sobą, niekoniecznie zaraz pisząc książki narzucające swoje  prawdy jako ogólnie obowiązujące. Warto byłoby popracować nad swoimi cieniami oraz zasobami. Podejście Pani Cusk do tematu macierzyństwa wynika z jej przeżyć, uwarunkowań rodzinnych,  klimatu, w jakim wzrastała, braku wsparcia ze strony najbliższych osób oraz słabego rozeznania społecznego, z powodu pisarskiej izolacji. Taki obrała styl pisania i życia. Inni mogli wzrastać w innych, bardziej sprzyjających warunkach, lub wcześniej przekuć bolesne przeżycia w doświadczenia, które służą dalszemu życiu!!!   Ciekawi mnie na ile miała wpływ na swoje życie,  na dokonywane wybory. Zaskakuje mnie jej chęć dominacji nad innymi i narzucanie otoczeniu swojego zdania, a także brak pokory. Moja solidarność kobieca traci  rozbieg, z uwagi na drażniącą mnie misyjność i widoczne ograniczenia  pani Cusk.

No more comments… and You?

Mirabelka

Jan Hartman- lubi głupie pytania

z rozmowy Magazynu Świątecznego GW 28-29.09. 2013

Bożena Aksamit- Jasińska rozmawia z Janem Hartmanem

„… Jestem przekonany, że pisanie o dobrych rzeczach jest nieporównywalnie mniej pilne niż o złu. Zwłaszcza gdy jesteśmy tak bardzo do niego przyzwyczajeni, że go nie dostrzegamy. Albo odwracamy od niego głowę. Albo akceptujemy.

Zadaniem publicysty jest przede wszystkim walka z obłudą. Wiem, jak należy pisać teksty, żeby dotknęły do żywego sprawcę zła. Użycie języka powściągliwego w stosunku do tego, co trzeba napiętnować, jest nie tylko nieskuteczne, ale w dodatku daje zły przykład, bo jest jakąś pośrednią akceptacją zła.

Trzeba mówić tak, żeby odpowiedzialni za zło poczuli się zagrożeni i dotknięci. Należy wzbudzić w nich strach przed własną hipokryzją. I dać im szansę wyzwolić się z niej. Ale do tego trzeba też być brutalnie logicznym i rzeczowym. Zawsze używam silnych argumentów, skreślam te, z którymi można dyskutować. Zło domaga się gniewu.

Znalazłam taką opinię internauty: „Zabawa w politykę może zmienić Hartmana, jedną z ciekawszych postaci w naszym supermarkecie myśli. To jak przejście z działu perfum do działu podrobów. Supermarket ten sam, tylko zapach inny”.

– Do polityki popycha mnie temperament, zamiłowanie do gry, do przygody, no i być może także neurotyczna potrzeba kontrolowania tego, co się wokół mnie dzieje. Żyję polityką od małego. Ojciec był w latach 70. we Wrocławiu ważnym opozycjonistą. Patrzyłem na to oczami dziecka i chłonąłem. Sam pchałem się do polityki już od dawna, ale dopiero teraz coś mi zaczęło wychodzić.

Od lat piszę też o polityce – zarówno rzeczy filozoficzne, jak i publicystyczne. Teraz uczę się, jak to wygląda naprawdę, z bliska…”

Dla mnie najbardziej interesujące są poniższe wypowiedzi, dotyczące rysu osobowościowego oraz codzienności i zwykłych, ludzkich spraw:

„… Zdecydowanie mam kłopoty z relaksem, ale też ze skupieniem, intensywnym przeżywaniem chwili i bycia z innymi ludźmi.

Jestem neurotyczny i mam silną potrzebę samokontroli z obawy, że nie wykonam swoich zadań właściwie. Każdą czynność, którą wykonuję chcę jak najszybciej skończyć, bo jest to dla mnie zawsze „coś do załatwienia”, ponieważ czekają mnie nowe zadania. Aż wreszcie dzień pozwoli mi dopłynąć do łóżka i zasnąć. Gdyby ten nerwicowy i mechanizm zablokował się i zrobiłbym się bardziej kontemplacyjny, wyluzowany, to natychmiast moja skuteczność uległaby obniżeniu.

Dobre samopoczucie nie jest dla mnie celem, nie potrafię tak nastawić się do życia, żeby poszukiwać dobrych przeżyć i komfortu /!/. Sztuka życia jest mi obca.

Ludzie są dla pana dekoracją.

– Ja sam dla siebie też. Jestem w takim wieku, że mogę jeszcze intensywnie żyć. Wiem, że ceną jest pewna powierzchowność, unikowość, że jestem dla wszystkich i dla nikogo. Hartman ma ciężkie życie  z Hartmanem.

Przeżywanie teraźniejszości jest wielką sztuką, której nie posiadam. Moje przeżywanie tu i teraz jest zbyt intelektualne, by było dla mnie samego pociągające… Gdy filozofuję, to się nie zgrywam, wtedy jestem najbardziej sobą. Językiem logicznym przemawiam również do samego siebie. Mój zmysł estetyczny, zdolność do kontemplacji, do czucia metafizycznego, do przeżywania jakichś relacji itp, są poniżej średniej.

Zwłaszcza nie dorównuję w tym kobietom.

Moje życie wewnętrzne stało się głównie życiem intelektualnym, strona emocjonalna jest znacznie słabiej rozwinięta. W związku z tym moja osobowość nie nie jest interesująca. Ot, zatrzymany w rozwoju neurotyk…

Jak ktoś taki może mówić, jak żyć?

– Nie trzeba umieć żyć, żeby dobrze radzić innym. Nie trzeba być niewinnym, by sprawiedliwie osądzać innych. Nie trzeba być artystą, by oceniać dzieła  sztuki… ”

Dodam od siebie: nie trzeba pić i ćpać, żeby pracować nad zmianą z osobami uzależnionymi… Nie trzeba doświadczyć choroby psychicznej, aby pracować z ludźmi gryzionymi przez zaburzenia psychiczne… Nie trzeba przejść wszystkich chorób, aby być dobrym lekarzem… Kto da więcej?

Mirabelka

Prof. Jan Hartman

Guillaume Musso- Dziecko szczęścia

Z wywiadu w „Tomie Kultury” nr 15 Empikgroup | Tom Kultury nr 15 (2013)

” Kiedy w Polsce mówimy: najnowsza literatura francuska, to od razu myślimy: Houellebecq, Schmitt. A jak to wygląda u was? Gdzie na francuskim rynku literackim jest miejsce dla Guillaume Musso?

– Bardzo daleko mi do współczesnej literatury uprawianej przez tych autorów, choćby z tego powodu, że mnie nigdy nie interesowała sztuka dla eksperymentu, zabawy w literaturę, czy pranie własnych emocjonalnych brudów. Jestem pisarzem gatunkowym i taki rodzaj prozy najbardziej mi odpowiada (…)

– Czyli literatura francuska to przede wszystkim opowiadanie historii?

– Dla mnie tak. We Francji dla przykładu w XIX wieku masową wyobraźnią rządzili autorzy tacy jak Victor Hugo czy Alexander Dumas, którzy przede wszystkim opowiadali (…) To zwarta fabuła i postacie z krwi i kości. Postacie, które nas, czytelników fascynują, uwodzą i sprawiają, że z niecierpliwością czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.

Dopiero wiek XX i rozwój nowej powieści francuskiej sprawił, że opowieść zeszła na drugi plan. Ważniejsze od fabuły stały się gry i zabawy literackie, eksperymenty. Ten trend utrzymywał się tak długo , że dopiero teraz we Francji do łask wraca powieść gatunkowa. Po naprawdę latach banicji i zesłania (…)”

A Wy co wolicie? Gry i zabawy literackie, czy porządnie przemyślane opowieści?

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,787,2302,wroce-po-ciebie.html

Mirabelka