Grażdanskaja Oborona

Moja miłość do Gr. Ob. wybuchła nieoczekiwanie i nieroztropnie w pewien zwykły, zimny kwietniowy wieczór. A przecież nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Zaczęło się niewinnie. Przypomniałam sobie o Oldze Arafiewej, u której natknęłam się na piosenkę autorstwa Yanki Diagilewej. Zastrzygłam uszami: kto zacz? Czym prędzej zamówiłam książkę  Konstantego Usenko Oczami radzieckiej zabawki i odleciałam… Omsk, Syberia, rosyjska awangarda, stakany portwaina obserwowane przez brudne szyby, szagi po Pitrze, kopalnia diamentów w punkowym undergroundzie, teksty tak żywe, jak rany sypane solą. Mogę i chcę być jednak tylko obserwatorem. Większość z tych ludzi jest już po drugiej stronie. Na szcęście pozostawili po sobie tak wiele, że wystarczy na niejedno życie. Czuję na sobie odpowiedzialność dania świadectwa jako ocalona. Trudno nazwać to kontynuacją, bardziej tworzeniem swojej wizji świata przy czerpaniu inspiracji z twórczości innych. To szalenie otwiera i dodaje sił w drodze.

Opowiem ci o buncie, który wypływa ze mnie tak naturalnie jak nieposkromiona syberyjska rzeka, jak słowa w idealnym języku. Opowiem o latach z wykrzykiwanym „nieeee” na tysiąc sposobów. O wolności, z którą zbratałam się dawno temu i o przymusie wyrażania siebie każdą komórką i chwilą. Ale jeszcze nie teraz.

Mirabelka

Janka Diagiliewa

Janka Diagilewa, zwana rosyjską Dżenis Dżoplin i Patti Smith z Syberii, a według mnie w zupełności wystarczy, że jest Janką.  Wszelkie porównania mają tutaj funkcję jedynie symboliczną. Wilcze zawodzenie Janki jest dowodem na to, że pochodzi z prastarego słowiańskiego rockowego rodu. Hej, Janka, jaka szkoda, że się spotykamy dopiero teraz. Co mogę powiedzieć w tej chwili,  po prostu jesteś niesamowita. Twoje wiersze przeszywają moją duszę na wskroś. Czuję Twoją rozpacz i samotność, pomimo tylu ludzi wokół i kultu, jaki Cię otaczał. Nie mogę przestać słuchać Twoich opowieści. Jaka szkoda, jaka wielka szkoda… wish you were here…

Mirabelka

† Młynarski. Wojciech. Bynajmniej.

Wojciech Młynarski zmarł 15. marca, po długiej i ciężkiej chorobie, dożywszy prawie 76 lat.
Bynajmniej…
Wojciech Młynarski pozostanie na zawsze w mej pamięci muzycznej.
Panie Wojtku. Dziękuję za wszystko, co Pan wniósł do mojego świata, a ja mogłam to przyjąć.

Z całego mojego liryczno-rockowego serca.

Mirabelka

Exquirla

Exquirla– to fuzja rocka progresywnego z flamenco. Zespół pochodzi z Madrytu, a jego skład tworzy trzon instrumentalnego bandu Toundra i pieśniarz Nino de Elche. Niespełna miesiąc temu wyszła ich debiutancka płyta Para quienes aún viven. Duży plus już za sam tytuł /Dla tych, którzy jeszcze żyją/. Zawartość należy rozpakowywać delikatnie i powoli. Jak do tej pory nie mam wielu doświadczeń z tego rodzaju twórczością. Odrębnie owszem, ale w tym zestawieniu: mocny rock z poetyką flamenco chyba pierwszy raz. Dlatego przysłuchuję się tej płycie z ciekawością, acz trochę podejrzliwie, serwując sobie dawkowanie w trzech podejściach.

P.s.

W utworze Un Hombre muzycy nawiązali dialog z Dziewczyną o Perłowych Włosach Omegi w konwencji Epitafium King Crimson.  Ja przynajmniej tak to usłyszałam.

Mirabelka

Motorpsycho

Motorpsycho z dalekiej Norwegii- to zespół, który mam ochotę poznać od jakiegoś czasu, ale zniechęca mnie nazwa /zaczerpnięta z tytułu filmu Russa Meyera z 1965/.  Skojarzenia mam ciężkie, jednoznacznie z przemocą. A tu zaskoczenie, okazujące się bardzo ważnym dla mnie odkryciem muzycznym 2017 roku! Bagatela, grupa istnieje od prawie trzech dekad… Zaczynam od przypadkowej płyty Heavy Metal Fruit i… zakochuję się od pierwszych dźwięków, a właściwie długiej ciszy przed! To muzyka niejednorodna, na wysokim poziomie, zawierająca w sobie wiele kolorów, klimatów i powiązań, zdecydowanie nieoczywista. Łączy w sobie bunt awangardy z przesłaniem rock’ n’ rolla, wysublimowane improwizacje jazzowe z rockowym sznytem, harmonijną spuściznę Bitelsów z ciągotami do ciężkiego jazgotu. Tego szukam w muzyce! Autentyczności. Serca. Profesjonalizmu. Niejednoznaczności i powiązania różnych stylów. Inspiracji, która zaciekawia i poprawia jakość mojego samopoczucia… z dziennika W Uśpieniu.

Motorpsycho nagrali około 20 longów, tak więc jest czego słuchać!

trochę faktów:

http://esensja.pl/muzyka/recenzje/tekst.html?id=18093

Mirabelka

Jak już mówiłam, moja przygoda z M zaczęła się od LP Heavy Metal Fruit z 2010r

Przesłuchałam kilka płyt tego zespołu, ale w całości nie mogę polecić żadnej z nich. Znajduję pojedyncze perełki, jak ta: „Kosmiczny Pies”, z płyty Angels and Daemons At Play, nagranej 2 dekady temu!

Rival Sons

Odkryłam amerykańskich wyjców spod znaku Rival Sons, którzy tak dużo słuchali Led Zeppelin, że stali się ich nowym wcieleniem, ale to nie zarzut. Na pierwszy plan wybija się ich umiłowanie do blues rockowej tradycji, co samo w sobie rockuje pozytywnie.  Sposób uwrażliwienia tekstu, przywołuje wspomnienia o  nieodżałowanym Jeffie Buckley’u, co jest dla mnie zbyt bolesne… Z tego powodu nie jestem w stanie słuchać ich zbyt długo… – fragm. dziennika pt. Niewidzialna

Rival Sons wystartowali w 2009 roku z Long Beach w Kalifornii i jak dotąd nagrali 5 płyt pełnometrażowych, ostatnią w 2016r pt. Hollow Bones. Wpisuję ją na listę Zaległych Ulubionych Płyt z 2016 Odkrytych w 2017.

Mirabelka

 

† John Wetton

John Wetton– legendarny wokalista i basista angażujący się w powstanie ponad 50 płyt długogrających, odszedł od nas 31. stycznia. Dla mnie John Wetton nierozerwalnie pozostanie złączony z King Crimson i U.K.Te jego wcielenia są mi akurat najbardziej bliskie. A przecież współpracował z tyloma jeszcze, m.in. z Roxy Music, Wishbone Ash, Uriah Heep, no i rzecz jasna z Asią.  Dzisiaj słucham Rendezvous 6:02 z takim samym zdziwieniem, jak po raz pierwszy, gdy go usłyszałam na tym mrocznym albumie, /Danger Money/ chyba podczas siarczystej zimy stanu wojennego.

Starless– to z kolei osobna historia. Ten utwór wciąż na mnie działa tak, że załapuję stan bliski śmierci klinicznej. Słuchałam go niezliczoną ilość razy w przeróżnych wykonaniach. Ale dziś wybrałam wersję live z Polski, sprzed 14 lat… Emanuje z niej taka dawka majestatu i szlachetności, że poszłabym z motyką na słońce. Tylko, że księżyc już rozścielił swe magnetyczne światło.

Mirabelka

Retrospective-Polska!

Retrospective – to zespół z rozległych pól progresji, powołany do życia w Lesznie w 2005 roku, początkowo pod nazwą Hollow.
Słucham ich debiutanckiej płyty po raz drugi od wczoraj i wciąż mi się podoba, nawet bardzo. To koncept – album, w jakich specjalizowali się np. Floydzi, Steven Wilson,  Peter Gabriel czy Riverside. Echa tej muzyki pobrzmiewają zresztą jednoznacznie na płycie „Skradzione Myśli”, ale nie jest to zarzut z mojej strony, a dowód z jakiego plemienia pochodzi Retrospective. Słuchając tej płyty, wzmacniam się od środka i utwierdzam w swoich planach, marzeniach i dążeniach. Podczas tych 45 minut dokonuję spektakularnej analizy swojego życia. Błyskawicznie skanuję obszary bardziej zacienione, próbując wyciągnąć je na światło dzienne, aby dorosły. Nie, jeszcze nie teraz… Chcę podreptać jeszcze w tym samym miejscu, może pokręcić się w kółko. Potrzebuję bardziej udeptać ziemię. Ugruntować się.

To przemyślany, koncepcyjny album o dorastaniu, które nie przynależy do żadnego wieku, o marzeniach, które nic nie są warte, jeśli nie nada im się więcej konkretów, choćby daty realizacji. Zanurzam się w tę muzykę całą sobą, kąpię w niej swe nadwątlone ego i scalam popękaną tożsamość. Ta muzyka jest cudownym niewidzialnym klejem, który jednocześnie ma zdolności regeneracyjne. Oplatam się nią, aby odżywić przesuszoną duszę. Czuję jak dźwięki przepływają przez moje komórki, zasilając je życiodajną energią. To moja muzyka, paliwo wysokiej jakości, bez zanieczyszczeń i zbędnych ozdobników…- fragmn. z mojego dziennika pt. Niewidzialna.

Czekam na nową, trzecią płytę Re:Search, zapowiadaną w sieci, bo drugi krążek jakoś mnie nie porwał.

biografia poniżej:

http://www.progarchives.com/artist.asp?id=6214

Mirabelka

epka z 2007r: https://youtu.be/3TwCUdq_OQU

Fajny klip ze starej parowozowni /?/: https://youtu.be/w3EIymbflqU

 

Wolf People

zdjęcie zaczerpnięte z bloga: https://whitecrow12013.wordpress.com

Wilcy nadchodzą!

Wolf People- tak się nazywają. Grają muzykę tak żywo przypominającą mi Wishbone Ash, że aż cierpię z tego powodu. WP to kwartet z angielskiego Bedfordshire, tworzący muzykę dziwnej treści od 12 lat. Ich płyta z 2010 roku, Steeple, zebrała bardzo dobre recenzje, a mnie zachwyciła!

Mirabelka

Mondo Drag

Znalezione obrazy dla zapytania mondo drag

Mondo Drag oddają hołd tradycji, stąd mam wrażenie, że to nieznany zespół z przełomu lat 60/70-ych, wyciągnięty przy okazji remanentów, twórca jednej płyty, czy coś takiego. Ale nie, Mondo Drag to współczesny twór. Pochodzą z Iowa i tworzą razem od niespełna 10 lat, które udokumentowali 5 płytami.  Brzmią stylowo, mocno osadzeni w tamtej epoce. Dla mnie, vintage to jednak za mało. Przesłuchałam 2 płyty z dorobku MD. Najpierw Mondo Drag z 2015, potem  The Occultation of Ligh z 2016, tak różne w odbiorze.

Najpierw starszy materiał, sprzed 2 lat.

Znajduję na tej płycie ciekawe fragmenty, szczególnie instrumentalne, ale są też i słabe /mam na myśli wokal/, zbyt banalne, wręcz prostackie dźwięki wygrywane na klawiszach, np. w Schifting Sands. Mnóstwo odwołań, zapożyczeń, czasem jak dla mnie zbyt dosłownych. Już pod koniec drugiego utworu słyszę punkowski zaśpiew „No future!”,  co mnie wkurza. Nie tyka się świętości, co Wy wiecie o no future!   W Plumajiila gitara, jakby żywcem ściągnięta z Chrisa Squiera, no a Pillars Of The Skye to praca domowa z Pink Floyd, zerżnięta na kolanach na zaliczenie kolokwium. Eeeech, wszystko już było. Nawet zamykający płytę numer Snakeskin, tak obiecująco nadciągający, zwietrzał pomiędzy otwieranymi i zamykanymi Drzwiami… Ale mam dla Was radę: odsłuchajcie tę płytę TYLKO RAZ! Bo ja po pierwszym kontakcie byłam nią zachwycona! Przy kolejnych zaczęłam się czepiać…

Mniej się czepia Bizon, ale to już zupełnie inna historia:

http://muzycznyzbawicielswiata.blogspot.com/2015/03/mondo-drag-mondo-drag-2015.html

Za to, kolejna płyta, The Occultation of Light z ubiegłego roku prezentuje już inną jakość. Słychać rozwój i efekty pracy włożonej w naukę. Muzycy bardziej uwierzyli w siebie i więcej poszperali w sobie. Mniej mnie drażni wysoki timbr głosu, a zapożyczenia nie są już tak dosłowne… Trochę niepotrzebnie muśnięcie space rockiem. A może mam taki dzień? Może to kwestia gustu, co się komu podoba w danym momencie. W każdym razie w Mondo Drag drzemie dobra energia, która mnie wyrywa z uśpienia.
Mirabelka

Iamthemorning


Iamthemorning– to współgranie pierwiastka żeńskiego- Marjany na wokalu oraz męskiego- Gleba, pianistycznie.  Do składu zapraszają kwartet smyczkowy,  instrumenty dęte i gitary.  To muzyka dla mnie nieoczywista, choć wyciągnęłam ją z szuflady z napisem „prog-rock”. Iamthemorning zaczęli w 2010 roku w Sankt Petersburgu, a rozwinęli się w Londynie, gdzie przy wsparciu muzyków z Porcupine Tree i Riverside nagrali kolejne dwa albumy.

Imaad Wasif

Znalezione obrazy dla zapytania imaad wasif

Imaad Wasif– urodził się w  1975r w Vancouver, ale więcej czasu spędził w Palm Desert w Kalifornii.  Od najmłodszych lat buntował się poprzez muzykę, poczynając od zespołu Lowercase, poprzez Alaska, The Folk Implosion, Yeah  Yeah Yeah, poprzez solowe nagrania. W twórczości Wasifa jest taki rodzaj pozytywnego wariactwa i tęsknoty, które rezonują z moim wariactwem i tęsknotą. Dlatego przyjmuję ją tak łapczywie i bezkrytycznie. Przypomina mi o wykrzesaniu z siebie odwagi, potrzebnej do opuszczenia sfery komfortu dla lepszego rozwoju. Bez żalu, ale i bez zbędnego pośpiechu. Wówczas, gdy przyjdzie na to pora, zgodnie z wewnętrzną pewnością czyli intuicją.

Mirabelka

zaskakująca wersja L.A Woman The Doors:

https://youtu.be/vsccM6jmVh4

No Man’s Valley

No Man’s Valey– to pustynny powiew z Niderlandów, przesycony umiłowaniem mocno zaparzonej muzy, sięgającej samego środka rockowego serca. Dla wszystkich, którzy nie mogą zapomnieć o Doorsach,  lubili szaleć przy Iggy Popie, których wciągnął nieodwracalnie klimat zadymionej Mississipi dawno temu, ale ulegli też pokusie Queen Stone of the Age i nie boją się nowych odkryć w postaci Grusom, czy Mountain Dust! W No Man’s Valey uwodzą klawisze i gitarowe pajęczyny, właściwie wszystko jest tu kapitalnie połączone. Głęboki wokal pochodzi jakby z samego dna tej nieznanej doliny, dawkując opowieści w sobie tylko znany sposób.  Ladies and gentleman, co za debiut!!! Jedynym mankamentem jest tu czas. Płyta jest z nami tylko 33,40! Jeśli już przedsmak jest takiej jakości, to co będzie dalej? Czekam z utęsknieniem.
Mirabelka

Mountain Dust

Znalezione obrazy dla zapytania mountain dust band

Mountain Dust– to kapela z dalekiego Montrealu. Ich debiutancka płyta Nine Years z 2016 roku stała się jedną z moich ulubionych, ale dopiero w 2017, jako że odkryłam ją dopiero co! Special thanks to Bizon!  MD powstali, by  nas zagrzewać do walki z codziennymi rytuałami, powinnościami a nawet niechcianymi obowiązkami. Dawkuję sobie ten soczysty koktail, aby podreperować poziom muzycznej energii, nadwyrężony przez mrozy i trudności związane z codzienną egzystencją.

Mirabelka

 

Grusom

Grusom– who’s it? Wystartowali z Danii w 2015 roku longiem z ponurą okładką, ze starym, może bezdomnym człowiekiem, a może to bezzębna szamanka?  Zawartość wydobywająca się ze środka, nastraja jednak bardziej optymistycznie i rozwojowo, przynajmniej mnie.  Skojarzenia mam przeróżne. Początek nasuwa mi się z wykopową energią Jima Morrisona, który krzyczy zza światów: „can you feel it?”, na co z całą odpowiedzialnością szepczę: „Yes, Master”… Potem jest tylko ciekawiej.

Rzucam linkę do świetnej recenzji, napisanej przez Bizona. On napisał wszystko, czego nie zdążyłam pomyśleć, więc nie będę się silić na wyciskanie słów. Niech zabrzmi muzyka!

Mirabelka

http://muzycznyzbawicielswiata.blogspot.com/2015/07/grusom-grusom-2015.html